Dzikie łabędzie, czyli trzy córki Chin

Różne są sposoby poznawania historii – a jednym z najlepszych możliwych jest poznawanie wielkich wydarzeń przez prymat jednostki. Tak, brzmi banalnie, ale sami przyznajcie, że zupełnie inaczej zapamiętuje się jedną tragiczną historię niż zestaw jak najbardziej poprawnych, ale jednak encyklopedycznie podanych faktów. Ogrom zdarzeń i ich znaczenie inaczej odbiera się, gdy mówi o nich jeden głos. To fakt.

Jeden głos, głos Jung Chang, snuje zatem historię Państwa Środka na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Jej „Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin” to portret trzech kobiet, trzech pokoleń, które doświadczyły wszystkiego, co przyniósł wiek dwudziesty. Upada cesarstwo i dynastia mandżurska, powstaje republika, Czang Kaj-szek wraz z Kuomintangiem jednoczy część Chin, Japończycy wkraczają do Mandżurii, tworząc marionetkowe państwo, Kuomintang sprzymierza się z komunistami, a potem wybucha między nimi wojna domowa, powstaje Chińska Republika Ludowa, kolejne kampanie, Wielki Skok, klęska głodu, kult Przewodniczącego Mao, rewolucja kulturalna… można tak wymieniać i wymieniać i właśnie o to chodzi – że samo wymienienie faktów historycznych daje pewien obraz sytuacji, ale głębszy, porażający obraz pokazują losy trzech kobiet na tle tego wszystkiego. Babcia autorki, jej matka i ona sama, trzy córki Chin, stają się przewodniczkami po niebywałym i niebywale przerażającym świecie.

Jung Chang (ze wstążkami we włosach) w objęciach babci, jej mama trzyma na ręku młodszego braciszka; 1954 rok

Babcia, Yufang, urodziła się w 1909 roku i mając piętnaście lat, została konkubiną generała, szefa policji w słabym natenczas chińskim rządzie. Lokalna piękność o starannie skrępowanych, drobniutkich stópkach może i przyniosła swojej rodzinie prestiż dzięki generałowi, ale sama pozostała więźniem tradycji i sztywnych norm. Znalazła ukojenie u boku starszego, choć poczciwego męża – mandżurskiego doktora – ale spokój nie był pisany ani Yufang, ani jej córce, którą miała z generałem.

Mama, czyli Baoqin (a później Dehong), odnalazła swoją miejsce życiowe w partii i walczyła o komunistyczne Chiny wraz ze swoim mężem, który dobro komunizmu i rewolucję przedkładał nad wszystko. Z mniejszymi i większymi sukcesami lawirowali jako wysoko postawieni urzędnicy państwowi aż do rewolucji kulturalnej, gdy nieludzka polityka Mao ponownie postawiła cały kraj w stan chaotycznego zamętu i okrutnych prześladowań. Rodzice Jung, zesłani do obozów pracy, osobiście doświadczyli każdej możliwej niesprawiedliwości reżimu.

Sama autorka, wychowywana jako mała Pionierka z nieodłączną Czerwoną Książeczką, marzyła, by zobaczyć Mao i z zapałem starała się wcielać w życie coraz to bardziej nierzeczywiste partyjne i maoistyczne hasła – aż do czasu. Już jako młoda kobieta otrzymała szansę na wyjazd na stypendium do Londynu i nigdy nie wróciła na stałe do Chin. A by oddać sprawiedliwość swojej rodzinie i wszystkiemu temu, czego była świadkiem, napisała potężną, imponującą książkę.

„Dzikie łabędzie” to rzecz mocna, ale ze wszech miar warta uwagi. Pokazuje – raz jeszcze, ale nigdy tego dość – jak mocno totalitarna władza niszczy ludzkie życie, destabilizuje każdy jego aspekt, odbiera najprostsze nawet możliwości, a przy tym wspina się na wyżyny absurdalnych wręcz zaleceń (mogłabym długo tu wymieniać przykłady, ale raczej, jak to się ładnie mówi, odsyłam do źródeł). Niemniej rodzinna epopeja Jung Chang, to przecież nie tylko Mao i ChRL, to też Kuomintang, okupacja japońska, wojna domowa… wszystko to oglądamy oczami trzech kobiet i ich bliskich, potwornie doświadczonych przez koleje historii, ale jednak silnych, idących dalej naprzód, żyjących w ciekawych czasach, jak głosi chińskie przekleństwo. To rzecz frapująca i przejmująca, starannie napisana, drobiazgowo przygotowana, tchnąca realizmem, ale i przemycająca dużą dawkę emocji. Pomaga zrozumieć nie tylko Wielką Historię, ale i losy pojedynczych osób. A co za tym idzie, także współczesne Chiny.

W Chinach „Dzikie łabędzie” są książką oficjalnie zakazaną. To fakt.
Co nie oznacza, że nikt jej tam nie zna. Bo zna. Bo przeczytał. To też fakt.

PS. Za nowe, świeżutkie wydanie książki dziękuję wydawnictwu Znak.
PPS. O „Dzikich łabędziach” pisała także Niebieska Papużka, długi tekst popełniła też chwilę temu Karolina Bednarz (W krainie tajfunów).

3 myśli w temacie “Dzikie łabędzie, czyli trzy córki Chin

  1. Już jak pierwszy raz o tej książce usłyszałam, bardzo mnie zaciekawiła. Wiem jednak, że bardziej spodoba mi się za parę lat, więc na razie się za tę lekturę nie biorę ;).

  2. Mnie również książka mocno poruszyła i sprawiła że trochę pod innym katem spojrzałam na historię Chin. To przerażajace czego niektórzy ludzie doświadczyli. To okropne, smutne i nienaturalne dla nas, ludzi wychowanych w europejskim kraju, który przeszedł równie wiele ale jest teraz względnie bezpieczny i wolny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.