Gwałtu, rety, Eka Kurniawan

Dawno, dawno temu, wszedłszy mimochodem do księgarni, natrafiłam na powieść „Piękno to bolesna rana” indonezyjskiego pisarza Eki Kurnawiana. Zachwycił mnie sam tytuł i pierwsze zdanie: „Pewnego niedzielnego popołudnia, w marcu, Dewi Ayu wstała z grobu, w którym przeleżała dwadzieścia jeden lat”. Nabyłam książkę drogą kupna z zamiarem sprezentowania jej Mamie-Malicie – a Mama-Malita niedawno, niedawno temu mi ją pożyczyła. I tak oto zagłębiłam się w zupełnie nowy świat, w samo serce miasteczka Halimunda, gdzie swój niespokojny żywot wiodła familia Dewi Ayu.

Zmartwychpowstanie Dewi Ayu otwiera i jednocześnie wieńczy książkę, bo całe to wydarzenie to tylko wstęp do absolutnie szalonych i cudacznych opowieści. Otóż Dewi Ayu, najlepsza kurwa w mieście, wydała na świat cztery córki: trzy nieziemsko piękne i jedną piekielnie szkaradną. Latorośle Dewi Ayu, przeklęte jako ich macierz, ich kochankowie, mężowie oraz dzieci wraz z protoplastką rodu tworzą barwny korowód, przelewający się przez karty książki z solidnym przytupem. Każda próba oddania zawiłej i absurdalnej fabuły powieści Kurnawiana mija się z celem, zapewniam tylko: dzieje się. Bardzo.

O Indonezji wiem niewiele (choć dane mi było poznać kilku Indonezyjczyków, podróże do Japoni kształcą), a tamtejsza literatura to dla mnie już zupełna terra incognita. „Piękno to bolesna rana” jest drugą powieścią Kurnawiana, pisarza „zza końca świata”, a Zachód zachwycił się nią bez reszty. Oczywiście, porównania do „Stu lat samotności” Marqueza pojawiły się natychmiast, co mnie akurat raczej odstrasza niż zachęca (prozy Marqueza nie cierpię, a magia „Stu lat” najwyraźniej do mnie nie dotarła). Nad estetykę realizmu magicznego zazwyczaj przedkładam klasyczną fantastykę, ale w tym przypadku naprawdę jestem ukontentowana.

Rafflesia arnoldii, czyli bukietnica – okładkowa roślina piękna i śmierdząca. Do interpretacji własnej.

Eka Kurnawian kreśli opowieść wyjątkowo brutalną, ale czyni to jednocześnie lekko i dosadnie: kolejne nieszczęścia, spadające na Dewi Ayu et consortes (wojna, przemoc, gwałty, śmierci, klęski mniej lub bardziej nie z tego świata), mnożą się w tempie wykładniczym, a jednak jest w tym pewna dawka przedziwnego humoru. I tak, z kolejnych kart spływają wszystkie możliwe płyny fizjologiczne (bywa obrzydliwie), a gdy powieść traktuje o najlepszej kurwie w mieście, to można się spodziewać wielu szczegółowych scen seksu (autor w słowach nie przebiera, ja też nie zamierzam). Ale to, co jest w tym wszystkim najciekawsze, to fakt, że ta ocierająca się o obsceniczność sprośność zupełnie mi nie przeszkadza, ba, to wszystko tworzy spójną, zrozumiałą i mocno jurną całość. A przecież nie tak dawno porzuciłam czytanie „Akuszerki” Katji Kettu, bo nie byłam w stanie przebrnąć przez cielesność i detaliczne opisy funkcjonowania ciał ludzkich. Skąd zatem różnica? Zgodziłyśmy się z Mamą Malitą, że świat opisywany przez Kurnawiana wydaje się tak nierzeczywisty, egzotyczny i odległy od naszego, że wydaje się, że rządzą nim jakieś zupełnie inne prawa. Kolejne wydarzenia przyjmuje się za dobrą monetę, jak w zwariowanej, ale bardzo okrutnej baśni.

Zatem: „Piękno to bolesna rana” Kurnawiana pokazuje świat zupełnie inny, ale ze wszech miar frapujący. Dewi Ayu i jej familia na tle historii Indonezji (okupacja japońska, komuniści, lokalne gangi, wszystko tam jest!) są jednocześnie wcieleniem absurdu i czystej prawdy życia. Naprawdę warto.

PS. Mamie-Malicie dziękując za pożyczenie!

2 thoughts on “Gwałtu, rety, Eka Kurniawan

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s