Hen. Na północy Norwegii.

„Chyba wrócę do domu i poczytam, mam dobrą książkę”, zapowiedziałam koleżankom zapytana o plany na wieczór. Unisono zapytały, jaką. Otóż północną. Jeszcze dalej niż północ. „Hen” Ilony Wiśniewskiej.

Ilona Wiśniewska najpierw zamieszkała na Spitsbergenie (i napisała „Białe”), a potem przeniosła się na południe. Z tym, że jej południe w przypadku Spitsbergenu to dla nas, bezpiecznie ulokowanych w środkowej Europie, wciąż daleka północ. A dokładniej, Finnmark, największy okręg administracyjny Norwegii, położony w północno-wschodniej części kraju. Finnmark położony hen, co oznacza jednocześnie blisko i bardzo daleko.

Północ wcale nie taka idealna. Ba, czasem wręcz przykra. Oczywiście, że trudna do życia, a to z uwagi na warunki pogodowo-przyrodowe: życie w tamtych okolicach przynosi nie tylko śniegi i zimno, ale także wieczny dzień i wieczną noc, które solidnie potrafią namieszać w głowie i w duszy. Trudności mnożą się także w tematach społecznych i tożsamościowych (relacje na linii Północ-Południe nie należą do idealnych), ekonomiczno-gospodarczych (połów dorsza wygląda nieco inaczej niż 40 lat temu i nie wszystkim to pasuje) czy ekologicznych (masowa hodowla łososi sprawia, że dzikie ryby z tego gatunku to prawdziwy rarytas).

To jest instalacja artystyczna, bez paniki. Fot. Ilona Wiśniewska.

W swoim reportażu Wiśniewska dotyka wielu tematów północnych, kreśląc hen-historię sprzed setek lat, z czasów wojennej pożogi, z dni odbudowy, z dogorywającej boleśnie współczesności. Jej bohaterami są między innymi rdzenni Saamowie, traktowani przez Norwegów w najlepszym razie po macoszemu, w najgorszym – i najbardziej realnym – przemieleni przez norwegizację zaczęli się wstydzić własnej kultury i języka, i dopiero od niedawna uczą się czuć dumę z bycia Saamem i otwarcie pokazywać się światu. Co nie oznacza, że Południe to akceptuje i szanuje na całej linii.

Wśród wszystkich hen-opowieści najbardziej chyba podobała mi się opowieści o joik. Joikuje się kogoś lub coś, nie o kimś czy o czymś, bez słów i instrumentów intonując śpiew, w którym drzemią stare szamańskie rytuały. Pradawna muzyka wydobywa się bardziej z okolic serca niż gardła, jak opowiada jedna z hen-bohaterek, joikuje się zaś krajobraz, zwierzę albo stan ducha – ale nie światło – i przynosi to wielką radość wykonującemu i zaszczyt temu, kto jest joikowany. Był jednak taki czas, kiedy saamski joik został zakazany, jako że chrześcijanka propaganda widziała w nim przejaw czarnej magii i grzechu. Gdy Mari Boine, słynna norwesko-saamska pieśniarka, zaczęła wykorzystywać joik w swoich utworach, wielu nie tylko nie rozumiało, ale i potępiało jej inspiracje. Łącznie z rodzicami samej Mari.

Ilona Wiśniewska prowadzi nas przez wiele miejsc, jak doświadczony przez II wojnę światową Kjøllefjord, Vardø, za którym jest już tylko Rosja, czy płócienna instalacja na przylądku Steilneset, upamiętniająca spalone w XVII wieku czarownice. Choć po opisach tych zawieruch dziejowych czy pogodowych można odnieść wrażenie, że same przykrości czekają nas w Finnmarku, to jednak nie o to chodzi. Hen-reportaż pełen jest surowego piękna, i choć może odziera Norwegię z wyidealizowanych stereotypów, to jednak fascynuje i nie pozwala zapomnieć. I skłania do tego, żeby zacząć sprawdzać bilety lotnicze w kierunku północnym.

W ramach klamry zamykającej: w tejże samej rozmowie, która otwiera niniejszy wpis, stwierdziłyśmy zgodnie, że jeśli idzie o reportaże wydawnictwa Czarne, to można kupować je w czarno. To jest, w ciemno.

PS. Nikt inny, tylko niezawodna Wiol pożycza takie książki. Dziękuję.

3 thoughts on “Hen. Na północy Norwegii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s