Gry bywają niebezpieczne. Caraval.

caravalData w dowodzie nie kłamie, rocznikowo wyrosłam z young adult dobrą chwilę temu. Co nie zmienia faktu, że powieści dedykowane temuż właśnie targetowi czytać lubię (Rainbow RowellTęcza odpowiedniej słodyczy, czyli Eleonora i Park., mówi Wam to coś?), przede wszystkim, jeśli chodzi o fantastyczne young adult. Jak to ujął ongiś Andrzej Sapkowski, to ten typ książek, które gdyby nie smoki, do złudzenia przypominałyby „Polyannę” (której, skądinąd, nie cierpię) – i fakt, dorosłemu a bardziej oczytanemu czytelnikowi powieści w tym typie mogą wydawać nieco zbyt proste w strukturze. Trafiają się jednak czasem absolutne perełki, które wielce przyjemnie się czyta. „Caraval. Chłopak, który smakował jak północ”, debiutancka powieść Stephanie Garber, absolutną perełką co prawda nie jest, Czytaj dalej „Gry bywają niebezpieczne. Caraval.”

Simona Kossak o ziołach i zwierzętach

kossakPamiętam, jak na lekcji biologii w liceum każda osoba z klasy miała za zadanie przedstawić wylosowane drzewo: przynieść liście do wglądu tudzież przygotować krótką notatkę, zawierającą informację o pniu, kwiatach, biotopie i tak dalej (wygrzebałam nawet na dysku swoją notatkę, data utworzenia pliku trochę mnie zbiła z tropu). Jakaż byłam uradowana, gdy trafiła mi się brzoza, rosnąca akurat na mojej trasie szkoła-dom. Otóż, moi drodzy, jestem mieszczuchem i nie wstydzę się do tego przyznać. Odrobinkę wstydzę się natomiast tego, że moja wiedza przyrodnicza jest raczej przeciętna. Ale – zabrzmię teraz jak Hermiona próbująca dowiedzieć się czegoś o quidditchu – od czego są książki. Czytaj dalej „Simona Kossak o ziołach i zwierzętach”

Dzieła zebrane #19

Wybrałam się jakiś czas temu na slajdowisko, zorganizowane przez moją znajomą podróżniczkę – rzecz poświęcona była jej niedawnej wyprawie do Japonii, było mnóstwo pięknych zdjęć i wspomnień, co automatycznie uruchomiło moje własne dalekowschodnie tęsknoty. Wróciłam do domu i wiedziona tymi tęsknotami, w tempie błyskawicznym wygrzebałam dwie książki okołojapońskie, które Czytaj dalej „Dzieła zebrane #19”

„Dziewczyna z daleka” Magdalena Knedler

dziewczyna-z-daleka_oklOstatnio dziewczyny w tytułach w modzie – pamiętacie „Dziewczynę, którą kochałeś” Jojo Moyes? Teraz pora na „Dziewczynę z daleka”, najnowszą powieść Małgorzaty Knedler (u Mality właściwie przedpremierowo!). Rzeczoną autorkę kojarzę z obłędnego kryminało-komedio-historii kostiumowej „Pan Darcy nie żyje”, przednio się ubawiłam przy lekturze. Tym razem nie jest to historia obliczona na ubaw, rzecz bowiem jest wspomnieniowo-wojenna. Choć, przyznaję od razu, niezbyt poruszająca.

Otóż wszystko zaczyna się w pewien mroźny styczniowy poranek, gdy energiczna Lena i jej babka, stuletnia a oschła Natasza, Czytaj dalej „„Dziewczyna z daleka” Magdalena Knedler”

Isabel Allende i japoński kochanek

Mam jeszcze jedną reminiscencję zeszłoroczną, a dokładniej – świąteczną. Nie od dziś wiadomo, że prezentowanie mi książek wiąże się z pewnym ryzykiem i czasem bezpieczniej podpytać o pobożne życzenia (jak było w przypadku „Jamnikarium”, sama sugerowałam Aniołkowi to i owo). Ale zdarzają się też zupełne niespodziewajki, które cieszę czytelniczą duszę podwójnie. Gdy więc spod królewskiej choinki wyciągnęłam najnowszą powieść Isabel Allende, byłam Czytaj dalej „Isabel Allende i japoński kochanek”

