Cudne manowce siekierezady

„Siekierezada, czyli Zima leśnych ludzi” Edwarda Stachury kołatała mi się po głowie jako rzecz kiedyś do przeczytania od bardzo, bardzo dawna – moja przyjaciółka jeszcze w czasach gimnazjalnych zwykła zachwycać się twórczością Stachury i stąd cała rzecz. Więc przy kolejnej wizycie w bibliotece zaopatrzyłam się audiobook – czyta Piotr Wyszomirski, przyzwoita interpretacja głosowa, przyznaję.

Otóż historia jest prosta niby-prosta: gdzieś w latach 60-tych Janek Pradera (były student, uczestnik wielu bójek, jak sam o sobie mówi) wyrusza do pracy sezonowej, na zrąb do lasu. Wpierw pociąg, a potem rozklekotany autobus wiezie go na Ziemie Zachodnie, do Hopli, a potem do Bobrowic. Tam znajduje kwaterę u babci Oleńki, bierze siekierę i rusza do lasu, gdzie już trwa siekierezada, aż miło. Mróz bywa siarczysty, bimber pokątnie nabyty w sąsiedniej wsi pali w gardło, w niedzielę przyjeżdża zielony autobus objazdowej biblioteki, a na wiejskiej zabawie nie może zabraknąć dramatycznych bójek i rąbania stołów (a wszystko przez kobietę). Janek wtapia się w to spokojne-niespokojne życie i opisuje je w rozlicznych listach do Gałązki Jabłoni, niemalże mitycznej ukochanej. Tylko tęsknota przeszkadza mu w tym spokojnym życiu, tęsknota i mgła, mgła zdradziecka, która dopada go znienacka i obezwładnia swoim działaniem. I nawet proste życie („To wszystko jest proste. Są ręce, są narzędzia”) nie jest w stanie mgły pokonać.

Zielony autobus objazdowej biblioteki publicznej z ekranizacji z 1985 roku.
Zielony autobus objazdowej biblioteki publicznej z ekranizacji z 1985 roku.

Nietrudno osadzić „Siekierezadę” w szerszym literackim i biograficznym kontekście. Powiedzieć, że Stachura wzorował się na swoich własnych doświadczeniach, to nic nie powiedzieć – w zimie na przełomie lat 1966-67 pracował jako robotnik leśny na zrębie we wsi Grochowice, w gminie Kotla i do dziś odbywają się tam Stachuriady. A podtytuł powieści, „Zima leśnych ludzi” to oczywiste nawiązanie do „Lata leśnych ludzi” Marii Rodziewiczówny, cieniuchnej książeczki, do której ogromny mam sentyment od czasów dziecięcych. Właśnie „Lato” Janek Pradera pożycza z zielonego autobusu objazdowej biblioteki publicznej

Styl, to też wiadomo, u Stachury szalenie specyficzny. Nieśpieszna akcja, niby-proste sformułowania, te powtórzenia powracające niczym inwokacje w litanii. Dobrze słychać w audiobookowej wersji poetyckość płynącą obok Jankowej/Stachurowej narracji. Jest tam parę takich zdań i zwrotów, które zachwycają bez reszty – zwłaszcza pobrzmiewające znajomą nutą „cudne manowce” (nie dziwota, ongiś bardzo dużo się słuchało Starego Dobrego Małżeństwa), ale i celne charakterystyki, jak „długi jak miesiąc, chudy jak pensja” o koledze ze zrębu, Batiuku.

Żeby zaokrąglić całość zgrabnym zakończeniem – cieszę się, że jestem o „Siekierezadę” do przodu. Doceniam, szanuję. Niemniej poetyckość Stachurowa to zupełnie, ale zupełnie nie moja bajka. I styl, i cała konstrukcja Gałązki Jabłoni (ten jeden jedyny w całość zacytowany list straszliwie mnie zirytował swoją protekcjonalnością), i zakończenie… nie moja bajka. Tak już jest.

PS. Ekranizacja z w 1985 roku w reżyserii Witolda Leszczyńskiego tuże!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s