Dzieła zebrane #23: Atwood, Catton, Gerritsen

To tylko część książek, które z Królem Małżonkiem wzięliśmy na wakacje.

O cyklu #dziełazebrane staram się, żeby zestawiał krótkie formy przemyśleń nad podobnymi lekturami, co raz wychodzi, a raz nie – ale tym razem wyjdzie i przed Wami zebrane opowieści, jeszcze pourlopowe, współgrające ze sobą w lekkiej nucie sensacji, kryminału, a w dwóch przypadkach nawet… teatru!

„Czarci pomiot” Margaret Atwood

Postanowiłam odświeżyć Projekt Szekspir, czyli cykl sztuk mistrza ze Stratfordu opowiedziany na nowo przez współczesnych pisarzy. Po „Zimowej opowieści” i „Kupcu weneckim” przyszła pora na „Burzę”, a dokładniej, krótką powieść „Czarci pomiot” Margaret Atwood. I był to, proszę państwa, strzał w dziesiątkę. Otóż Atwood podejmuje grę teatralną dość dosłownie – opisuje bowiem historię Felixa, ekscentrycznego reżysera, który miał w planach wystawić „Burzę” na słynnym festiwalu, ale został usunięty ze stanowiska jego dyrektora. Usuwa się w cień, ba, wyjeżdża na odludzie i pogrąża się w rozważaniach o zemście na swoim asystencie, sprawcy całego zamieszania. A w międzyczasie podejmuje się pracy w zakładzie karnym we Fletcher, gdzie prowadzi zajęcia teatralne. I wystawia, oczywiście, Szekspira.

To był chyba najlepszy wątek: program nauczania Szekspira w więzieniu. Felix uważa, że uniwersalność wątków dotrze do serc więźniów i faktycznie, całość okazuje się świetnym pomysłem. A także okazją do zemsty i wystawienia wymarzonej sztuki – czyli, w retellingu „Burzy” wystawiamy „Burzę”, jednocześnie obracając się w fabule „Burzy”. I to ma sens! Innymi słowy, dostajemy intrygi w umiejętnej adaptacji z dawką absurdalnego momentami humoru i nienachalnym wtrętem fantastycznym – serdecznie się ubawiłam. Atwood jako zawsze dopisuje.

„Próba” Eleanor Catton

Nie zdążyłam jeszcze przeczytać „Wszystko, co lśni”, czyli monumentalnej księgi, którą Eleanor Catton zasłynęła w świecie – ale żeby choć minimalnie nadrobić straty, sięgnęłam po jej debiutancką powieść, czyli właśnie „Próbę”. Rzecz dzieje się właściwie w dwóch szkołach, rozpięta nad jednym wydarzeniem: otóż w liceum muzycznym nauczyciel został przyłapany na romansie z uczennicą. I wiadomo: prasa, plotki, rozpuszczanie najbardziej (czy raczej: najmniej) prawdopodobnych wersji historii, zajęcia z psychologiem dla wszystkich uczennic, a wszystko przez pryzmat lekcji z dość nietuzinkową nauczycielką gry na saksofonie. W drugiej szkole, Instytucie szkolącym młodych aktorów w sposób mocno nieortodoksyjny, studenci pierwszego roku postanawiają wystawić sztukę na motywach wspomnianego romansu.

Właściwie od pierwszej strony wiedziałam, że nie będzie mi z „Próbą” Catton po drodze. Wystarczyło, że przeczytałam jedną z otwierających wypowiedzi nauczycielki od saksofonu, trochę abstrakcyjną, trochę dziwaczną. „Dziwna”, to słowo, które najlepiej opisuje tę książkę, ale nie z gatunku dziwności, którą lubię. Już mniejsza o ładunek seksualno-erotyczny, który wydał mi się za duży, ale po prostu to nieustanne żonglowanie fikcją, kłamstwem, wyobrażeniem i grą aktorską mnie znużyło. Konwencja, choć pomysłowa, zupełnie mi nie odpowiada.

 „The Surgeon” Tess Gerritsen

A tu natomiast kryminał klasyczny. Ania aka Wąż Jadwiga od jakiegoś czasu wyposaża mnie w kolejne powieści Tess Gerritsen w oryginale (zaczęło się od „Gravity”, potem był „The Bone Garden”) – wszystkie bardzo wciągające, zwłaszcza w trakcie podróży długich wszelakich. Więc jakiś czas temu na kilkugodzinną trasę pociągową zapakowałam do podręcznego bagażu powieść „The Surgeon”, w Polsce wydaną jako „Chirurg” (suprise, suprise!), pierwsza część cyklu o detektyw Jane Rizzoli & co.

„The Surgeon” to thriller medyczny pierwszej klasy – a bohaterowie z lekarską przeszłością stoją po obydwu stronach barykady: zarówno morderca obdarzony tytułowym przydomkiem, który z przerażającą precyzją torturuje ofiary, jak i piękna lekarka Catherine, której mroczna historia jest kluczem do rozwiązania zagadki serii zabójstw. Do tego dochodzą osobiste konflikty w bostońskiej policji (vide Jane, która za wszelką chcę chce udowodnić swoją wartość w męskim gronie) oraz szczypta romansu. Makabryczne szczegóły (oj, bardzo makabryczne) i wartka fabuła nie pozwalają odłożyć powieści ani na moment (i potem zasnąć, tak swoją drogą…). „A real page-turner”, głosi blurb na okładce, i nie sposób się nie zgodzić!

PS. Czytanie thrillerów medycznych po angielsku ma swoje dodatkowe plusy, jeśli chodzi o nowe słówka, zarówno w dziedzinie kryminalnej (skrót używany przez wydział zabójstw „unsub” dla „unknown subject”), jak i medycznej (jak „suture”, czyli szew, w tym wypadku chirurgiczny, ważne słówko dla fabuły!). Właśnie, jak ładnie powiedzieć „page-turner” po polsku? Stronoprzewracacz?

PPS. Dziękując Ani za pożyczenie „The Surgeon”  z prośbą o ciąg dalszy!

PPPS. A „Czarci pomiot” i „Próbę” pożyczyła Mama-Malita, dziękuję też!

6 thoughts on “Dzieła zebrane #23: Atwood, Catton, Gerritsen

  1. Unsub, tak, jeszcze „perp”, także fajne słówko. :) Ciąg dalszy podrzucę jak będę w Krakowie – teraz będzie rzecz o wdzięcznym tytule „The Apprentice”. A 15 sierpnia wychodzi nowe książko z tej serii, tak btw. ^_^

  2. Dla mnie pierwszy kontakt z „unsub” to serial Fringe :))
    A „Czarci pomiot” muszę przeczytać, bo choć Atwood mnie może nie zachwyca, to Burza już tak – i jej reinterpretacje^^
    Łelkam bak :))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s