Dzieła zebrane #16

Czasem jestem sama z siebie dumna – inauguracja #DziełZebranych była świetnym pomysłem, bo naprawdę w przypadku niektórych książek trudno zebrać myśli na tyle, by poprowadzić oryginalny wywód. Niekiedy po prostu nie ma zbyt wiele do dodania, bo to po prostu kolejny tom jakiegoś cyklu albo wszyscy już tyle mądrych rzeczy napisali, że właściwie nie czuję się na siłach, by dopisać jakąś błyskotliwą myśl do istniejącego zbioru. Egzemplifikacje tychże dwóch tendencji – proszę uprzejmie zerknąć niżej.

„Historia zaginionej dziewczynki” Elena Ferrante

O Ferrante nie ma się co rozpisywać, wiele atramentu przelano na jej temat, odkąd jej powieści rodem z Neapolu zachwyciły świat cały (nie, żebyśmy znali prawdziwą tożsamość autorki, ale mniejsza o to). Historia Eleny (bohaterki, nie pisarki), jej przyjaciółki Liny oraz całej dzielnicy zaczyna się od „Genialnej przyjaciółki”, a kończy właśnie na tejże „Historii zaginionej dziewczynki”. Mam w tej kwestii dwa komentarze. Primo, niebywała jest obrazowość narracji Ferrante. Jakbym się zanurzyła w codzienne życie dzielnicy, jakbym widziała te ciasne uliczki, pranie wiszące nad przejściem, bar-cukiernię Solarów, wędliniarnię i bibliotekę, ba! jakbym czuła duszący zapach tego wszystkiego. Secundo, równie niebywałe jest to – tu odwołam się do bardzo trafnego spostrzeżenia mojej koleżanki zwanej Siewiorem – że nie cierpię równo wszystkich bohaterów, a i tak nie mogłam się oderwać. I przyznaję, że czytałam niecierpliwie, byleby skończyć i mieć za sobą. Więc skończyłam całokształt. I dalej nie cierpię wszystkich postaci. Ale napisane jest to wyśmienicie.

„Historia pszczół” Maja Lunde

Nagrody były rozdawane, krytycy i blogerzy zachwyt wyrażali (zerknijcie choćby na świetny tekst Tanayah), narody klękały – nic dziwnego, że oczekiwałam czegoś wyjątkowego. Długo mi zajęło nadrobienie zaległości (cała moja familia przeczytała powieść Lunde przede mną, to się rzadko zdarza!), ale oto nadrobiłam… i nie zachwycam się. Owszem, rozplanowanie historii na trzy poziomy czasowe (Anglia roku 1852, Stany w 2007 i Chiny czasu przyszłości, to jest 2098) wyszło świetnie, zestawienie trzech porywających głównych postaci również. Ale nie w tym rzecz, gdyż moja niechęć ma podłoże w czymś zupełnie innym: otóż nie lubię żadnych opowieści, które zmierzają ku ewidentnej katastrofie. W to wpasowują się wszystkie możliwe filmy katastroficzne (może wyjąwszy „Pojutrze”, ale już stanowczo odmówiłam pójścia do kina na „2012”) i inne narracje, które zakładają w miarę możliwą ziemską zagładę, a już zwłaszcza taką, którą sprowadziliśmy sami na siebie (fikcyjnym kosmitom takie rzeczy jak eksterminacja planety jestem bardziej skłonna wybaczyć). A „Historia pszczół” ewidentnie pokazuje, jak przez własne działania ludzkość spowodowała wymarcie pszczół… i w efekcie upadek wszystkiego, co uważaliśmy za cywilizowane. Uznaję zatem oryginalność konceptu, ale nie mogę powiedzieć, że mi się podobało.

PS. Mamie-Malicie dziękując za pożyczenie obydwu książek!

6 thoughts on “Dzieła zebrane #16

  1. „Historia pszczół” siedzi mi w pamięci, ale jako tytuł – nie czytałam i pewnie przez jakiś czas nie sięgnę. Teza z pszczołami trafna, jak najbardziej, stade sama ich nie zabijam i nikomu w moim towarzystwie nie pozwalam, ale fabuła powieści, hm, no nie wiem, czy do mnie trafi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s