Lizzie Bennet prowadzi vloga, czyli Jane Austen w XXI wieku

W sprawie retellingów i rozmaitych adaptacji w stylu „przenieśmy coś starego we współczesne realia” jestem bardzo ostrożna. Owszem, zdarzyło mi się natknąć na kilka naprawdę błyskotliwych nawiązań i przeróbek, ale z reguły bardziej kibicuję oryginałowi. Zwłaszcza w przypadku tak klasycznych dzieł, jak powieści mojej umiłowanej Jane Austen. Tym razem jednak przepadłam z kretesem przy pierwszym filmiku. Gdyż, moi drodzy, w XXI wieku Lizzie Bennet prowadzi vloga. I idzie jej to znakomicie.

Oczywiście, starannie przygotowanego vloga można obejrzeć w sieci na kanale (wait for it) Pemberley Digital – tak naprawdę to serial stylizowany na vloga, liczy sobie sto odcinków, nosi tytuł „The Lizzie Bennet Diaries” i jestem dozgonnie wdzięczna myszkovskiej, że zwróciła nań moją uwagę. Jak dotąd, obejrzałam serię cięgiem już trzy razy i wcale nie zamierzam na tym poprzestać. Chwilę polowałam też na książkową wersję tej radosnej epopei, „The Secret Diary of Lizzie Bennet” Berniego Su i Kate Rorick – czyli popełniony przez scenarzystów vloga pamiętnik samej Lizzie. Wiem, meta-poziom goni meta-poziom, ale naprawdę nietrudno się w tym połapać.

It is the truth universally acknowledged…

Otóż Lizzie Bennet (tylko jej matka tytułuje ją per „Elizabeth”) mieszka na południu USA wraz ze swoimi dwiema siostrami – Jane, najmilszą istotą na świecie i Lydią, mocno… odjechaną młodą damą, która uwielbia imprezować i robić dużo szumu wokół siebie. Ich matka, stateczna pani Bennet, zajmuje się głównie lamentowaniem nad życiem miłosnym swoich latorośli, czy raczej jego brakiem. Córki bowiem nie palą się do zamążpójścia ani nie planują polować na bogatych, samotnych przystojniaków. Jane ciężko pracuje, a od Lydii nie ma czego wymagać, bo i tak reprezentuje ujemną odpowiedzialność własną. Także Lizzie ma inne zajęcia: bardzo dużo się uczy, właśnie zbliża się do końca studiów i pracuje nad kolejnym projektem – właśnie vlogiem, przy którym pomaga jej zdroworozsądkowa przyjaciółka, Charlotte Lu. Mają o czym opowiadać przed kamerą, bo do pobliskiej luksusowej rezydencji niedawno wprowadził się przystojny student medycyny, Bing Lee, wraz z siostrą i nadętym przyjacielem. Tak, z Darcym. Pani Bennet jest przekonana, że oto przeznaczenie puka do drzwi i śliczna Jane musi koniecznie zostać panią Lee. Teraz, zaraz już natychmiast. A to dopiero początek rozterek…

Znacie? Pewnie, że znacie! Ale „The Lizzie Bennet Diares” jest naprawdę świetną adaptacją „Dumy i uprzedzenia”, przemyślaną w najdrobniejszych szczegółach. Twórcy wykazali się dużą pomysłowością, dopasowując realia życiowe z czasów Austen do dzisiejszych – szokujący wyskok Lydii i Wickhama z początku XIX wieku dziś nie byłby wcale szokujący, więc trzeba było odpowiednio uwspółcześnić. I już samo to, że Bingley zamienił się w Binga Lee, a panna Lucas w pannę Lu… naprawdę, klaskam z zachwytem.

Ona naprawdę to napisała!

Szczęśliwie, sama książka nie jest li i jedynie spisaniem tego, co dzieje się w filmikach (wyjąwszy dwie dosłowne transkrypcje tego, co zostało przez kamerę zarejestrowane, ale cóż, tak być musiało *mrugam ze znaczącym uśmieszkiem*). Dowiadujemy się o wiele, wiele więcej, i nie mam tu na myśli mitycznego dowcipu o morsie, którym podczas pierwszego spotkania uraczył Lizzie przystojniaczek George Wickham. Dużo bardziej osobiste wynurzenia i zdarzenia, których Lizzie nie ośmieliła się wyjawić swoim widzom – poziom meta miesza się z poziomem nad-meta i naprawdę całość wypada przednio. W każdym razie, ja byłam przeszczęśliwa od pierwszej do ostatniej strony książki.

Innymi słowy, choć nic nigdy nie zastąpi „Dumy i uprzedzenia”, to „The Lizzie Bennet Diaries” wraz z wersją książkową zachwyciły mnie bez reszty i zajęły zaszczytne a osobne miejsce w mym czytelniczym serduchu. Polecam zatem wszem i wobec!

PS. A ile słówek nauczyłam się dzięki Lydii!
PPS. Ok, zaczęłam oglądać po raz czwarty.
PPS. Inne Austenowe produkcje Pemberley Digital, jak „Welcome to Sandition” czy „Emma Approved” podobały mi się dużo mniej, nawet nie wytrwałam do końca. W całości obejrzałam za to „The March Family Letters” na motywach „Małych kobietek” Louisy May Alcott, które zupełnie, ale to zupełnie mi nie podeszły. Ale dlaczego – to już byłby spoiler!

5 thoughts on “Lizzie Bennet prowadzi vloga, czyli Jane Austen w XXI wieku

  1. Znam, znam, ale nie obejrzałam w całości, w sumie raczej kiedyś zaczęłam i nigdy nie kontynuowałam… Kiedyś może dooglądam!

    A widziałaś A Tell Tale Vlog z aspołecznym Edgarem Allanem Poem? ;>

  2. Ja z kolei przygodę zaczęłam od „Emma Approved”, bo loffciam tę akurat powieść Austen, a do tego się przymierzałam. I już teraz wiem, że warto :))
    A kto by tam snu potrzebował!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s