Książki, po których trudno zasnąć, czyli Euforia

Już się chwaliłam, że ostatnio opuściłam dom rodzinny z naręczem książek, pragnąc nadrobić rozmaite zaległości. Mama-Malita postukała palcem w tom leżący na samej górze: „Euforia” ci się spodoba, powiedziała (a internety się zgodziły). Nauczona doświadczeniem, że matki zawsze mają rację, zaczęłam nadrabianie od „Euforii”, nagrodzonej i wychwalanej powieści Lily King z 2014 roku. Skończyło się na gorączkowym przerzucaniu stron bardzo późną nocą. Nic dziwnego.

Był taki czas na świecie, kiedy antropologia zaczęła powoli wypełzać z gabinetów i przenosić się do źródeł wiedzy. Kiedy badacze, mniej lub bardziej uprzedzeni przez jedyną-słuszną-kulturę-Zachodu, ruszali na koniec świata, by odnaleźć „swoje plemię”, wprosić się jako mieszkaniec do tubylczej wioski, uczyć się języka, poznawać obyczaje i udawać, że się je zrozumiało. Kiedy Malinowski mieszkał na Trobriandach, a Evans-Pritchard w północnej Afryce. Kiedy oswajano każdy zakątek globu, zapełniając ostatnie białe plamy kartografii.

W owym czasie, snuje baśń Lily King, dokładniej z początkiem lat 30-tych XX wieku, na Nowej Gwinei stacjonowało troje antropologów: Nell Stone, jej mąż Fenwick Schuyler i Andrew Bateson. Ten ostatni znalazł „swoje plemię” w połowie środkowego biegu Sepiku – Kionów, których bada z mniejszym lub większym szczęściem od miesięcy. Jego bezgranicznie bolesną samotność przerywa pojawienie się Nell i Fena, którzy w poczuciu porażki właśnie opuścili Mumbanyamów z górnego brzegu Yuatu. Andy namawia ich na dalsze badania terenowe i zabiera na bagienne rozlewiska, do Tamów. Nie leży mu na sercu dobro nauki, o nie – pragnie tylko mieć możliwość zobaczyć jeszcze raz drobną, delikatną, ale nieustraszoną Nell Stone.

„Jest moment [mówi Nell], gdzieś po dwóch miesiącach, kiedy myślisz, że wreszcie się połapałeś w nowym miejscu. Nagle czujesz że miejsce jest w zasięgu twojej ręki. To złudzenie… jesteś tam dopiero od ośmiu tygodni… i potem przyjdzie czarna rozpacz, że przecież i tak niczego nie zrozumiesz. Ale w tamtej jednej chwili czujesz, że to miejsce należy do ciebie. To najkrótsza, najczystsza euforia.”

Lily King tylko trochę wymyśliła tę historię – postacie Nelly, Fena i Andy’ego odnajdziemy w prawdziwych, historycznych bohaterach: Margaret Mead, jej ówczesny mąż Reo Fortune i Gregory Bateson (późniejszy mąż, skądinąd) faktycznie spędzili razem kilka miesięcy w 1933 roku na ziemiach ówczesnego terytorium Nowej Gwinei. Nie jest to powieść biograficzna, niemniej autorka korzystała z olbrzymiej ilości dzieł głównych zainteresowanych (część z nich sama czytałam na zajęcia z antropologii, niełatwo wyrzucić z pamięci Arapeshów i Mundugumorów, to jest plemiona, które zainspirowały te książkowe). Ten drobiazgowy research czyni „Euforię” niezwykle wiarygodną, jeśli chodzi o atmosferę Nowej Gwinei – można się domyślać, że jest coś na rzeczy również w kwestii związków międzyludzkich: między badaczami jako badaczami (konkurowanie o „swoje” plemiona czy badanie jednej grupy przez dwie osoby) i między ludźmi jako ludźmi (nie tylko między głównymi bohaterami).

Zadziwia mnie, jak można na tak niewielkiej objętości książkowej umieścić tyle treści, tyle burz, problemów, osobnych-osobistych narracji. Już nawet nie chodzi o to, że całą historię poznajemy już to ze wspomnień Andrew, już to z notatek terenowych Nell, ale o ten niebywały splot wątków. Od tematów bardziej w skali makro – spotkanie z Innym, które mówi nam więcej o nas samych niż o badanej kulturze, czy dumne okulary Zachodu, noszone przez badaczy – aż po intymną skalę mikro – Nell pragnąca dziecka, Andrew zmagający się z tragediami z rodzinnej przeszłości – Lily King odmalowuje fascynującą historię, która porusza bardzo czułe struny. Zmysłowa opowieść o trójkącie to raz, frapująca historia badaczy, rozgryzających nową kulturę to dwa, a nade wszystko bolesna i smutna narracja o miłości.

Może inaczej: to jest ten typ książki, który po skończeniu zamykasz i trzymasz w dłoniach, patrząc nieruchomo gdzieś przed siebie, bo trochę nie wiesz, co ze sobą zrobić.
Ja w końcu po prostu poszłam spać.
Ale nie mogłam zasnąć.

PS. Mamie-Malicie za „Euforię” i awansem, za całe naręcze dziękuję po stokroć!

9 myśli w temacie “Książki, po których trudno zasnąć, czyli Euforia

  1. Wydaje się naprawdę ekscytująca! Studiowałam antropologię historyczną, trochę więc książek na temat samej antropologii przeczytałam, więc myślę, że też mogłabym odnaleźć echa dawnych lektur ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.