Słup ognia, czyli powrót do Kingsbridge, nareszcie

Każdy tom z innej bajki. Ale  nie wydanie, a zawartość się liczy!

Miałam jakieś czternaście lat, kiedy przeczytałam „Filary Ziemi” Kena Folletta – imponującą powieść historyczną o fikcyjnym miasteczku Kingsbridge, którego mieszkańcy w dwunastowiecznej Anglii przeżywają różne dramaty na tle wydarzeń politycznych epoki, a co najważniejsze, budują wspaniałą, gotycką katedrę. Kilka lat później z przyjemnością wróciłam do Kingsbridge (równie gruba powieść „Świat bez końca”: wiek czternasty, budują most, a do tego wojna stuletnia i Czarna Śmierć). Bardzo ucieszyła mnie zatem wieść o kolejnej części: „Słup ognia” trafił do księgarni kilka tygodni temu, zarówno w oryginalne, jak i w polskim tłumaczeniu. Niezastąpiona Mama-Malita pożyczyła mi ją w zeszłym tygodniu i prawie od razu zabrałam się do czytania – i nie spoczęłam, póki nie skończyłam!

Trzecia część trylogii o Kingsbridge – którą można spokojnie czytać osobno, tak wiele lat (w fabule, choć i w procesie twórczym też) dzieli wszystkie trzy opasłe tomy – przenosi nas w pełen religijnych konfliktów wiek szesnasty. To czas rządów Krwawej Marii, Elżbiety I i Marii Stuart, czas prześladowań za wiarę, to wiek nocy św. Bartłomieja i inwazji hiszpańskiej Armady na Anglię. Wszystkie te wydarzenia śledzimy oczami Folletowych postaci w kilku częściach Europy i Nowego Świata – a przede wszystkim sercem akcji jest angielskie miasteczko Kingsbridge, słynące z olbrzymiej katedry. Właśnie stamtąd pochodzi Ned Willard, zakochany z wzajemnością w urokliwej Margery, młodzieniec odważny i inteligentny. Jego spokojna przyszłość w ciągu kilku dni legła w gruzach: zawiść ludzka odebrała jego najbliższym cały majątek, Margery ma wyjść za innego kandydata, zgodnie z wolą rodziców, a zamieszki między katolikami a protestantami wiszą w powietrzu – dni Marii Tudor są policzone, a księżniczka Elżbieta może nie zostać zaakceptowana przez innych europejskich władców jako prawowita następczyni tronu. Ned przyjmuje więc propozycję Williama Cecila i wkracza w niebezpieczny świat tajnych służb. Tak oto rozpoczyna się wielka opowieść, obejmująca kilkadziesiąt lat historii świata, pełna postaci historycznych i fikcyjnych, prowadząca nas od Londynu, przez Paryż, Antwerpię, Genewę, Sewillę, aż po Hispaniolę.

Ken Follett spokojnie podąża za sprawdzonym schematem, który znamy już z dwóch poprzednich części: oto sympatyczny młody człowiek (Jack/Merthin/Ned), z reguły wychowany przez silną matkę (Ellen/Alice), posiada ukochaną (Aliena/Caris/Margery), z którą nie może się oficjalnie połączyć, przynajmniej na początku. Jest obowiązkowa postać szemranego moralnie duchownego (Waleran/Godwyn/Julius, a i Jan Langlais właściwie też pasuje) oraz równie mało przyjemnego pana na Shiring (William/Ralph/Swithin), będą oskarżenia o czary/herezję i zwykłe, ludzkie konflikty na tle Wielkich Historycznych Narracji – wojny, romanse, zdrady, spiski, wszystko. Zasadniczo, raczej wiadomo, kto stoi po jasnej, kto po ciemnej stronie mocy, jak również wiadomo, że dla tych reprezentujących pierwszą stronę wszystko skończy się jak należy i będą żyli w miarę długo i szczęśliwie (w przeciwieństwie do drugiej strony).

Ja tu się nieco tylko natrząsam, ale nie zmienia to faktu, że mi zupełnie ta Folletowa schematyczność nie przeszkadza. Ba, wręcz przeciwnie, bardzo kojąco jest wpaść w znajome koleiny opowiadania historii (zabrałam się za czytanie w stanie emocjonalnego rozedrgania po otwarciu trzynastego sezonu „Supernatural” i generalnie, każdy kęs rutyny był wytchnieniem). Ponad osiemset stron przyjemnego „znacie, znamy, posłuchajcie”, osadzonego w jednej z moich ulubionych historycznych epok – Anglii czasów Tudorów – oderwać się nie mogłam. Follett po raz kolejny mnie zachwycił, i choć co prawda jest to inny typ zachwytu książkowego, niż na przykład w przypadku „Niks” czy „Euforii”, to wcale nie gorszy. Solidna, wciągająca powieść historyczna – ja proszę takich więcej.

PS. Oczywiście, Mama-Malita udostępniła wszystkie książki i do czytania, i do zdjęcia – dziękuję!


„Słup ognia” Ken Follett
(“A Column of Fire”, 2017)
Tłum. Janusz Ochab, Anna Dobrzańska, Wydawnictwo Albatros 2017

2 myśli w temacie “Słup ognia, czyli powrót do Kingsbridge, nareszcie

  1. Wpaść w powieść Folletta jest nie tylko kojąco, ale i bardzo przyjemnie. „Słup ognia” to świetna powieść, która spodoba się nie tylko fanom autora, ale i wszystkim czytelnikom, którzy lubią pasjonujące fabuły z historią w tle. Polecamy! Świetna recenzja! :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.