Londyn. Miasto. Historia. Powieść.

Takie tam, londyńskie memorabilia.

Są takie miejsca na ziemi, są takie miasta, które stanowią nieprzerwane źródło inspiracji dla artystów, pisarzy, twórców wszelakich. Jednym z nich jest Londyn, tygiel kulturowy tętniący życiem od tysięcy lat. Miasto wielokrotnie odegrało jakąś mniejszą lub większą rolę w powieściach, które czytam (nawet dorobiło się własnego tagu!), ale raczej jako scena akcji niż jej pierwszeoplanowy bohater. Tym razem jednak to Londyn jako miasto gra główną rolę, a wszystko za sprawą monumentalnej powieści Edwarda Rutherfurda.

Rutherfurd (a właściwie, Francis Edward Wintle), Anglik rodem z Salisbury, zasłynął grubachnymi powieściami o miejscach. Jego niewydany wciąż w Polsce debiut, „Sarum”, kreśli dziesięć tysięcy lat historii okolic Salisbury i Stonehenge, Rutherfurd napisał także książki o Nowym Jorku, Paryżu, Dublinie i Rosji. I to potężne księgi, takie, jak lubię najbardziej. Także i powieściowa historia Londynu budzi respekt swoją objętością – prawie tysiąc stron – ale nie ma się co dziwić. „Każdy autor piszący o Londynie staje wobec problemu, jakim jest bogactwo materiałów”, zwierza się autor we wstępie. I tak, gdyby próbować opisać całą historię miasta, nawet w formie powieściowej, to strony można by liczyć w setki tysięcy. Ale przecież nie o to chodzi i trzeba wybrać jakiś klucz, otwierający nam historię Londynu.

Pocztówkowe ujęcie z zeszłorocznej wycieczki czysto turystycznej zapewnił Król Małżonek.

Kluczem zatem do historii miasta są losy kilku rodzin na przestrzeni dziejów. Barnikelowie są postawni, jak protoplasta rodu, Duńczyk Hrotgar. Ducketowie/ Doggetowie pochodzący od rybaka z czasów rzymskich mają kosmyk jasny włosów nad czołem i dziwaczną błonę między palcami rąk. Długonosi przedstawiciele rodziny Silversleevesów trudnią się pracą w urzędach i sądach, rodzina Meredithów ma swoje korzenie w Walii, Carpenterowie skłaniają się do przekonań purytańskich, a Penny’owie to hugenoci. Drzewo genealogiczne na tylnej okładce bardzo tutaj ułatwia lekturę, przyznaję!

Prócz rodzin fikcyjnych na kartach powieści Rutherfurda spotkamy, rzecz jasna, całą plejadę postaci historycznych: Juliusz Cezar, Norman Zdobywca, Thomas Becket, Geoffrey Chaucer, William Shakespeare, Pocahontas, Olivier Cromwell, monarchowie wszystkich dynastii, prominentni obywatele Londynu… można tak wymieniać bez końca. Ale to nie oni, a samo miasto, jak się rzekło, pozostaje najważniejszym bohaterem powieści. Od czasów, kiedy morze przy każdym przypływie wdzierało się w zwężające ujście rzeki ogromnymi masami wody, a nad Tamizą nie było jeszcze żadnego mostu, aż po pełen wojen wiek dwudziesty. Londyn rozrasta się, świetność czasów rzymskich wraz z amfiteatrem zostaje zapomniana, powstaje Tower, teatr Globe, katedra Świętego Pawła, Tower Bridge… miasto zaczyna sięgać coraz dalej i dalej – aż dziwnie patrzeć na załączone mapy, że dzisiejsze City było tylko niewielkim wzgórzem, a Tamiza bagiennym rozlewiskiem.

„Londyn” to zatem kawał historii w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Edward Rutherfurd dołożył starań, żeby barwnie pokazać zmieniające się oblicze miasta, odkrywając jasne i bardziej mroczne karty historii – naprawdę wyszło mu zacnie. Co prawda im bliżej współczesności, tym mniej mi się podobało, ale to kwestia moich preferencji historycznych (choć można odnieść wrażenie, że autor się spieszył, żeby tę współczesność też mieć za sobą). Nie jest to jednak książka do czytania „na raz”, bezpieczniej będzie dawkować sobie po trochu, po jednym rozdziale i/lub jednym okresie historycznym, jako że w takiej masie całość może okazać się nużąca. Mnie lektura zajęła niecałe dwa tygodnie, ale i tak mam wrażenie, że czytałam zbyt szybko. Doceniam tutaj także solidny research historyczno-archeologiczno-geologiczny i jednocześnie go zazdroszczę – to musiało być wspaniałe wyzwanie, zbierać materiały i przekopywać się przez archiwa i muzea.

Idziemy do Tower (ja po raz trzeci…), jest radość!

Możliwie zresztą, że innym powieść Rutherfurda podobałaby się mniej. Ja wprost uwielbiam Londyn, byłam w nim już kilkakrotnie, zarówno sama, jak i w różnym towarzystwie, i za każdym razem odkrywam w nim nowe obiekty zachwytu. Jak się ktoś interesuje legendami arturiańskimi, Tudorami, Jane Austen i współczesnym czarostwem, to Anglia jest jedynym słusznym kierunkiem, nie da się ukryć. A teraz czuję silną potrzebę podróży do Londynu. Panie Rutherfurd, wina leży tylko trochę po pańskiej stronie – bo i tak wszystkiemu „winne” jest to niezwykłe miasto.

PS. Mamie-Malicie dziękuję za pożyczenie. Oferowała mi także „Nowy Jork” i „Paryż” (na hasło „jakąś taką grubą na wakacje potrzebuję”), ale wiadomo, które miasto jest mi najbliższe. Zaraz po Krakowie, oczywiście.

PPS. „Sarum”, wiadomo, czytałabym równie chętnie, ale Rutherfurd popełnił także książkę „Forest”, która obejmuje całe wieki historii rejonu New Forest na południu Anglii. Mój wewnętrzny naukowiec aż podskakuje na hasło „New Forest”, bo wiecie, czarownice!

8 thoughts on “Londyn. Miasto. Historia. Powieść.

  1. Zachwycił mnie – o dziwo – „Paryż”, a „Londyn” pod koniec trochę zmęczył. Za dużo było zawiłości bankowo-giełdowych. Wcześniejsze historie były rzeczywiście porywające – zwłaszcza tropienie skąd się wzięły nazwy ulic, dzielnic i miejsc (Charing Cross!). Teraz przymierzam się do „Nowego Jorku”, ale jeszcze chwilę musi poczekać w kolejce. A tak przy okazji, piękne to zdjęcie z Tower.

  2. Muszę go polecić mojej kuzynce – studiuje filologię angielską i ma straszną zajawke na Londyn :D Ja trochę mniejszą, bo jestem jednak fanem Polski – o Krakowie to bym taką książkę przeczytała w jeden dzień :D Niemniej dobrze wiedzieć też trochę o historii zachodu. I chwała dla autora, że pisze takie kloce (ile zbierania materiałów! Niewyobrażalna robota) i stara się tą historię trochę propagować.

  3. Nie mam co prawda „Londynu”, ale mam na swojej półce „Paryż” tego pana. Lekturę odwlekam tylko z powodu gabarytów, bo tak to jestem szalenie ciekawa. A po Twojej recenzji jeszcze bardziej!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s