Boginie już nie mieszkają w Žítkovej

Bardzo, bardzo dawno temu przeczytałam gdzieś recenzję powieści „Boginie z Žítkovej” autorstwa czeskiej pisarki, Kateřiny Tučkovej, i wciąż gdzieś z tyłu głowy tkwiła mi myśl, że muszę ją kiedyś przyswoić w całości. Nie tak dawno temu natomiast w Book rage można było się zaopatrzyć w pakiet czeskiej literatury – i gdy zobaczyłam na liście „Boginie”, od razu pośpieszyłam nabyć cały komplet, po czym… kompletnie o nim zapomniałam. Zgrywając ostatnio coś na czytnik, przypomniałam sobie o całej sprawie i postanowiłam przejrzeć chociaż. I przepadłam z kretesem.

Tučková zabiera nas w Białe Karpaty, gdzie w Kopanicach Morawskich wciąż jeszcze można natrafić na ślady kobiet, które zajmowały się bogowaniem. Leczyły choroby ciała i duszy, podsuwając zioła i napary, a także – wieść niesie – przepowiadając przyszłość, zaklinając miłość i rzucając klątwy. Do co sławniejszych bogiń zjeżdżali się ludzie z całej okolicy, ongiś otwarcie, a po wojnie raczej niepewnie rozglądając się i ukradkiem pytając, czy w pobliżu nie mieszka bogini. Czasem prowadzi ich andzjel, anioł-asystent, pomocnik bogini. „Bogowanie jest stare jak świat, a boginie i andzjele były tu od zawsze”, mówili mieszkańcy Kopanic.

Andzjelowaniem zajmowała się niegdyś także Dora Idesová, nasza przewodniczka po świecie bogiń. Pomagała swojej ciotce, Surmenie, u której mieszkała wraz ze swoim młodszym bratem, Jakubkiem. Teraz zadomowiła się w bezpiecznych, choć ciasnych korytarzach brneńskiego uniwersytetu, niby to pracując nad doktoratem na temat bogiń, wielką pracą mającą zrehabilitować te niezwykłe kobiety, potępiane przez poprzedni systemu. Pewnego dnia odkrywa, że jej ukochana Surmena widnieje na liście współpracujących z komunistami i zaczyna przetrząsać odtajnione dokumenty SB. A to tylko pierwszy krok na bardzo długiej i bardzo przykrej drodze…

W takiej chacie mogła mieszkać Surmena.

Tučková pokazuje bardzo złożony obraz kopanickich bogiń: to po pierwsze historia Dory, która odkrywa okrutną nieraz przeszłość swojej własnej rodziny, przeczesując archiwa w trzech krajach. To po drugie historia ustroju, w którym boginie postrzegano jako element wrogi wartościom socjalistycznym, element nadający się wyłącznie do eliminacji. To po trzecie historia tajnych badań nad czarownicami, szeroko zakrojona akcja polityczno-ideologiczna z czasów, kiedy Hakenkreuz zdawał się być jedyną możliwą przyszłością całej Europy.

Dawno żadna książka nie zrobiła na mnie tak ogromnego wrażenia. „Boginie z Žítkovej” to powieść ze wszech miar magiczna – zarówno jeśli chodzi o treść narracji, jako i jej formę. Tučková oszczędnie dawkuje informacje, podrzucając strzępy historii rodziny Idesów i innych bogiń czy fragmenty rozmaitych archiwalnych dokumentów, które skrupulatnie czyta Dora. Przeplata czasy współczesne z czasami wojennymi i powojennymi, gra z wiarą w prawdziwość umiejętności bogiń, pokazuje coraz to większe i bardziej skomplikowane nieszczęścia, zemstę, niemożliwą miłość, klątwy, choroby. I robi to po prostu fenomenalnie.

Fenomenalnie wypada zatem to połączenie mikrohistorii poszczególnych postaci – Dory, Surmeny i innych bogiń z ich rodu – oraz makrohistorii pewnego światopoglądu i pomysłu na życie, który w rzeczywistości totalitarnej, czy to nazistowskiej, czy komunistycznej, nie ma racji bytu. Nie mówiąc o tym, że sam wątek Dory jako badaczki, naukowo studiującej żywą wciąż jeszcze magiczną tradycję, jest mi bliski bardzo osobiście. Olbrzymia, złożona opowieść, w której nic nie jest proste ani łatwe, zapewnia Tučkovej u mnie bardzo zaszczytne miejsce.

I mogłoby się wydawać, że nic więcej nas nie zaskoczyć, a potem czytamy epilog i chce się po prostu zasiąść i samotnie pokiwać w ciszy i smutku. Bo stare jak świat boginie z Žítkovej odeszły do przeszłości i nigdy już nie powrócą.

PS. A Book rage polecam Wam zawsze i wszędzie.
PPS. Chyba muszę mieć to na papierze oprócz wersji czytnikowej. Zwłaszcza, że okładka jest przepiękna.

11 thoughts on “Boginie już nie mieszkają w Žítkovej

  1. Też wpadła mi ta książka w oko jakiś czas temu, i nie wiedzieć czemu – nie dość, że nie kupiłam, to też zupełnie o niej zapomniałam… Tak więc dziękuję za przypomnienie! :) I za info o Book Rage, bo nie słyszałam! :)

  2. Zaraz będę czytać, DZIĘKI!!!, tylko skończę „Londyn” (jako że jestem dopiero przy Ryszardzie Lwie Serce i Janie bez Ziemi, chwilę potrwa.

  3. Na mnie też ta powieść zrobiła kolosalne wrażenie, długo potem nie mogłam dojść do siebie. Teraz czekam z niecierpliwością na kolejną powieść Tuczkowej.

  4. Kupiłam „Boginie..” z tej samej akcji Book rage i też leży… choć na pewno nie zapomniana. Czeka na swoją kolej. Lubie takie klimaty, mam nadzieję, że dobrze się będzie czytało. Zresztą… Ty zawsze piszesz o czymś ciekawym. Dwa dni temu z dzięki Twojemu blogowi skusiłam się na „Wiktorię” Daisy Goodwin i już jestem w połowie :D

  5. O, też już dawno czytałam gdzieś pochlebne recenzje i też mam książkę z tyłu głowy na liście „do przeczytania”, ale wciąż się nie zaopatrzyłam. Twój tekst tylko zwiększył mój apetyt :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s