Bostoński Ogród Kości, czyli Tess Gerritsen

Pamiętacie, jak w wakacje podczas jazdy pociągiem zaczytywałam się Tess Gerritsen? Podróż minęła nie wiadomo kiedy, a ja musiałam wysiąść, zanim doczytałam ostatnie trzydzieści stron. Oderwać się nie szło! Szczęśliwie wkrótce potem Ania, najlepszy sidekick akademicki ever, zaprowadziła mnie do całej półeczki z powieściami Tess w oryginale i zapytała niewinnie, czy może bym jeszcze coś chciała. Pewnie, że chciałam! Wybrałam „The Bone Garden” i Czytaj dalej „Bostoński Ogród Kości, czyli Tess Gerritsen”

Znów Jojo Moyes, czyli rzecz o pewnym obrazie i o pewnych dziewczynach

Wakacje Anno Domini 2016 upłynęły mi pod znakiem prozy Jojo Moyes – przynajmniej na dwa wyjazdy zabrałam ze sobą jej powieści. I nie da się ukryć, że to są znakomite książki na takie wakacyjno-lżejsze momenty, kiedy potrzebna jest wciągająca opowieść, raczej grubawa, taka słodka i gorzka jednocześnie, o której wiesz, że po drodze bohaterom się trochę od losu oberwie, ale end będzie happy i nadzieja znów wróci do serc czytelniczych. Najnowsza powieść Moyes – „Dziewczyna, którą kochałeś” Czytaj dalej „Znów Jojo Moyes, czyli rzecz o pewnym obrazie i o pewnych dziewczynach”

Ach, ci wikingowie…

zdjęcie Moce wikingów. Światy i zaświaty wczesnośredniowiecznych SkandynawówEuropa barbarzyńców – brzmi dumnie, prawda? Popularnonaukowa seria pod tym tytułem, wydawana przez Instytut Wydawniczy Erica, kreśli heroiczne dzieje ludów i początki powstawania państw, które dały nam Europę w dzisiejszym kształcie. Nieraz już mi się zdarzało do serii zaglądać – głównie dzięki bardzo zacnym dziełom Artura Szrejtera – a tym razem czeka nas wyprawa do epoki wikingów, wyprawy śladami niezwykłych przedmiotów i grobowców, z których każdy skrywa fascynującą opowieść: „Moce Wikingów” Czytaj dalej „Ach, ci wikingowie…”

Szeptuchowe marudzenie, czyli Noc Kupały w (prawie) Nowy Rok

noc-kupalyŚwiąteczno-noworoczny czas, prócz wizyt, przysmaków, kolędowania i odsypiania jest zawsze czasem podczytywania. Jedną lekturę podchoinkową, bardzo jamniczą, już Wam prezentowałam, pora na kolejną, właściwie bardziej noworoczną. Otóż jest to książka, którą zakończyłam rok 2016 – dosłownie, czytałam w sylwestrowy wieczór – a w pierwszy poranek 2017  roku doczytywałam ostatnie strony raz jeszcze, bo jednak przy pierwszej lekturze trochę pędziłam, by wiedzieć, jak się skończy (na marginesie – bardzo mnie ten 2017 raduje z jednej, pozornie tylko błahej przyczyny: mianowicie, dużą przyjemność sprawia mi pisanie cyfry siedem, a tu będzie tyle okazji datowych!) (każdy ma swoje dziwactwa, ja wiem).

Zaczęło się od tego, że niebezpiecznym pomysłem jest wpuszczenie Mality do księgarni – niby weszłam tylko po coś do odbioru dla Taty-Mality, a tu promocja, rabaty, wyprzedaże… no i tak wyszłam z „Nocą Kupały” Czytaj dalej „Szeptuchowe marudzenie, czyli Noc Kupały w (prawie) Nowy Rok”