Kroniki Jaaru, czyli spora dawka magii

Nie da się ukryć, że raz na jakiś czas potrzebna jest w życiu powieściowa dawka smoków i/lub czarownic. Wiedźmio-magiczne opowieści czytam zawsze chętnie (ostatnio na przykład z ukierunkowaniem słowiańskim), łącznie z tymi skierowanymi do raczej młodszego czytelnika (a potem realizuję misję edukacyjną, pożyczając je dzieciakom w rodzinie). I właśnie w tej kategorii plasuje się pierwsza część „Kronik Jaaru” Adama Fabera, czyli „Księga Luster” – historia początkującej wiedźmy imieniem Kate i mieszkańców magicznego świata.

Magia, ciastka, czekolada. Krzywdy nie ma.

Otóż Kate, raczej zwykła nastolatka (ale nie w typie Mary Sue, na szczęście), mieszka u dość zasadniczej ciotki Hilleny w Londynie. Martwi się głównie tym, czy w lodówce będzie jogurt na śniadanie oraz zwykłymi, szkolnymi sprawami jak lekcje fizyki. Ale ten spokojny żywot zostaje przerwany przez cały łańcuch zdarzeń – najpierw w klasie pojawia się nowy uczeń, zabójczo przystojny Jonathan, a potem Kate udaje się do tajemniczego sklepu, pełnego suszonych ziół, szklanych kul i innych czarowniczych akcesoriów. Właścicielka wręcza dziewczynie piękną Księgę Luster, pełną zaklęć, a raczej sceptyczna co do tego całego entourage’u Kate postanawia rzucić urok na nowego kolegę. Z tym, że zamiast pomstować na miłosną magię, nasza bohaterka trafia do magicznego świata, zwanego Jaarem. I wtedy się zaczyna.

Jaar, jak można się spodziewać, pełen jest fantastycznych istot, mniej lub bardziej przyjaznych i mniej lub bardziej niebezpiecznych. Dumne i honorowe jednorożce, przeobrażające się w wilki likantusy i skrzydlate fery, partnerzy i opiekunowie czarownic. Zaskoczona Kate nie tyko dowiaduje się, że jest wiedźmą (i to wyjątkowo utalentowaną), ale także poznaje swojego fera imieniem Fion.

To starożytna tradycja każe czarownicom i ferom łączyć się ze sobą. Wierzymy, że gdy świat się rozdzielił, krew ferów i ludzi została ze sobą zmieszana, żeby między światami istniało połączenie. Dzięki temu magia w świecie ludzi nigdy nie zaniknie.

Fion niezbyt dogaduje się ze swoją ferzą familią (zwłaszcza z wiecznie krytykującym go ojcem) i ponad wszystko pragnie mieć wreszcie swoją wiedźmę i porządnie czarować. Zbuntowany, młody i nierozważny decyduje się na zawarcie umowy z tajemniczą nimfą imieniem Erato, co oczywiście okaże się fatalną decyzją dla wszystkich zainteresowanych po tej i tamtej stronie granicy między światami.

Odmieniam słowo „magia” przez wszystkie przypadki, ale tutaj nie sposób inaczej: bajkowa atmosfera Jaaru (jestem fanką społeczności jednorożców, tak na marginesie), rody czarownic i ferów, zaklęcia, księgi i narzędzia, a nawet się nawiązania do współczesnego czarostwa (żywioły czy kreślenie kręgu) – lubimy takie rzeczy. Całość podana jest raczej prostym językiem, a i postaci są raczej jednoznacznie dobre lub złe, co sprawia, że „Księga Luster” spodoba się bardziej młodszym czytelnikom niż dorosłym pochłaniaczom fantastyki wszelakiej. Ale w ramach wakacyjnej wyprawy w zaczarowane rejony literatury powieść Adama Fabera sprawdzi się zacnie, jako baśń dla mniejszych i większych czytelników. I jakby co, książkowe fery obiecują, że im bardziej i mocniej ktoś wierzy w baśnie, tym większa szansa, że naprawdę trafi do Jaaru…

PS. Za książkę pięknie dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s