Całkiem dziarski sześciolatek, czyli blogowe urodziny!

„Kłaniam się nisko”, brzmi tytuł pierwszego wpisu na Co czyta Malita sprzed sześciu lat (tym zwrotem zwykłam przedstawiać się w radiu, dzięki później czemu zyskałam w chórze ksywkę „Bow down” — ale to bardzo stare dzieje). Co najważniejsze, swego rodzaju tradycją stało się snucie opowieści o Malitowych książkach najulubieńszych w blogowe urodziny. Wychodzi na to, że są to same #comfortbooks, które dobrze robią niezależnie od okazji. Rok temu opowiadałam Wam o „Błękitnym Zamku” Lucy Maud Montgomery i nie mam zamiaru obniżać poziomu sentymentalizmu. Acz tym razem sentymentalizm będzie polsko-romantyczny, a wszystko za sprawą „Klawikordu i róży” pióra Haliny Popławskiej.

Zaczytany tom i róże od Króla Małżonka <3

Proza Popławskiej przywołuje we mnie obraz panienki z dobrego domu (w jak najlepszym tego słowa znaczeniu!), z wypiekami na obliczu pochłaniającej kolejne powieści z francuską i/lub iberyjską nutką. Osobiście w latach wczesnonastoletnich (jeszcze przed epoką fascynacji fantastyką) czytałam i „Szpadę na wachlarzu”, i „Kwiat lilii we krwi”, i tak zwane ciągi dalsze. Ale żadna, absolutnie żadna z nich nie przyniosła takich zachwytów, jak ta o pewnej francuskiej guwernantce, która przybyła do Polski wprost z Paryża pewnego listopadowego wieczoru 1834 roku…

„Klawikord i róża” przynosi nam dwutorową opowieść, a dokładniej, w czasach mniej-więcej-współczesnych, Walentyna wyobraża sobie historię swojej „pramyszy”, Valentine, wnoszącej w genealogię rodziny odrobinę galijskiej krwi. Walentyna, ochrzczona na cześć dawno zapomnianej prababki, dochodzi do siebie po wypadku samochodowym i nadmiar wolnego czasu przeznacza na kreowanie wielkiej, romantycznej historii. Leży w łóżku, snuje rozważania, a że sprawnie włada pastelami, to jeszcze wszystko stosownie ilustruje.

Otóż Valentine, uboga, ale wdzięczna i zdolna dziewczyna (oraz, ehkem, stara panna), decyduje się wyjechać do Tarnowic, gdzie ma zostać guwernantką ślicznej Adelki. Tarnowicki dwór, pełen życzliwych ludzi, skrywa w sobie jednak niejedną tajemnicę – ale Valentine szybko zadomawia się w nowym miejscu, bardzo szanuje chlebodawców i podziwia cały ten nękany przez zaborców kraj. W rutynę ćwiczenia gam i francuskiej gramatyki z podopieczną nieco świeżości wnoszą bale, na które zjeżdża się okoliczna śmietanka towarzyska, ale także bardziej polityczne wydarzenia. Coraz częściej słyszy się o bohaterskim Liberatorze, który nieustraszenie walczy z zaborcami, skrywając swoją tożsamość za aksamitną maską. Valentine nawet nie przypuszcza, że przyjdzie jej go spotkać osobiście…

Uniechowski
I jeszcze cudowne ilustracje Antoniego Uniechowskiego!

XIX wiek, wielka miłość z patriotyczną nutką i cały ten barwny świat przyjęć i etykiety – nie powiem, jest w tym coś rozczulającego. Może nie jest to  najdoskonalsza powieść świata, ale na pewno należy do tych, do których wracam z ukontentowaniem i błogim zadowoleniem. Muszę przyznać, że opowieść z czasów Valentine podzieloną dwadzieścia wieczorów czytałam już kilkanaście razy, a współczesność Walentyny tylko raz, na początku, dla przyzwoitości.

A na koniec dodam, że z „Klawikordem” wiążę się też zabawna historia pozyskania – otóż za radą Mamy-Mality pożyczyłam powieść w okolicznej bibliotece, ale… brakowało w niej ostatnich kilkunastu stron, w związku z czym nie dowiedziałam się ostatecznie, kim jest Liberator! Więc niezawodna Mama-Malita wygrzebała egzemplarz na Allegro za jakąś astronomiczną kwotę (sądząc po ekslibrisie, należał do Jadwigi Górnej i nosi numer 130), a ja mogłam się spokojnie rozkoszować zakończeniem.

Mocno zaczytany tom do dziś zajmuje jedno z honorowych miejsc na półce.

9 thoughts on “Całkiem dziarski sześciolatek, czyli blogowe urodziny!

  1. Jaka piękna ta zaczytana książka! Uwielbiam takie, i jeszcze do tego z ilustracjami, bomba :) Nie znam ani tej powieści, ani autorki , a brzmi to jak coś, co chętnie bym sobie przeczytała w jakiś chłodny, deszczowy dzień, zawinięta w koc na fotelu, z gorącą herbatą i ciachem na stoliku… Ale takie klimaty to raczej nie w Rwandzie :D Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin bloga! :)

  2. Ależ pieknie zaczytany tom! Przyznam, że nigdy nie słyszałam o tej książce, a brzmi jak coś, co sama zaczytywałabym będąc młodą dziewoją :) Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin bloga. Długich czytelniczo-piśmiennych lat życzę :)

  3. Stu lat i samych cudnych lektur! A „Klawikord i róża” są u mnie od dawna na liście „do przeczytania”, muszę je jakoś przesunąć do góry ;-).

  4. Uzywajac slow Klasyczki :” Klaniam sie nisko ” z racji 6-tej rocznicy zacnego, ciekawego bloga. Oby istnial na tych lamach ” never ending „. Zawsze czytam z zainteresowaniem, choc nie codzien znajduje wene na komentarz. Tak trzymaj.

  5. Wzruszyłam się! Wiesz, dlaczego. Mnóstwa cudnych książków i zachwytów życzę Tobie urodzinowo, a sobie mnóstwa zachwycających recenzji Mality, bo czytam je z równą radością jak „Klawikord i różę”. (Te ilustracje! I blame Antoni Uniechowski for… Nie potrafię sobie już wyobrazić innej Waleńci. I Sary Crewe też.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s