Jaśnie pan barceloński, czyli Cabré

jaume cabre_jaśnie pan
Jaśnie pan zasiadł w fotelu w towarzystwie leniwego kota.

Jaume Cabré kilka lat temu przebojem wdarł się na polskie salony czytelnicze monumentalną powieścią „Wyznaję”, po której czułam się bardziej rozżalona niż zachwycona. Przez dłuższy czas unikałam kolejnych książek pisarza – na polski przełożono pięć, jak dotąd – ale koniec końców uległam namowom Mamy-Mality, wynosząc wiadomy stosik. Kryminał? W historycznej Barcelonie? Do kroćset, trzeba spróbować. I tak zaczęłam czytać „Jaśnie Pana”.

Barcelona u schyłku wieku, w 1799 roku, jeszcze nie do końca zapomniała o Koronie Aragonii i Katalonii, ale już mniej lub bardziej skupia się na posłuszeństwie nowym porządkom. Burboński monarcha, rezydujący w Madrycie, dyskretnie promieniuje na cały kraj aurą absolutyzmu, a władza w Katalonii skupia się w rękach wojskowego komendanta i Trybunału Królewskiego. Rzesze urzędników i prawników zaludniają karty książki Cabré, a najważniejszym z nich jest jaśnie pan, Rafel Massó i Pujades – nie tak dawno obrany cywilny prezes Trybunału.

Don Massó wciąż przyzwyczaja się do swojego jaśniepaństwa – przyuczenie służby do używania odpowiedniego tytułu zajęło mu parę tygodni, a oprócz ulubionej rzepy czuje się w obowiązku spożywać także ostrygi (muszle wypatrzone w odpadkach z pałacu automatycznie podnoszą prestiż). W wolnych od sądzenia innych chwilach oddaje się namiętności do astronomii i pięknych kobiet. I o ile ta pierwsza stanowi egzotyczne, ale bezpieczne hobby, o którym można podebatować z innymi, o tyle ta druga może przynieść koniec końców tylko kłopoty.

Namiętność do kobiet – dokładniej, do jednej kobiety – przyniesie kłopoty także młodemu poecie, Andreu Perramonowi. Otóż Andreu zakochuje się szaleńczo, w pół uderzenia serca, w pożeraczce męskich serc i ciał, słowiku z Orleanu, śpiewaczce Marie Desflors.  Jedna jej aria podczas pamiętnego przyjęcia u markiza de Dosrius (które otwiera całą historię) i Andreu przepada z kretesem. Dosłownie – bo oto nad rankiem służąca odnajduje zwłoki boskiej śpiewaczki, a poeta staje się głównym podejrzanym i ląduje w ohydnej, ciemnej celi, a ratunku znikąd nie widać.

boutique-e-historia-(1)
Barcelona u schyłku XVIII wieku, z prawej ponura Cytadela.

Cabré wplótł próbę rozwikłania zagadki morderstwa w efektowny pejzaż Barcelony, gdzie jedni usiłują przetrwać z dnia na dzień, a inni debatują, jak najbardziej efektownie pokazać tym pierwszym swoje miłosierdzie. „Jaśnie pan” kreśli przede wszystkim portret burbońskiej arystokracji, głównie tych co bardziej uwikłanych w gęstą sieć romansów i różnych machinacji. „Śmietanka, masełko i jogurcik Barcelony żyły w nieustannej gorączce wymiany indywidualnej i kulturalnej”, reasumuje Cabré jednym z co bardziej błyskotliwych określeń powieści. Sama sprawa słowika z Orleanu i nieszczęsnego poety okaże się tylko jednym z poziomów intrygi zarówno osobistej (don Rafelu, kiwam w pana stronę), jak i politycznej (słowik miał śpiewać u króla, a tu Barcelona zatrzymała go na wieki wieków amen), a zarazem wstępem do różnych nieszczęść.

Nie oczekujcie klasycznego kryminału – zastanawiam się wręcz, czy hasło „niezwykły kryminał” na okładce nie robi tu więcej krzywdy niż pożytku – nie będzie pościgu za zbrodniarzem, dzielnego detektywa i tryumfu sprawiedliwości. Owszem, sprawiedliwość zwycięża, a raczej zwycięża prawo, „wymysł profesjonalistów”, jak stwierdza jaśnie pan. Sekrety z przeszłości, korupcja, anse i awanse – to wszystko miesza się i kotłuje w gęstym barcelońskim sosie. Do barokowej narracji Cabré trzeba się przyzwyczaić, zwłaszcza do potoczystych opisów gonitwy myśli bohaterów (nie jest to poziom „Wyznaję”, ale jednak). Doceniam kunszt literacki, doceniam kreację bohaterów (mało kto jest bez win, a i tak wiadomo, że niewinny ucierpi najbardziej), doceniam Barcelony portret historyczny, doceniam też znakomity przekład Anny Sawickiej. Nie czuję się rozżalona, o nie, ale nie czuję się też bezbrzeżnie zachwycona. Trochę jak w przypadku Murakamiego, myślę – moja relacja z Cabré pozostanie raczej wyboista. Co nie zmienia faktu, że warto sięgnąć po „Jaśnie pana”, nawet jeśli sam jaśnie pan sympatii nie budzi. Może tylko litość, tak na koniec.

PS. Mamie-Malicie dziękuję za pożyczenie!
PPS. O „Jaśnie panu” pisała też swego czasu Owca z książką, również odnotowując cytat o masełku, śmietance i jogurciku.

3 myśli w temacie “Jaśnie pan barceloński, czyli Cabré

  1. „Jaśnie pan” był moim pierwszym spotkaniem z Cabre. I zrobiłam to całkowicie umyślnie – postanowiłam bowiem czytać książki autora w kolejności, w jakiej były wydawane oryginalnie. Tym samym historia don Rafaela i pięknej jesiennej Barcelony (oraz imponującego biustu doni Gaietany) zachwyciła mnie. Narrator całej opowieści jest według mnie jednym z najlepszych narratorów w dziejach literatury. I chociaż czytając później „Cień eunucha” oraz „Wyznaję” poczułam, że jednak „Jaśnie pan” to najmniej dojrzała książka Cabre wciąż pozostaję pod jej niesamowitym urokiem.

  2. Mnie akurat „Jaśnie pan” zachwycił. I to wcale nie jako kryminał (moim zdaniem informacja na okładce wyrządziła książce krzywdę), ale jako opowieść o żądzy władzy i zachłanności na urzędy i stanowiska. Wystarczy przenieść intrygę do współczesności i nic nas nie zdziwi. A raczej to, że z czasem absolutnie nic się nie zmienia. No i ten cytat t z jaśnie pana o prawie. Niestety, brzmi znajomo…

    PS. Kocyk na podusi cudny!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.