W cieniu koronkowej parasolki, czyli studium mody i obyczajów

Należę do tego grona zwiedzaczy świata, którzy bardzo lubią chodzić do muzeów – więc z reguły podczas podróży muszę się udać na jakąś wystawę. Szczególnie zaś lubię chodzić do muzeów związanych z życiem codziennym: zwiedzać dawne rezydencje, przechadzać się po skansenach i tym podobne. Niebagatelną rolę w tym zwiedzaniu pełnią stroje (pamiętacie lamenty o czepku z czasów Jane Austen?) – nie na darmo w dzieciństwie zaczytywałam się takim książkami, jak album „Stroje” (cykl „Patrzę-podziwiam-poznaję”) czy „Wrzask mody” (nieoceniona „Monstrualna erudycja”!).

Doroślejszą i bardziej poważną, a już na pewno pełną wiedzy i ciekawostek wersję dziecięcych lektur odkryłam jakiś czas temu u Hadyny-co-rozkminia, mianowicie „W cieniu koronkowej parasolki. O modzie i obyczajach w XIX wieku” Joanny Dobkowskiej i Joanny Wasilewskiej. Zażyczyłam sobie ową książkę na urodziny i ostatnie kilka dni spędziłam zanurzona w dziewiętnastowiecznych koronkach, tiurniurach, krynolinach… prawie że dosłownie!

Nie powiem, przymierzyłabym!

Joanna Dobkowska i Joanna Wasilewska opisują modę od rewolucji francuskiej aż do pierwszej wojny światowej – głównie modę damską, bo to ona zmieniała się bardziej dynamicznie i malowniczo. Ale moda to tylko jedna z bohaterek tej opowieści – bo tak naprawdę dany strój czy jego inspiracja to nie błahy fatałaszek, ale wyraz konkretnego kontekstu kulturowo-społecznego. „W XIX wieku strój był powiązany z panującą mentalnością. Zdradzał kody towarzyskie. Odzwierciedlał wyobrażenia epoki na temat tego, co przystoi mężczyźnie, co zaś uchodzi kobiecie”, piszą we wstępie autorki (mowa tu oczywiście o strojach klas uprzywilejowanych, czyli arystokracja, a później także i mieszczaństwo).

Pięknie wydany, pełen reprodukcji z magazynów i przedruków z żurnali oraz dawnych zdjęć album to naprawdę zacne studium mody i obyczajów. Mnóstwo znajdziemy tam przepysznych ciekawostek i intertekstualnych nawiązań – serdecznie ubawiły mnie listy Słowackiego do matki: wieszcz sam siebie kreował na dandysa, a Mickiewicza ganił za niechlujny ubiór. Będzie także słynny muślin z „Opactwa Northanger” Jane Austen oraz talia na siedemnaście cali panny O’Hara. Jakie były dyrektywy Napoleona względem ubioru na dworze, co to jest blondyna, kiedy i dlaczego modna była suchotnicza aparycja i czym się różni Byron od Biedermeiera – naprawdę, jest w czym przebierać!

Taki jestem romantyczny w tej białej kamizelce…

„W cieniu koronkowej parasolki” nie jest lekturą dla ekspertów w temacie – ale początkującym, takim jak ja, pomaga uporządkować, co kiedy działo się w kolejnej dekadzie: pierwsze lata XIX wieku to wciąż echa fascynacją antykiem (vide zwiewne suknie „na nimfę”, przeziębienie murowane), połowa wieku i rządy Napoleona to tryumf krynoliny (weź tu w tym usiądź…), potem nadszedł „kuper paryski”, czyli tiurniura, esowata sylwetka czasów secesji czy wreszcie egzotyczna linia empirowa z początków XX wieku. Całość tej modowej opowieści jest podana lekkim stylem, czasem wysoce żartobliwym. Radość dla oka i dla kulturoznawczej duszy, a do tego cenna nauka na przyszłość – teraz to mogę oglądać filmy kostiumowe, będę wiedzieć, co i jak!

8 thoughts on “W cieniu koronkowej parasolki, czyli studium mody i obyczajów

  1. Uwielbiam takie książki, gdzie dowiadujemy się mnóstwa rzeczy, o których nie mamy pojęcia! Ta brzmi naprawdę fantastycznie! Czemu już się tak nie ubierany? Teraz dżinsy, koszulka i tyle.

  2. Też lubię zwiedzać muzea :) Przybiera to jakieś dziwne wymiary, bo zawsze, gdy jadę do jakiegoś miasta, ciągnę do muzeum, choćby to miało być muzeum ciągników :D Na przykład kiedyś na wakacjach zaciągnęłam mamę na wystawę pająków i węży (żywych), mimo że okropnie się boję pająków :P Mogę też oglądać wystawy kilkukrotnie… Bardzo lubię tę dzieł Witkacego w słupskim Muzeum Książąt Pomorskich <3

  3. A o jaką linię empirową chodzi, pray tell, bo mi się kojarzy to z Napoleonem i początkiem XIX wieku :)
    W związku z tym, że nienawidzę stylu XVIII wieku i właśnie empire, uznaję, że ich nie było w historii stroju. XVII wiek i później już lata 30 XIX wieku. Ale ksiażka wygląda bardzo ciekawie *zagląda do Jagiellonki*

    1. Skojarzenie słuszne ze wszech miar, ale linia empirowa – czyli długie proste suknie – wróciła też w XX wieku, zwłaszcza po sukcesie baletu Diagilewa. Książka przeciekawa, chętnie pożyczę :))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s