Nirgendwo, czyli nigdzie. Nigdzie w Afryce.

W 1938 roku Stefanie Zweig miała zaledwie sześć lat, kiedy jej rodzice zdecydowali się na emigrację w obawie przed narastającymi prześladowaniami Żydów. Z niebezpiecznego, ale oswojonego świata przedwojennej Europy uciekli do egzotycznej Kenii. Wojenne lata spędziła głównie na ubogiej farmie i w angielskiej szkole z internatem, a potem wraz z rodziną wróciła do Niemiec. Wiele z jej wspomnień stało się kanwą powieści – a o dzieciństwie na kenijskiej farmie opowiada jej książka „Nirgendwo in Afrika” (bardzo mi się podoba ten oryginalny tytuł!), w Polsce wydana po raz drugi przez Marginesy pod tytułem „Nigdzie w Afryce”.

Podążamy śladami małej Stefanie, a dokładniej, powieściowej Reginy, do gorącego i nieprzyjaznego początkowo kraju, gdzie bardziej przydaje się lodówka niż wieczorowa suknia (choć matka Reginy zdecydowała się na przywiezienie tylko tej drugiej). Walterowi i Jettel Redlichom ciężko przychodzi uporanie się z nową rzeczywistością – ojciec Reginy, zmuszony porzucić zawód adwokata, ciężko pracuje jako farmer, a matka woli wspominać, gdzie kupowało się najlepszą bieliznę stołową, niż stawić czoła nowym wyzwaniom (jak choćby, nauczyć angielskiego). Tylko Regina jakoś odnajduje się w nowym klimacie, zaprzyjaźnia się ze służącym Owuorem z plemienia Jaluo, mówi po angielsku prawie bez akcentu (podobnie jak w suahili) i stara się wytrwać zarówno w trudach farmy w Ol’ Joro Orok, jak i w kolejnych szkołach.

Trudy emigracji podwajają się, gdy wojna dociera także do Afryki – status rodziny Redlichów zmienia się z refugee na enemy alien, co oznacza kolejne upokorzenia i nieprzyjemności. Do tego wszystkiego dochodzi nieustanny strach o bliskich pozostawionych w Europie, strzępki wieści docierających do Kenii są przerażające. Dość spokojnie brzmiąca pocztówka o wyjeździe do Polski okazuje się zwiastunem najtrwożliwiej wyczekiwanych wieści. Walter i Jettel coraz bardziej oddalają się od siebie, a Reginie coraz trudniej odpowiedzieć na pytanie, kim właściwie jest: Żydówka i Niemka, zakochana w Kenii i znakomicie obeznana z brytyjską kulturą.

Kadr z ekranizacji książki w reżyserii Caroline Link, 2001

„Nigdzie w Afryce”, choć jest opowieścią przykrą, jednocześnie przynosi w ostatecznym rozrachunku tchnienie nadziei. To historia o ojczyźnie, o jej utracie i o wielkiej tęsknocie. To także historia imigracji i problemów, z jakimi muszą mierzyć się wszyscy wojenni rozbitkowie, rozpamiętujący i gloryfikujący to, co minęło („Przed imigracją każdy jamnik był bernardynem”, ucina lamenty Elsa Conrad). Sama Zweig opisała swoją książkę jako historię dzielnego ojca, który uczył swoją córkę, by nikogo nie nienawidziła.

W ciągu ostatniego roku miałam okazję przeczytać trzy książki o Kenii sprzed-i-w-trakcie-wojny (w tym klasyczne „Pożegnanie z Afryką” i historię bardzo „Pożegnaniu” bliską), ale „Nigdzie w Afryce” podobało mi się najbardziej. Powieść Stephanie Zweig, choć podejmuje trudne i w wielu momentach przywołuje smutne wydarzenia, okazała się być piękną lekturą. Nie mogłam się oderwać aż do późnej nocy!

PS. Bardzo uroczej Pani Redaktor z wydawnictwa Marginesy dziękuję za egzemplarz książki!

4 myśli w temacie “Nirgendwo, czyli nigdzie. Nigdzie w Afryce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.