Ekspedycja i obsesja. Bea Uusma podąża śladami wyprawy Andréego

Nie tak znów dawno spędziłam ciepły, przyjemny czerwcowy wieczór, krążąc wokół Wyspy Białej – a wszystko za sprawą niezwykłej książki o pewnej wyprawie i pewnej obsesji na jej punkcie. Innymi słowy, „Ekspedycja. Historia mojej miłości”, którą popełniła Bea Uusma. Ta cudownie wydana opowieść przenosi nas w okolice bieguna północnego z końca XIX wieku oraz w czasy współczesne, czasy tropienia i śledzenia.

Otóż 11 lipca 1897 roku trzech podróżników – inicjator przedsięwzięcia Salomon August Andrée, inżynier Knut Frænkel i fotograf Nils Strindberg– wyrusza ze Spitsbergenu na północ balonem wypełnionym wodorem. Planują lecieć na biegun, zrzucić tam pływak z dumnym napisem „Byliśmy tu pierwsi!” (to wciąż czasy, kiedy daleka północ składa się głównie z białych plam na mapach) i za kilka dni wrócić. Białe skórzane rękawiczki i różowe jedwabne szaliki w bagażu czekają na fetę z okazji powitania zwycięskiej wyprawy. Dwa dni po starcie członkowie ekspedycji wysłali gołębiem wiadomość „wszystko w porządku”, po czym słuch o nich zaginął – aż do 1930 roku, kiedy przypadkiem natrafiono na ich ciała właśnie na Wyspie Białej. Odnaleziono nie tylko szczątki, ale także cały zamrożony ekwipunek, resztki jedzenia, kilkusetkilowe sanie z wyposażeniem czy negatywy.

Rozbity balon, czyli początek końca – zdjęcie Nilsa Strindberga, wywołane dzięki odnalezionym negatywom

Dzięki dziennikom, które sumiennie prowadzili podróżnicy, udało się zrekonstruować część przebiegu wyprawy: cała trójka była zmuszona lądować trzy dni po starcie, a przez kolejne trzy miesiące próbowała dotrzeć na stały ląd, brnąc przez arktyczny lód. Zatrzymali się na Wyspie Białej – mieli szansę przetrwać arktyczną zimę, dysponowali prowiantem, bronią, ubraniami – ale coś się wydarzyło. Od dziesiątek lat trwa dyskusja, co dokładnie.

Trzech mężczyzn, którzy dzień w dzień brną przez dryfujący lód, starając się dotrzeć tam, gdzie będzie ich nieść ich ziemia, ale stoją w miejscu, kiedy lód pod ich stopami sunie w przeciwnym kierunku. Historia miłości z bardzo smutnym zakończeniem. Wiem doskonale, jakie to uczucie. Jesteśmy jednością. Ekspedycja i ja.

Bea Uusma poświęciła połowę swojego życia na rozwikłanie zagadki ekspedycji Andréego. Odwiedzała muzea i archiwa, czytała artykuły z lat trzydziestych i protokoły z obdukcji, odcyfrowywała zapiski podróżników, zna ich biografie lepiej niż własną. Co do dnia i godziny potrafi zrekonstruować możliwy przebieg zdarzeń. Po kilku porażkach (w wodzie było zbyt dużo dryfującego lodu, by móc płynąć do celu) dotarła nawet na samą Wyspę Białą. Determinacja? Bea Uusma nie boi się powiedzieć mocniej o sobie: to obsesja. Niepokojąca wręcz obsesja, która doprowadza ją jednak do nowej teorii i rozwikłania tajemnicy podróżników. „Wszystko w tej książce jest prawdą (głosi okładka). Wszystko się wydarzyło. Oprócz tego, co napisano na stronach 275 i 276”.

Plan odkrytego w 1930 roku obozowiska i autorskie wnioski.

