Między książkami, czyli jesienną porą przydaje się odrobina ckliwości

Kawa prawie wystygła.

W życiu dobrze zachowywać umiar i równowagę. W każdym aspekcie, także tym czytelniczym. Więc grube książki i cieniuchne, te, które czytamy celem refleksji i lepszego poznania naszego skomplikowanego świata i te, które przyjmujemy wyłącznie dla rozrywki (tu wszelakie guilty pleasures). Takie, po których chce się zasiąść i zapłakać nad stanem wszystkiego i takie, które podnoszą na duchu i krzepią serduszka. Mniej lub bardziej podążam drogą złotego środka i staram sobie urozmaicać listę lektur, wszak czytanie w kółko tego samego nie okazuje się tak przyjemne, jak dawkowanie sobie różności po trochu. Więc było dużo grubych i złożonych książek, więc teraz, dla równowagi, coś cieńszego i nieco prostszego: „Między książkami” Gabrielle Zevin.

Historia okazuje się bardzo książkowa, jako rzecze polski tytuł, i dzieje się głównie w księgarni na Alice Island. Island Books – bycie przybytkiem na wyspie zobowiązuje – to przybytek niewielki, reklamujący się hasłem „Żaden człowiek nie jest wyspą. Każda książka jest wszechświatem” (zawsze lubiłam Johna Donne’a, to tak przy okazji). Jego właściciel, Ajay Fikry, zgorzkniały wdowiec, topi smutki w kieliszku i bywa mocno opryskliwy dla otoczenia. Przekonuje się o tym Amelia, przedstawicielka handlowa pewnego małego wydawnictwa – Ajay okazuje się być raczej nieuprzejmy przy okazji pierwszego biznesowego spotkania. Nie ma jednak czasu zanadto rozpamiętywać swojego postępowania, bo tego samego wieczoru zostaje okradziony, a wkrótce później w księgarni pojawia się mała dziewczynka imieniem Maja. Ma ze sobą maskotkę Elma i list od matki: „Chcę, by była oczytania. By wychowywała się wśród książek i ludzi, którzy je cenią”.

Ajay posiada znikome doświadczenie w wychowywaniu dziecka, ale z nie do końca jasnych – dla siebie samego! – powodów przygarnia jednak dziewczynkę i właściwie bez większych problemów wchodzi w rolę samotnego ojca (nie powiem, jest to wyjątek na tle ostatnich rodzicielskich narracji, które czytałam, vide „Nocne czuwanie”). Maja odkrywa przez nim nowy świat, nie tylko w kwestii książek dla dzieci, zaprzyjaźnia się z mieszkańcami wyspy i, rzecz jasna, Amelią. A Ajay na nowo odkrywa, że miłość do książek może wspaniale łączyć ludzi.

„Miedzy słowami” to ten typ książki, w której właściwie wszystko toczy się równym, sympatycznym tempem, a kolejne szczęścia i nieszczęścia życiowe pojawiają się regularnie w myśl zasady „idzie dobrze, to teraz musi się coś stać mniej dobrego”. Gabrielle Zevin kreśli prostą opowieść, pełną upodobania do książek wszelakich i dużego zaufania do gatunku ludzkiego. Z tym, że określenie „proste” nie stanowi tutaj bynajmniej zarzutu – choć czasem płyniemy na fali ckliwości, a mimo życiowych tragedii i tak właściwie wszystko kończy się dobrze, to czasem bardzo potrzeba nam takich książek. Podobnie, jak dobrze czasem obejrzeć ciepłą i kojącą komedię, w której bohaterowie pieką dużo ciasteczek, a mokry kot zostaje zawsze utulony (wymyślam na gorąco, ale wiecie, o jaki klimat mi chodzi).

Właściwie chcę powiedzieć, że mimo dużej ilości słodyczy nie mogłam się oderwać (lekki suspens również zapewniony). Przewracałam kartki, nie zwracając uwagi na to, że kawa już dawno wystygła. I kiedy za oknem deszcz, wiatr i zalążki smogu, to takie książki po prostu dobrze robią.

PS. Dziękuję za pożyczenie Mamie Malicie!

2 myśli w temacie “Między książkami, czyli jesienną porą przydaje się odrobina ckliwości

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.