My, pielgrzymi z Hyperiona. Dan Simmons.

Jeszcze w pięknych czasach sierpniowo-wakacyjnych zdarzył mi się wyjazd, z którego wróciłam z całą listą poleconych książek. Listę ową powoli przerabiam, błogosławiąc Jagiellonkę za przepastne zasoby. Kolejną pozycją na liście okazał się „Hyperion” Dana Simmonsa, kultowa już powieść otwierająca cykl „Hyperion Cantos” (były nagrody, były wyróżnienia, Hugo, Locus i inne takie). Samego Simmonsa znałam już z jego nowszej powieści, „Drood”, mroczno-prześwietnej książki nurzającej się w czasach Dickensa. Sam „Hyperion” kołatał mi się po głowie jako „aaa, klasyka, kiedyś trzeba przeczytać, ale może później”. Owo „później” właśnie nadeszło, za sprawą bezpośredniego impulsu polecającego.

Znacie, znamy, posłuchajcie. Oto na Hyperiona, raczej odległą planetę Sieci, wyrusza pielgrzymka. Siedmiu podróżnych – Kapłan, Żołnierz, Poeta, Uczony, Detektyw, Kapitan oraz Konsul – zostało wybranych przez Kościół Chyżwara i zatwierdzonych przez WszechJedność, a ich celem są Grobowce Czasu, tajemnicze i niewyjaśnione wciąż w tej tajemniczości budowle otoczone polami antyentropicznymi. W Grobowcach Czasu pielgrzymi będą mogli spotkać się z samym Chyżwarem, istotą równie zagadkową, co okrutną. Czas ucieka, widmo wojny z Intruzami wisi nad Siecią, a Hyperion i ukryte na nim Grobowce odegrają w tej wojnie kluczową rolę. Pielgrzymi muszą się spieszyć, choć nie wszyscy patrzą na swoją podróż z radością i wyczekiwaniem.

O, tak sobie wyobrażam Chyżwara. Choć rysował ktoś inny.

Konstrukcja tej powieści jest szalenie interesująca, bowiem pielgrzymi w trakcie podróży snują po kolei swoje własne historie, tłumacząc, dlaczego zdecydowali się podjąć trud wyprawy. Jednocześnie rzucają coraz więcej światła na całe Hyperionowe uniwersum, od czasów hegiry i opuszczenia Starej Ziemi, po rozwój Hegemonii i pierwsze pojawienie się Intruzów. Konstrukcja znana od czasów „Opowieści kanterberyjskich” czy „Dekameronu” (och, pamiętam, jak czytałam Boccaccia w liceum, i to czytałam z wypiekami!): zestaw mniejszych opowieści w jednej większej opowieści. Chyba największe wrażenie zrobiły na mnie te dwie ostatnie opowieści, naprawdę – tak po ludzku – przejmujące. Simmons dotyka bardzo wielu wątków, od sztucznej inteligencji i rozmaitych pomysłów technologicznych (na marginesie, oryginał powstał w 1989 roku, a nie zestarzał się ani trochę – choć czasem starsze powieści SF dziś nie brzmią tak dobrze), przez zagładę światów, dokonywaną przez kalkujących zyski mocarzy, aż po osobiste tragedie, poruszające równie mocno, jak te na planie bardziej makro. Czerpie przy tym garściami z dorobku kulturowego całego świata, przemycając tu i ówdzie różne nawiązania – postać Johna Keatsa jest tu najbardziej oczywistym przykładem, ale jest wiele innych taki intertekstualnych wtrętów, które, jak wiecie, bardzo lubię. Gdyż „na początku było Słowo. Potem pojawił się pieprzony edytor tekstu. Potem procesor myślowy. A potem nastąpił koniec literatury”, jak gorzko zauważa Poeta.

Forma powieści, oszałamiające uniwersum, groza, czająca się gdzieś w odmętach Grobowców Czasu i nieuchwytne tajemnice… i to zakończenie! Och, ależ to było znakomite. Żeby zapewnić mocny akord na zakończenie: czytałam do późnej nocy, a pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam następnego dnia rano (śniadanko się nie liczy), było zarezerwowanie ciągu dalszego, czyli egzemplarza „Upadku Hyperiona”. Oj, jak będę biegła do biblioteki!

PS. Topór sugerował przeczytać, dziękuję, miał rację.
PPS. Ponoć Syfy ma produkować serialową adaptację całego cyklu, ale po obietnicach sprzed przeszło roku zapadła cisza. Oj oj, a oglądałabym!

11 thoughts on “My, pielgrzymi z Hyperiona. Dan Simmons.

  1. Co ta Malita za ciekawe rzeczy czyta! Też mam na liście na później… trzeba, trzeba! Bardzo moje klimaty. „Dekameronu” nigdy nawet nie napoczęłam, choc leży u rodziców i nawet miałam na niego zakusy.

  2. Ooooo! <3 <3 <3 A ja myślałam, że "Hyperion" nie będzie dla mnie, a tu COŚ TAK WSPANIAŁEGO! Po "Terrorze" wielbię Simmonsa, więc zawierzę i przeczytam obowiązkowo.
    Ściskam!

  3. Też mam na liście „przeczytać (później)”, ale po genialnym „Terrorze” jest już na tej liście bliżej niż dalej ;)

    I również czytałam „Dekameron” w liceum, z wypiekami takoż!

      1. Koniecznie! Grubas z niego, co może odstraszać (na zasadzie „kiedyż ja znajdę na niego czas?”, ale znaleźć warto), ale nie powinnaś się zniechęcać, bowiem czyta się to (jak na taką objętość) bardzo szybko, bo to rzecz arcyciekawa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s