Smoki, miasta, książki, czegóż chcieć więcej?

Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy czytałam jakąś powieść Moersa – acz musiało być to dawno temu, w błogich czasach nastoletnich – pamiętam natomiast szczery zachwyt nad światem, który zaludniają trudniące się pisarstwem smoki, znakomicie walczące wolpertingi, przepowiadające przyszłość przeraźnice i masy innych, mniej lub bardziej podejrzanych stworzeń. Niemniej jak Camonia długa i szeroka, nie ma drugiego tak wspaniałego miasta, jak Księgogród. Już sama nazwa znamionuje Raj Ostateczny: metropolia niczym wielka księgarnia, wydawnictwo, antykwariat i biblioteka w jednym, ziszczenie marzeń wszystkich bibliofili.

Księgogród, Miasto Śniących Książek, dane nam było poznać po raz pierwszy w książce „Miasto Śniących Książek” pióra Hildegunsta Rzeźbiarza Mitów. Tu ważna uwaga na marginesie, moi drodzy, jako że Walter Moers tak właściwie nie pisze książek, on je tylko tłumaczy z camońskiego – i czasem też edytuje, bo taki Hildegunst potrafi w swoją powieść wpleść czterystustronicową dygresję o historii lalalizmu, co dla europejskiego czytelnika może być trudne do zdzierżenia. Odkrywamy zatem Księgogród razem z Hildegunstem, młodym naonczas smokiem, który przybył do miasta celem odszukania autora pewnego genialnego rękopisu. Poszukiwania zawiodą go w różne miejskie zakamarki, aż do owianych złą sławą katakumb pod władzą Króla Cieni. W podziemiach Miasta czają się pająxxxy, buchlingi i straszliwi łowcy książek, a u końca podróży czeka Orm, wena większa niż najpotężniejsze z pragnień!

„Labirynt Śniących Książek” natomiast dzieje się dwieście lat później, gdy Hildegunst – już jako uznany w całej Camonii autor – przybywa do Księgogrodu. Sława mocno uderzyła mu do głowy, zagubił gdzieś pasję przygody, sporo przytył i spędza dnie w Twierdzy Smoków, opychając się łakociami i z błogością czytając peany od czytelników. Przynajmniej do czasu, gdy pewien intrygujący list z jeszcze bardziej intrygującym postscriptum skłoni go do powrotu do jednego z najwspanialszych miast, które już dawno podniosło się po tragediach i katastrofach tomu pierwszego, zyskując tym samym zupełnie nowe oblicze. I to niejedno. Hildegunst spotyka dawnych znajomych i poznaje nowych, wciąż będąc pełnym wątpliwości – a co, jeśli Król Cieni naprawdę powrócił?

img_1157
Spójrzcie tylko na te ilustracje!

Muszę przyznać, że na początku byłam tym powrotem rozczarowana. O ile „Miasto” kipiało energią, wszystko było nowe i się działo, to „Labirynt” pod kątem akcji zupełnie spuszcza z tonu. Hildegunst, owszem, wkracza do miasta, i choć odkrywanie, co zmieniło się podczas jego dwustuletniej nieobecności jest bardzo ciekawe, to raczy nas większą ilością opisów niż to wszystko warte. Otrzymujemy solidną powtórkę z tego, co działo się na kartach „Miasta”– na przykład, gdy Hildegunst idzie oglądać przedstawienie lalczane na podstawie własnego dzieła. Jest jednak w tym opisowym kształcie nuta usprawiedliwienia, jako że „Labirynt” to zaledwie pierwsza część z planowanej kontynuacji, która z uwagi na swoją grubość została podzielona na dwa tomy (w rezultacie „Labirynt” kończy się w bardzo… dramatycznym momencie). Sam Moers w posłowiu przyznaje, że to wyłącznie jego wina, bynajmniej nie właściwego smoczego autora – po prostu nie wyrobił czasowo z przekładem. Błaga o wybaczenie i zapewnia, że wszystko, co dotychczas się pojawiło, to zaledwie uwertura.

W ramach przemyśleń bardziej generalnych śpieszę jednak przyznać, że trochę magii w Księgogrodzie zostało – a i sam Hildegunst pozostaje tym samym kwękającym, marudzącym, ale jednak z gruntu poczciwym smoczyskiem. Nietrudno wybaczyć mu te wszystkie hedonistyczne zapędy. Pozostaje tylko westchnąć ciężko na owo dramatycznie urwane zakończenie i czekać z utęsknieniem na ciąg dalszy. Nie ukrywam, że chętnie znów wrócę do Księgogrodu!

PS. Te wszystkie camońskie książki są tak przepięknie wydane <3 i doskonale pasują do ciastek.
PPS. Trzecia część, wieść niesie, będzie miała tytuł „Das Schloss der Träumenden Bücher”, czyli – zakładam – „Zamek Śniących Książek”. No!

6 thoughts on “Smoki, miasta, książki, czegóż chcieć więcej?

  1. Czy książki Moersa trzeba czytać w jakiejś konkretnej kolejności? Czy to wszystko jedno uniwersum? Pytam, bo zakupiłam po okazyjnej ceni (15 zł!) nowiusieńkiego „Jasioła i Mgłosię” i nie wiem, czy dobrze zaczynać przygodę z autorem od tego tytułu?

    1. Nie :) Nie dlatego, że to któraśtam część, ale moim zdaniem jest po prostu… Mało zachęcająca. Osobiście polecam zacząć od „Miasta śniących…”, albo od „Rumo”. :)

      1. Akurat „Jasioł i Mgłosia” to ta jedna, której nie czytałam, niemniej wszystkie te książki – prócz „Miasta” i „Labiryntu” – to samostojki, można zacząć od której bądź :)

      2. Dzięki za podpowiedź :) A właśnie na TK w Katowicach, gdzie je kupowałam, mieli „Rumo” i to, i gdy pytałam Pana z Dolnośląskiego od czego lepiej zacząć to mi poradził „Jasioła i Mgłosię” :P Ilu ludzi, tyle opinii, i co ja teraz, biedna, mam zrobić? :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s