Haruki Murakami, powieściopisarz umniejszający

Genji Monogatari dopełnia obrazka.

Jest taka scena w jednym z moich ukochanych filmów, „To właśnie miłość”, kiedy premier Wielkiej Brytanii (golden oldie Hugh Grant) przemawia na konferencji prasowej z okazji wizyty prezydenta USA. O relacjach między krajami mówi „I love that word relationship. Covers all manner of sins, doesn’t it?”. I właśnie to jest bardzo dobre określenie na moją własną relację z prozą Harukiego Murakamiego. Relationship. Covers all manners of sins. Continue reading „Haruki Murakami, powieściopisarz umniejszający”

Dzieła zebrane #24, czyli King i Kańtoch

po-Polconowy kolorowy zawrót głowy

Ostatnie kilka dni spędziłam w światach fantastycznych (patrz: Polcon) i dość rzec, że przez weekend przyjęłam trzy książki (nie da się ukryć, że kilkanaście godzin w podróży sprzyja czytaniu). Dwie z nich przynależą do dzisiejszych #dziełzebranych i pobrzmiewają w nich dwa akordy – akord zbrodniczo-sensacyjny i akord grozy. Dwa razy „K”, czyli King i Kańtoch. Continue reading „Dzieła zebrane #24, czyli King i Kańtoch”

Nowa Zelandia w sadze rodzinnej, raz. Po raz drugi.  

Kot na klikalność, wiadomo

W naręczu książek, które przyniosłam nie tak dawno temu od Mamy-Mality, znalazła się także druga część nowozelandzkiej sagi Sarah Lark, czyli „Pieśń Maorysów”. Lark, a właściwie Christiane Gohl, pochodzi z Niemiec, a w Nowej Zelandii zakochała się podczas jednej z licznych podróży. Ta miłość i fascynacja historią i kulturą kraju wydała obfity plon książkowy, i to wielokrotny, a najczęstszym tego plonu gatunkiem jest historyczny a powieściowy – „Pieśń Maorysów”  jest tego najlepszym dowodem, podobnie jak pierwszy tom, „W krainie białych obłoków”. Continue reading „Nowa Zelandia w sadze rodzinnej, raz. Po raz drugi.  „

Dzikie łabędzie, czyli trzy córki Chin

Różne są sposoby poznawania historii – a jednym z najlepszych możliwych jest poznawanie wielkich wydarzeń przez prymat jednostki. Tak, brzmi banalnie, ale sami przyznajcie, że zupełnie inaczej zapamiętuje się jedną tragiczną historię niż zestaw jak najbardziej poprawnych, ale jednak encyklopedycznie podanych faktów. Ogrom zdarzeń i ich znaczenie inaczej odbiera się, gdy mówi o nich jeden głos. To fakt. Continue reading „Dzikie łabędzie, czyli trzy córki Chin”

Książki, po których trudno zasnąć, czyli Euforia

Już się chwaliłam, że ostatnio opuściłam dom rodzinny z naręczem książek, pragnąc nadrobić rozmaite zaległości. Mama-Malita postukała palcem w tom leżący na samej górze: „Euforia” ci się spodoba, powiedziała (a internety się zgodziły). Nauczona doświadczeniem, że matki zawsze mają rację, zaczęłam nadrabianie od „Euforii”, nagrodzonej i wychwalanej powieści Lily King z 2014 roku. Skończyło się na gorączkowym przerzucaniu stron bardzo późną nocą. Nic dziwnego. Continue reading „Książki, po których trudno zasnąć, czyli Euforia”

Jojo Moyes koi we wspólnym rytmie

Jest pewna kategoria pisarzy, którzy właściwie piszą bardzo podobne co do schematu fabularnego i konstrukcji postaci powieści, ale są to powieści na tyle zacne, że można to samo czytać wciąż i wciąż. Taki Erich Segal – „Lekarze”, „Nagrody”, „Absolwenci” to raczej podobne książki, a każda z osobna bardzo mi się podobała. Witz polega na tym, żeby czytać wszystko w odpowiednich odstępach czasowych. Ostatnią książkę Jojo Moyes przyjęłam z początkiem tego roku i nie ukrywam – tęskniłam. Continue reading „Jojo Moyes koi we wspólnym rytmie”

Sposób na ochłodę, czyli japoński kryminał

Japońska półeczka o kryminał powiększona

Różne są opcje przynoszenia sobie ulgi w letnich upałach – czasem trzeba opuścić bezpieczny, klimatyzowany albo zaciemniony przybytek i wyjść ten skwar. Oprócz przyjmowania hektolitrów napojów chłodzących i noszenia ze sobą wszędzie wachlarza (polecam!), dobrze sprawdza się też mrożący krew w żyłach kryminał. Na przykład „Przeczucie” Tetsuyi Hondy, szumnie zwanego „cesarzem japońskiego kryminału”. Gęsia skórka instant, gwarantuję. Continue reading „Sposób na ochłodę, czyli japoński kryminał”