Miasteczko pełne strachu, miasteczko pełne kłamców

Może tylko ja odnoszę takie wrażenie, ale w sezonie letnim jakoś więcej w okolicy literatury sensacyjnej. Czy to dlatego, że sezon urlopowy sprzyja takiej lekturze, w sensie, można bezpiecznie na leżaczku wciągnąć się w pościg za mordercą (a nie zarywać noc przed kolejnym dniem w pracy), czy też po prostu mnie się nagromadziło niedawno takich właśnie czytelniczych przyjemności… niezależnie od przyczyn, u Mality ostatnio sezon na sensację (brzmi jak tytuł cyklu blogowego, muszę to przemyśleć). Najnowszy odcinek: „Miasteczko kłamców” Megan Mirandy.

Nicolette Farrell woli, żeby zwracać się do niej per „Nico”. Woli także nie opowiadać zbyt wiele o swojej przeszłości, zwłaszcza o miasteczku, z którego pochodzi. Odcina Cooley Ridge grubą kreską – było, minęło, nie chcę tam wracać. Zdawałoby się, że historia jakich wiele: oto zdolna i ładna dziewczyna wyrywa się prowincji do metropolii i nie chce patrzeć za siebie, wkraczać z powrotem w tą przyduszną atmosferę, dawne miłości, lokalne plotki i drobne aferki. Z tym, że Nico ma bardziej poważne powody do niechęci do rodzinnych stron. Dziesięć lat wcześniej zaginęła jej najlepsza przyjaciółka, a krąg podejrzeń – i natychmiastowego osądzenia winnych bez poważnych dowodów – zacisnął się wokół Nico i jej najbliższych. Łatwiej było uciec, niż codziennie stawiać czoła niedopowiedzianej przeszłości i strachowi, który zapiera dech w piersiach.

Ale przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, o nie. Nie chodzi tylko o remont i sprzedaż domu rodzinnego i o to, że ojciec Nico, schorowany i niezbyt kontaktujący z rzeczywistością, wysyła jej lakoniczny list: „Widziałem tę dziewczynę”. Bo z Cooley Ridge znika kolejna osoba i cała karuzela podejrzeń rozkręca się od nowa, a poukładane życie Nico rozpada się na kawałki. Dobra praca i biurko z wydrukowanym nazwiskiem, przystojny narzeczony, prawnik z prominentnej filadelfijskiej rodziny… wszystko może przepaść raz na zawsze.

„Miasteczko kłamców” Megan Mirandy jest powieścią bardzo ciekawą z konstrukcyjnego punktu widzenia: zaczyna się, gdy Nico wraca do Cooley Ridge (dzień pierwszy), a potem nagle przeskakujemy w czasie dwa tygodnie naprzód i zaczynamy się cofać: dzień piętnasty, czternasty, trzynasty… a każdy dzień/rozdział jednocześnie coraz bardziej sprawę rozjaśnia i gmatwa jednocześnie. Co tak naprawdę stało się lata temu z Corinne, przyjaciółką Nico? Gdzie teraz jest Annaleise, druga zaginiona, i co ma wspólnego z Corinne? Czy te sprawy w ogóle coś łączy?

Rzucam w eter (czy raczej: w internet) te pytania niby-retoryczne, niemniej mam w tym cel: sami sobie na nie odpowiedzcie, podróżując do miasteczka, w którym wszyscy kłamią. Koncept odwróconej w czasie narracji i naprawdę niezła intryga czynią z pierwszego thrillera Megan Mirandy solidną sensację. Innymi słowy, plan na leniwy sierpniowy wieczór macie zapewniony!

PS. Za książkę dziękuję bardzo wydawnictwu Znak!
PPS. O „Miasteczku kłamców” pisała też nieoceniona Olga z Wielkiego Buka, odkryłam też zacny wpis na blogu Joli z Wyglądasz jak przez okno.

4 thoughts on “Miasteczko pełne strachu, miasteczko pełne kłamców

  1. Ojej! Dziękuję za wspomnienie! Fakt, książka zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie i muszę przyznać, że otworzyło dobrą sensacyjną passę takich lektur u mnie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s