Imperium miłości na piasku zbudowane

Miłościwa opowieść na tle burzliwych czasów dawnych? Tak, proszę. Niektóre czasy hołubię bardziej niż inne, ale zasadniczo chętnie czytuję powieści historyczne. Więc kiedy pojawiła się w zapowiedziach nowość rosyjsko-turecka (on rodem z Krymu, ona z Kisłowodzka), doszłam do wniosku, że spróbować należy. Zwłaszcza, że to historia bardzo prawdziwa, jako że Nermin Bezmen opisuje historię swojego dziadka, zagłębiając się w przeszłość swojej rodziny.

Pierwsza część tego zgłębiania dni minionych, noszącego ogólny tytuł „Imperium miłości”, zaczyna się w 1916 roku w Piotrogrodzie. Oto podczas wystawnego balu debiutująca w towarzystwie Aleksandra Wierżeńska, zwana Szurą, poznaje porucznika armii carskiej Kurta Seyita Eminowa i zakochuje się w nim bez pamięci. Młodzieniec, rzecz jasna, uczucie odwzajemnia, niemniej na przeszkodzie ich płomiennego romansu stoją nie tylko życzenia rodzin zakochanych, ale i nadciągająca rewolucja. Rewolucja i wielka wojna światowa, niszcząca cały bezpieczny i poukładany świat wszystkich bohaterów.

Tak naprawdę, to miłości w pierwszym tomie „Imperium miłości” nie jest tak dużo, jako że Bezmen opowiada przede wszystkim o samym Kurcie – jego dzieciństwie w Ałuszcie, pierwszych dniach w szkole wojskowej, potyczkach i miłostkach. Początki romansu z Szurą, bardzo… harlekinowe, to zaledwie dwa rozdziały, plus kilka listów tu i ówdzie. Wszystko na tle ostatnich dni caratu, opisanych niestety bardzo szkolnie (i na dobrą sprawę, cała fabuła pierwszego tomu jest streszczona na okładce).

Jak już się zapewne domyślacie, zapowiadało się dobrze, ale dobrze nie wyszło. O nagrodę za powodowanie największej irytacji w „Imperium” starają się: toporność języka i schematyczne postaci. Choć jednak prym wiedzie to drugie. Oto Kurt, który jest najlepszym i ukochanym synem, znakomitym żołnierzem, wspaniałym przyjacielem, jeszcze wspanialszym kochankiem, a do tego jeszcze taki przystojny i wykształcony. Szura natomiast, niewinne dziewczę, jest piękna, czysta i niewinna, a w jej niewinnej duszy nawet nie powstałaby myśl o uwodzicielskim zachowaniu. Błękitne oczęta, ocienione przez długie rzęsy, blond włosy opadające kaskadą na plecy (lub wytwornie upięte w kok) i kształtny, zadarty nos dopełniają całokształtu.

To nie jest tak, że neguję takie konstrukcje idealnych postaci całkowicie, wręcz przeciwnie – raczej chodzi o to, że bohaterowie Bezmen  są po prostu niewiarygodni. Składam to na karb faktu, że Autorka pisze o swoim dziadku i jego ukochanej, więc domyślam się, że trudno by było pisać o nich źle. Ale gdyby jedno albo drugie miało choćby jedną skazę w swym wizerunku, może potrafiłabym ich polubić i im współczuć.

Językowi, jako się rzekło, przydałoby się nieco subtelności. W miarę upływu stron było nieco lepiej (albo ja się po prostu przyzwyczaiłam), ale pierwsze sceny spotkania Kurta i Szury… ciężko mi nawet wybrać cytat celem zobrazowania, całe strony można by przepisać. Nie przeczę, że to może też być tak, że ja już tyle podobnych książek czytałam i po prostu „Imperium” nie robi na mnie wrażenia (czy raczej robi, ale odmienne od zamierzonego). A szkoda, bo potencjał na historię jest – gdyby go nieco inaczej opisać? Niemniej, w takiej formie mnie po prostu ta historia nie odpowiada.

PS. A tak poza tym – a może przede wszystkim – na podstawie powieści Bezmen powstał „Kurt Seyit i Szura”, serial tureckiej produkcji, emitowany w Polsce w zeszłym roku (zwiastun tuże). W wersji serialowej Kurt, rodowity Tatar, jest błękitnookim przystojniakiem.
PPS. Egzemplarz recenzencki trafił do mnie dzięki Przezacnej Pani Redaktor z wydawnictwa Marginesy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s