Isabel Allende i japoński kochanek

Mam jeszcze jedną reminiscencję zeszłoroczną, a dokładniej – świąteczną. Nie od dziś wiadomo, że prezentowanie mi książek wiąże się z pewnym ryzykiem i czasem bezpieczniej podpytać o pobożne życzenia (jak było w przypadku „Jamnikarium”, sama sugerowałam Aniołkowi to i owo). Ale zdarzają się też zupełne niespodziewajki, które cieszę czytelniczą duszę podwójnie. Gdy więc spod królewskiej choinki wyciągnęłam najnowszą powieść Isabel Allende, byłam zachwycona – „Japoński kochanek”? Pierwsze słyszę (jakkolwiek by to nie brzmiało…)!

Ale. Znajomość z twórczością Isabel Allende zaczęłam od wysokiego szczebelka drabinki: słynnego „Domu dusz” (ach, ta ekranizacja) i pamiętam, że bardzo mi się podobało, choć było to lata temu! Czytywałam również bardziej młodzieżowe opowieści („Miasto Bestii” i ciąg dalszy), naprawdę wsamrazowe na wakacyjny leżaczek. Potem jakoś drogi się rozeszły, ale ponowne spotkanie po latach oceniam bardzo zacnie.

Tym razem rzecz dzieje się w dość nietuzinkowym domu spokojnej starości na przedmieściach Berkeley, zwanym Lark House, który od zawsze przyciągał postępowych intelektualistów, gorliwych adeptów ezoteryki i rozmaitych artystów. Poznajemy ów przybytek dzięki młodej imigrantce z Mołdawii, Irinie Bazili. Dziewczyna podejmuje pracę w Lark House i doskonale odnajduje się w nowym miejscu, dobrze dogaduje się z podopiecznymi i współpracownikami – a po pewnym czasie nawiązuje przyjaźń ze słynną malarką, Almą Belasco, damą tyleż szanowną, co bardzo tajemniczą. Irina wspiera Almę w różnych drobiazgach, zaczyna też pomagać jej wnukowi, Sethowi, w przygotowywaniu książki poświęconej rodzinie Belasców. I tak odkrywają, że pani Belasco pieczołowicie przetrzymuje zdjęcie pewnego Japończyka i listy od niego – a kolejne wiadomości spływają regularnie…

Isabel Allende prowadzi czytelników przez współczesne tory, po których poruszają się Seth i Irina, ale także powoli, ostrożnie odsłania dzieje przeszłe – historię życia Almy, która przybyła do Ameryki jako dziewczynka w przededniu wojny i wkrótce poznała chłopca, który odmienił jej życie raz na zawsze. To jednak nie wszystkie sekrety i nie tylko Alma zazdrośnie strzeże swojej przeszłości – Irina również nosi w duszy niezaleczone rany i brzemię tak ciężkie, że niemal niemożliwe do zapomnienia.

Wiadomo, że japońskie opowieści działają na mnie jak magnes, a tutaj faktycznie Japonii dużo. Czy raczej Japończyków i ich w Stanach obecności, zwłaszcza podczas drugiej wojny światowej – patrz przejmujący wątek internowanych imigrantów, którzy chcąc okazać lojalność USA po ataku na Pearl Harbor bez szemrania udawali się do obozów przesiedleńczych (jak opisany w powieści Topaz). Same motywy historyczne są bardzo interesujące, a do tego otrzymujemy całą paletę ciekawych postaci. Dzięki nim Allende przedstawia historię, która zaskakuje znów i znów, a potem raz jeszcze, kiedy myśli się, że nic już nas zaskoczyć nie może.

Innymi słowy, bardzo w tym roku dopisały aniołkowe obfitości, a nawet mile zaskoczyły! Proszę o repetę… w trybie pilnym.

5 thoughts on “Isabel Allende i japoński kochanek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s