Wznoszę zdrowie dżentelmena w Moskwie

Są książki, które czyta się dla wartkiej intrygi i niespodziewanych zwrotów akcji, inne cenimy za klimat i nastrój, w jaki nas wprowadzają, a jeszcze inne czytamy z sentymentu, jaki żywimy dla bohaterów. I tak, jak historię o Poldarku czyta się właśnie dla Poldarka, tak jedną z największych zalet „Dżentelmena w Moskwie” Amora Towlesa jest właśnie tytułowy bohater, hrabia Aleksander Iljicz Rostow. I jeśli macie przeczytać tylko jedną książkę tej wczesnej jesieni, to „Dżentelmen w Moskwie” będzie dobrym pomysłem (acz jednak zalecam minimum dwie, bo wszak są jeszcze „Niksy”!).

Otóż Aleksander Iljicz Rostow, dzielny syn carskiej Rosji, członek Jockey Clubu i chrześniak doradcy cara, napisał pewien wiersz. Był Anno Domini 1913, a wiersz nosił tytuł „Gdzie on teraz jest?”, nic wielkiego, naprawdę. Niemniej obradująca dziewięć lat później nadzwyczajna komisja Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych wierszem nie jest specjalnie zachwycona, ale powstrzymuje się od postawienia hrabiego pod murem. Ale zostanie zastrzelony, jak tylko wychyli nos z Metropolu, luksusowego hotelu w pobliżu Placu Czerwonego, w którym to przybytku Rostow dotychczas mieszkał. I mogłoby się wydawać, że niefrasobliwemu w tonie przesłuchiwanemu ta możliwość zda się więzieniem, ale nie – hrabia Rostow jest mężczyzną z klasą. Dżentelmenem w każdym calu i niestraszne mu żadne wyroki losu.

Zmuszony do opuszczenia dotychczasowego apartamentu, pozbawiony majątku, wizyt w operze i teatrze i wszystkich przyjemności poza Metropolem, Aleksander Iljicz buduje sobie życie od nowa, nie rozpamiętując zanadto krzywd mu zadanych. Wraz z kelnerem Andriejem i kucharzem Emilem tworzy hotelowy triumwirat, który podtrzyma chwałę restauracji Bojarskiej i scementuje wieloletnią przyjaźń. Nie umknie jego uwagi prawie żaden element hotelowej układanki, w tym boye (Pasza i Pietia, Gienia i Grisza i tak dalej), a nawet jednooki kot Kutuzow (tak!). Nie bez znaczenia pozostają także goście hotelowi, jak piękna aktorka i dociekliwa dziewczynka, które otworzą przed hrabią zupełnie inny świat.

Pocztówka z Metropolem prosto ze strony autora!

Amor Towles snuje tę historię na początku niespiesznie, potem zwiększa tempo, prowadząc nas przez mikrokosmos Metropolu, w którego restauracjach i salach odbijają się wszystkie wydarzenia zewnętrznego świata. A nade wszystko pisze wprost pięknie, wkładając w usta bohaterów słowa wielkiej mądrości – aż chciałoby się wynotować nie jedną, a tuzin fraz. O trzech rzeczach, jakie Rosja dała światu czy o tym, dlaczego mieszkańcy Moskwy podpalili miasto, uciekając przed Napoleonem… Tyle scen i chwil zachwyciło mnie, wzruszyło w tej opowieści! Pozostawię Wam jednak przyjemność osobistego odkrycia swoich własnych scen i chwil – może tylko jedną myśl lotną przytoczę na zachętę:

„Wykazując powściągliwość wręcz sprzeczną ze swoim usposobieniem, [hrabia] ograniczył się do dwóch zwięzłych rodzicielskich rad. Pierwsza mówiła, że jeśli człowiek nie jest panem swojego losu, z pewnością stanie się jego sługą, a drugą była maksyma Montaigne’a, że najpewniejszą oznaką mądrości jest nieustanna pogoda ducha”.

Otóż to, pogoda ducha! Powieść Towlesa tchnie nostalgią, ale jest to ciepła nostalgia, bez popadania w rozpacz za tym, co nie wróci – hrabia Rostow doskonale wie, że jedyną stałą na tym świecie jest zmiana i, jak sam mówi, dżentelmen musi się do tej zmiany dostosować. Tak, oczywiście tęskni za rodzinnym majątkiem w Leniwejgodzinie (ta nazwa!) i wspomina dawne czasy, kiedy na parkiecie sali balowej hotelu Metropol wirowały debiutantki – ale jednocześnie widzi, że historia zmienia się tylko trochę i gdy obserwuje z ukrycia posiedzenia bolszewickich komitetów, dostrzega w nich zaskakująco dużo podobieństw do przyjęć rosyjskiej arystokracji za czasów caratu. Niewymuszona pogoda ducha Aleksandra Ijlicza i zwykła, ludzka życzliwość – mimo wszystkich nieszczęść, które spotkały go w życiu – pozwalają mu na dostosowanie się do wielu nieprzyjemnych sytuacji i wybrnięcie z nich z ogromną klasą. Niewielu takich ludzi stąpa dziś po świecie. A szkoda.

Zdrowie Waszej Ekscelencji, Aleksandrze Iljiczu.

PS. Za książkę pięknie dziękuję pani redaktor z wydawnictwa Znak!

3 myśli w temacie “Wznoszę zdrowie dżentelmena w Moskwie

  1. Wspaniala ksiazka, trudno sie oderwac. A te madre sentencje… Az chcialoby sie wziac markera do reki i popodkreslac wazniejsze cytaty. Jeno ksiazki zal ! Jak rowniez zal, ze takich Rostowow jakby mniej. A co do Metropolu to wiernie oddaje jego legende, aczkolwiek dzis niestety uwspolczesniona. Wiem, bo bylem. Na marginesie : Twoje streszczenie , Malita, doskonale — oby zachecilo czytelnikow, bo warto. Brawo so wsiem.

  2. Zdrowie Waszej Ekscelencji! Tak, zdecydowanie, jeśli ktoś ma przeczytać jedną książkę tej jesieni, to niech sięgnie po Dżentelmena. Bardzo przyjemna lektura, takie dobre towarzystwo. Aż chciałoby się usiąść z hrabią w Bojarskiej i pogadać… o wszystkim.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.