Ostatnia z rodu Brontë. Cóż.

Do trzech sióstr Brontë nie żywię ani wielkich sentymentów, ani nabożnego szacunku: tak, przeczytałam o dziwnych losach Jane Eyre, pióra Charlotte, tak, stosunkowo niedawno nadrobiłam też „Wichrowe wzgórza” pióra Emily (jak być może pamiętacie, niespecjalnie mnie zachwyciło). Co prawda proza trzeciej z sióstr, Anne, nadal pozostaje dla mnie nieodkryta, niemniej nie czuję jakiegoś wielkiego  wewnętrznego nacisku, by to zmienić. Co nie zmienia faktu, że gdy natrafia się jakaś powieść na motywach i/lub twórczo nawiązująca do dzieł i postaci dawnych, to chętnie sięgam. Powieść taka objawiła się w postaci „Ostatniej z rodu Brontë” Catherine Lowell, określanej jako romans ze szczyptą intrygi.

Otóż Samantha Whipple, tytułowa ostatnia z rodu Brontë, faktycznie może prześledzić swoje drzewo genealogiczne aż do słynnych sióstr. Jej tragicznie zmarły ojciec, Tristan, był rzekomo w posiadaniu olbrzymiego skarbu-pamiątek po siostrach: rękopisów, listów, obrazów i wielu innych artefaktów. Skarbu, który równie rzekomo Samantha miała odziedziczyć, ale nie wierzy w jego istnienie, a do swojego dziedzictwa i ojcowskich dziwactw ma stosunek cokolwiek ambiwalentny. Jednak solidnie zaszczepiona miłość do literatury powoduje, że dziewczyna decyduje się na opuszczenie rodzinnej Ameryki i wyjazd na studia (anglistykę, konkretnie) do Starego Kolegium w Oksfordzie. Przydzielono jej specjalne miejsce w ramach akademika: zawilgły pokój w wieży zbudowanej w czternastym wieku, bez okien, za to z dziwacznym portretem i bezprzewodowym wifi. Promotorem Samanthy natomiast okazuje James Timothy Orville III, który nie tylko oszałamia inteligencją, ale jest też diablo przystojny. Oczywiście. Pannie Whipple  przyjdzie zatem nie tylko włączyć tryb błyskotliwości na prywatnych (a jakże!) seminariach, ale także zmierzyć się z dość nieoczekiwanymi duchami przeszłości – ktoś bowiem podrzuca dziewczynie książki z odręcznymi notatkami ojca, a niby nieistniejący skarb zaczyna nabierać realnych kształtów…

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/e4/Bronte_Parsonage_Museum.JPG
Plebania w Haworth, dziś muzeum sióstr Brönte, ważne miejsce także dla Samanthy.

Właściwie nie brzmi to w opisie i pomyśle tak źle, acz z realizacją całokształtu jest nieco gorzej. Samantha należy do tych bohaterek, które w pierwszoosobowej narracji opisują starannie swój strój (może nie tak często, jak Gosława, ale jednak) oraz używają dziwacznych porównań kolorystycznych – twarz „blada jak podbrzusze rekina” oraz usta „koloru niedogotowanej wołowiny” to moje ulubione. Orville natomiast, trochę mroczny, trochę tajemniczy, trochę buntowniczy, przez pół książki robi wrażenie w stylu „chciałbym bardzo, ale mi nie wypada”.

Muszę jednak oddać sprawiedliwość, że jakkolwiek mało sprytna by nie była ta bohaterka, jakkolwiek schematyczny by nie był jej ukochany, jakkolwiek by to wszystko nie wionęło lekką nutką banalności – czyta się gładko a szybko. Trzeba co prawda przymknąć oko na raczej słaby styl (słaby i niekonsekwentny, bo raz to brzmi jak komedia, raz jak romans, a raz jak podręcznik uniwersytecki, i nie wygląda to na zamierzony zabieg) oraz na potknięcia translatorskie (dla przykładu: Samantha przeżuwa „gumową brytyjską kanapkę”, chyba raczej: gumowatą?), przebrnąć przez niekończące się dyskusje o literaturze (mam wrażenie, że autorka chciała się popisać erudycją) oraz pohamować chęć zdzielenia bohaterki raz na kilka stron.

Innymi słowy, kiedy jesień/zima przysparza złego humoru, kiedy umysł potrzebuje mało inspirującej rozrywki i kiedy nie macie nic innego na podorędziu – „Ostatnia z rodu Brontë” nada się jak znalazł. Żeby nie płynąć na fali marudzenia, dodam, że czytając wynurzenia Samanthy, można się sporo dowiedzieć o siostrach Brontë, poznać parę interesujących teorii interpretacyjnych (typu: która siostra tak naprawdę napisała którą książkę i dlaczego Heathcliffe zamieszkał na Wichrowych Wzgórzach). Ale tak poza tym – nie mówcie, że nie ostrzegałam.

PS. Dziękuję za ebook wydawnictwu Prószyński.

 

3 thoughts on “Ostatnia z rodu Brontë. Cóż.

  1. Też nie jestem nabożną wielbicielką sióstr Bronte, więc chyba sobie odpuszczę. Choć raz czytałam książkę nawiązującą do Jane Eyre „Wide Sargasso Sea”, która zrobiła na mnie wrażenie.

  2. Jak ostatnio wypatrzyłam tę książkę w nowościach, aż mnie poderwało. Muszę koniecznie, choć z góry podejrzewałam, że właśnie to takie słabe jest. Ale miłość do sióstr zobowiązuje <3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s