Le Guin o Klatsand, wszędzie i nigdzie

Ursula K. Le Guin należy do bardzo płodnych pisarzy – i choć najczęściej jej nazwisko wymienia się jednym tchem ze słowem „Ziemiomorze”, to Le Guin czyni wycieczki także w nie-fantastyczne i nie-do-końca-fantastyczne krainy. Wspaniałym przykładem takiej wycieczki była historia Lawinii, przeznaczonej na małżonkę Eneasza; cudowna powieść historyczna ze znakomicie odmalowanym światem starożytnego Lacjum. Natomiast wycieczka, którą dziś Wam proponuję, wiedzie w czasy nieco nam bliższe, do Klatsand w stanie Oregon – a to wszystko dzięki książce „Morski trakt”

W Klatsand, na wpół zapomnianym miasteczku nad Oceanem Spokojnym, zamieszkuje niewiele ponad dwieście dusz. Są też dwa motele, urząd pocztowy, las dookoła, plaża, skały. Morski Trakt, prowadzący prosto na wybrzeże, gdzie królują piasek, sól i sztormowe wiatry. Bretoński Czub na północy, Wrakowisko na południu, na wschodzie mokradła, a na zachodzie można próbować wypatrywać Chin. Każdy wydeptał swoją ulubioną ścieżkę w gąszczu skał i wydm, wprost do Pacyfiku. Właściwie nic szczególnego.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/27/OregonCoastEcola.jpg
Nic szczególnego. Oregońskie wybrzeże.

„Morski trakt” zaludniają postaci, które z Klatsand pochodzą, mieszkają w nim od zawsze lub do niego przybywają, nawet i na chwilę, na weekend, ale nie potrafią się mu oprzeć i wciąż wracają. Wiele z tych postaci występuje w triadzie babka-matka-córka, pokazując różne spojrzenia różnych pokoleń i nieubłagany upływ czasu. Śledzimy ich miłości i rozpacze, porażki i zwycięstwa, smutki i radości – może brzmi to wszystko banalnie, niemniej nawet najbardziej banalna z historii pod piórem Le Guin zmienia się w coś o wiele bardziej frapującego. Trochę o nikim, a jednak o wszystkich. O miejscu, które jest nigdzie, ale jednak jest wszędzie.

Dwanaście opowieści (z których najkrótsza liczy sobie kilka, najdłuższa kilkadziesiąt stron), przepięknie napisanych, trochę melancholijnych, czasem przykrych, czasem nie – dobrze się takie rzeczy czyta w długie listopadowe wieczory. Nie od dziś wiadomo, że Le Guin jest czarodziejką słowa – i to także słowa opisującego bardziej znaną nam rzeczywistość.

PS. Uprzejmie dziękuję niezawodnej Ethlenn za pożyczenie!
PPS. Króciuchny tekst o czytaniu z piany: po-ez-ja!

4 thoughts on “Le Guin o Klatsand, wszędzie i nigdzie

  1. Tak sobie kiedyś pozwoliłam dojść do wniosku, czytając jedną z ostatnich części Ziemiomorza, że u niej, i tyle u niej losy fantastycznego świata zazwyczaj ważą się nie na polu epickich bitew tylko na ławce przed chatką, w spokojnych rozmowach.
    To jest cudowne w niej.
    Absolutnie subtelne, genialne i piękne.
    Czy ja mogę nią zostać, kiedy dorosnę? Tak sobie na przekór? Mimo słabości do epickich bitew?

  2. „Trochę o nikim, a jednak o wszystkich. O miejscu, które jest nigdzie, ale jednak jest wszędzie.” <– dokładnie tak! Pani le Guin jest doskonała, a ja się cieszę, że się podobało :))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s