Frapująca jest ta historia, i to zarówno pierwsza ekspedycja, jak i ta druga, wyprawa autorki, obsesyjnie tropiącej tajemnice Andréego. Śledzimy wzloty i upadki Bei – jak wtedy, gdy cudem odnalezione żebro Frænkela okazuje się być kością niedźwiedzia, albo wtedy, gdy wreszcie staje na mitycznej wyspie, na której właściwie zna już każdy zakamarek. Ogromne wrażenie robi jej determinacja, z jaką odtwarza losy podróżników i ich uczuć w miejscu, gdzie nie znać linii horyzontu, ciało nie rzuca cienia, a biel nieba i podłoża przyprawiają o zawrót głowy.

Zastanawia mnie tylko jedna rzecz, o której Uusma nie wspomina – co potem? Sama wszak podzieliła swoje życie na „przed” i „po” Wyspie Białej, datując lata od postawienia stopy na tym skrawku lądu wśród lodów Północy. Czy po znalezieniu najbardziej prawdopodobnych przyczyn śmieci członków wyprawy po obsesji pozostaje pustka? Co dzieje się po napisach końcowych? Co się czuje „po” Wyspie Białej?

„Przez niemal piętnaście lat podążałam śladami pewnej zakochanej pary”, pisze Bea Uusma o Strinbergu i jego narzeczonej.

Abstrahując od tego celowego niedopowiedzenia, „Ekspedycja. Historia mojej miłości” Bei Uusmy pozostaje niezwykłą, niesamowitą, nieprawdopodobną książką, wspaniale wydaną i dokumentującą pasję zdeterminowanych marzycieli: tych, którzy ponad sto lat temu rzucili wyzwanie północnym wiatrom i tym, którzy postanowili podążyć ich śladami. Fascynująca rzecz, która zachwyci wszystkich poszukiwaczy przygód, nie tylko polarnych. Bo od zawsze drzemie w nas pragnienie odkrycia tego, co nienazwane i niewyjaśnione.

PS. Za podróż na daleką Północ dziękuję Bardzo Uroczej Pani Redaktor z wydawnictwa Marginesy.

PPS. Qubuś-który-pożera-książki wystąpił  z zacną inicjatywą, a dokładniej, planem trójelementowym (przeczytajcie!). Tak, zgadzam się, warto chwalić i promować. I też zacznę od siebie – spodobał mi się prosty a genialny koncept linkowania recenzji tej samej książki. Więc o „Ekspedycji”  przeczytacie także u Diany, która Bardziej Lubi Książki, a także u Natalii ze Szwecjobloga.

3 thoughts on “Ekspedycja i obsesja. Bea Uusma podąża śladami wyprawy Andréego

  1. To mnie zawsze bardzo fascynuje. Z jednej strony podróżnicy owładnięci pragnieniem wyprawy w nieznane, odkrywania nowych miejsc, z drugiej autorka przepełniona obsesją tej nieudanej podróży sprzed wieków. Tak jakby jakiś dziwny cykl się powtarzał, jakby historia musiała się domknąć.

    Zauważyłam, że ostatnio na naszym rynku wydawniczym wyszło wiele książek (zarówno non-fiction, jak i fiction) o podobnej tematyce – dalekie wyprawy, zazwyczaj polarne i tajemnicze zaginięcie podróżników, których ślady znajdują się po latach. Mnie zawsze takie tematy kręcą i „Ekspedycja” wzbudziła moje zainteresowanie. Jednakże do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, że autorka przeprowadziła coś na kształt własnego śledztwa, badając rozmaite wersje i wątki. To sprawiło, że chyba tę książkę już muszę mieć.

  2. Też zaczęłam się stosować do tego pomysłu :D Kiedyś już to robiłam, a potem z lenistwa przestałam :) Zacna inicjatywa! A „Ekspedycja” zostanie jedną z ważniejszych książek w tym roku dla mnie. Na spotkaniu w Warszawie Bea mówiła, że prowadzi dalej poszukiwania – powstała książka, niby temat zamknięty, ale nie tak całkiem do końca :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s