Alienor Akwitańska, królowa

Nie od dziś wielce lubuję się w czytaniu historycznych powieści, zwłaszcza z perspektywą kobiecą. Najczęściej tyczy się to książek o nietuzinkowych postaciach z przeszłości, już to królowych, już to wpływowych dam. Zaczęło się to wszystko Bardzo Dawno Temu od zaczytywania się prozą Philippy Gregory (trochę mi przeszło, ale do jej starszych dzieł mam ogromny sentyment) i od czasu do czasu lubię uraczyć się właśnie czymś w historycznym stylu. Elizabeth Chadwick popełniła w tym stylu siła powieści, z czego w języku polskim ukazały się bodajże trzy – ostatnio, „Pieśń królowej” o Eleonorze Akwitańskiej, królowej Francji i Anglii oraz jednej z najbardziej wpływowych kobiet średniowiecza.

W źródłach anglonormańskich imię królowej widnieje jako „Alienor” i prawdopodobnie właśnie tak o sobie mówiła nasza bohaterka, a Chadwick postanowiła to uszanować. Poznajemy zatem Alienor jako rezolutną i dobrze wychowaną trzynastolatkę, dziedziczkę księstwa Akwitanii, doskonale świadomą swoich obowiązków. Przyjdzie jej się zmierzyć z ich ciężarem szybciej, niż by chciała – gdy wskutek ciężkiej choroby umiera ukochany ojciec Alienor, Wilhelm X Święty, dziewczyna musi wypełnić zalecenia rodzicielskiego testamentu i wyjść za mąż. Ślub z następcą tronu Francji, równie młodym Ludwikiem, jawi się jako świetna oferta i najlepsze zabezpieczenie na przyszłość. I choć pierwotnie małżeństwo zapowiada się dobrze, Ludwik z uroczego, pobożnego młodzieńca zamienia się w niestabilnego psychicznie dewota, obwiniającego żonę o wszystkie nieszczęścia, jakie wydarzyły się w ich życiu – zwłaszcza o brak męskiego potomka. Alienor musi zatem wspiąć się na wyżyny taktu oraz przemyślanych strategii, by zachować księstwo Akwitanii, poradzić sobie z katastrofalnym małżeństwem i zapewnić sobie choć odrobinę szczęścia. Stawka jest wysoka, chodzi nie tylko o los królowej, ale o przyszłość chrześcijańskiego świata…

Alienor na witrażu w katedrze w Poitiers, w której brała ślub z Ludwikiem
Alienor na witrażu w katedrze w Poitiers, w której brała ślub z Ludwikiem

Elizabeth Chadwick niezwykle umiejętnie pokazuje dwunastowieczną Europę, zarówno na dworze w Paryżu i innych francuskich miastach i księstwach, jak i w nieco dalszych lokalizacjach – zawędrujemy wraz z bohaterami aż do Ziemi Świętej. Alienor, choć wychwalana przez historyków jako wyprzedzająca swoje czasy, wedle samej autorki była „raczej kobietą swojej epoki i usiłowała stanąć na wysokości zadania w obrębie wówczas obowiązujących ram”. Choć, nie da się ukryć, czasem te ramy naginała…

Alienor Akwitańska nie należy do moich ulubionych postaci historycznych, ale z przyjemnością czytałam o jej dziejach (a przynajmniej, tę pierwszą część). Solidnie opracowana i wciągająca historia skutecznie towarzyszyła mi w podróży i naprawdę, trudno się było oderwać! Może tylko trochę za dużo było scen łóżkowych, niemniej stanowiły one kość niezgody miedzy Alienor i jej pierwszym mężem, stąd rozumiem konieczność ich pojawienia się.

Mam tylko poważne wątpliwości co do przekładu samego tytułu, który nijak ma się do oryginału, czyli „The Summer Queen”. Ja jeszcze rozumiem, żeby było to uzasadnione poprzez treść książki, niemniej Alienor nie należy do śpiewających dam, ani dosłownie, ani w żaden sposób metaforycznie. Co ważne, „Pieśń królowej” to pierwszy tom trylogii, a dwa kolejne tytuły po angielsku brzmiąThe Winter Crown” i „The Autumn Throne”. Idąc za tą logiką przekładu, polskie tłumaczenia, zgaduję, będą szły w kierunku „Wiersza królowej” czy „Poematu królowej”, żeby było spójnie…

Ironia na bok – tytuł mi nie pasuje. Ale! W środku, w treści, w całości – „Pieśń królowej” pasuje jak najbardziej.

PS. Za ebook powieści dziękuję wydawnictwu Prószyński i s-ka.

4 myśli w temacie “Alienor Akwitańska, królowa

  1. Eleonora to jedna z moich ulubionych postaci, więc zerknęłam i nawet miałam zacząć czytać tę książkę, ale… ten strój pani na okładce. Za nic w świecie nie jest to moda z XII wieku. Ja wiem, że stare filmy Hollywood (nota bene polecam świetny o Eleonorze i sukcesji tronu: Lion in the Winter) robiły z modą co chciały, ale mamy 2017. Trochę riserczu nie zaszkodzi, zwłaszcza że prawdziwe stroje XII wieku były przepiękne.
    Ygh, koniec rantu.

  2. Powieści historyczne to mój konik, a Eleonora to jedna z moich ulubionych postaci, więc nie wiem czemu jeszcze nie przeczytałam tej książki. Już nadrabiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.