Zapisane w wodzie głębokiej

Jakoś ominął mnie szał zaczytywania się „Dziewczyną z pociągu” Pauli Hawkins, bogatsza jestem tylko o ekranizację (film sam w sobie dobry, nie powiem). Więc kiedy gruchnęła wieść, że „Zapisane w wodzie”, że nowa powieść autorki bestsellera, że będzie, że rychło, że uwaga, pomyślałam sobie „no, to przeczytam bez porównywania”. Więc przeczytałam. Na dwa posiedzenia.

Gotowi na wyprawę? Spójrzcie na okolicę: rzeka na północ od Beckford na chwilę zwalnia swój bieg, tworząc uroczy zakątek idealny na rodzinne pikniki. Ale piaszczysta plaża zwodzi, bo głęboka woda tuż obok pochłonęła przez wielki wiele istnień. Otóż Beckford to miasto, w którym można się pozbyć kłopotliwych kobiet, i to nie od dziś. Ich historię, a raczej, własną interpretację ich historii próbuje spisać Nel Abbot, ale sama ginie w toni po upadku ze skały. Skoczyła czy nie skoczyła? To pytanie zadają sobie wszyscy w miasteczku, a przede wszystkim siostra Nel, Jules, która po latach nierozmawiania z siostrą będzie zmuszona powrócić do na wpół wypartych wspomnień z dzieciństwa. Czeka ją policyjne śledztwo, konfrontacja z ludźmi, o których chciała zapomnieć, a do tego jeszcze opieka nad osieroconą siostrzenicą.

Pętla opowieści się zacieśnia, a przypadkowe samobójstwa, rzecz jasna, okazują się mieć głębsze dno (nomen omen). Paula Hawkins postawiła na pokazanie historii z wielu stron – Jules, harda córka Nel, zrozpaczona matka, policjant, lokalne medium: każde z nich (i nie tylko) ma swój głos w wielowątkowej opowieści o Topielisku. Fabularnie całość zaskakuje, a najmocniej w tym momencie, kiedy właściwie nic nie ma prawa nas zaskoczyć. Żeby nie obarczyć tego akapitu zbyt dużym spoilerem, to powiem tylko, że bardzo lubię takie bomby rzucone w ostatnich słowach, które przewartościowują połowę powieści.

Nie jestem w stanie powiedzieć Wam z ręką na sercu, że jest to najlepszy dreszczowiec świata (jak na razie tę pozycję trzyma u mnie „Więzień urodzenia” Jeffreya Archera), ale nie zmienia to faktu, że czyta się dobrze. Najbardziej podobał mi się sam klimat miejsca, Topieliska, które czai się gdzieś tam w tle wszystkich tragedii – zarówno tych dawnych, jak i tych sprzed kilku dni i miesięcy. Innymi słowy, „Zapisane w wodzie” to solidny thriller, po którym trochę straszno wejść do wanny. Woda, rozumiecie. Bo Paula Hawkins snuje opowieść, której źródła sięgają Topieliska, czarnej, głębokiej wody i ostrych skał tuż pod powierzchnią. Wodorostów i chłodnej toni, z której, zdało by się, zaraz wychynie jakiś topielec czy inny upiór, by jak w horrorze wciągnąć nieszczęsną ofiarę  głębiny.

Ale to nie horror. To ludzie są wszystkiemu winni.
I właśnie to jest najbardziej przerażające.

PS. Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję wydawnictwu Świat Książki!

3 thoughts on “Zapisane w wodzie głębokiej

  1. Hawkins ma niesamowity dar tworzenia historii, która wciąga i zmusza do tego, by przewracać kolejne strony. „Dziewczyna z pociągu” w naszym odczuciu była bardzo dobrym thrillerem, a choć nowa powieść jest od niej kompletnie inna – również nie mogliśmy się od niej oderwać. I faktycznie – najbardziej w tej powieści przeraża to, że za horror odpowiedzialni są ludzie i ich mroczne tajemnice. Świetna recenzja!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s