Któż pamięta Ludzi z Ziemi Ognistej?

raspailJedną z co zacniejszych zalet poznawania nowych ludzi jest to, że można się wymieniać tytułami wartych czytania książek. Nie wdając się w zbyt rozległe opowieści, wracaliśmy z wyjazdu w bardzo magiczne miejsce i dyskutowaliśmy kilkuosobową ekipą o wszystkim, co ważne – w tym o literaturze. Ja, rzecz jasna, skrupulatnie notowałam kolejne godne uwagi pozycje, a po powrocie z radością odkryłam, że Jagiellonka trzyma poziom i posiada w swych przepastnych zbiorach tak niepozorną i mało znaną pozycję, jak „Któż pamięta Ludzi z Ziemi Ognistej?” Jean Raspaila, książeczkę napisaną w połowie lat 80-tych.

Właśnie, któż? Słyszeliście kiedyś o Kaweskarach? Przypuszczam, że wątpię. Na wpół wymarłe plemię, zwane również Alakaufami i Peszerejami, zwykło opływać swymi topornymi łodziami Ziemię Ognistą, polując na foki i smarując się ich tłuszczem, by uchronić się od zimna. Ich jedynym domem były łodzie i namioty, rozstawiane tu i ówdzie. Gdy nadchodzili obcy, Kaweskarowie nie podejmowali walki, tylko nawoływali się krótkim Arka! W drogę! i wyruszali, byle dalej od niebezpieczeństwa, które im grozi, a które w końcu zepchnie ich na krańce świata. Niewiele potrzebowali: ot, pełen żołądek i ciepło dookoła. Nawet wtedy jednak nie mogli tego nazwać stanem szczęśliwym, bo w swoim języku Kaweskarowie nie posiadali określenia ani na szczęście, ani na Boga – jest tylko Ayayema, podstępny duch zła, czyhający na wszystko, co żywe –  siebie zaś określali po prostu „ludźmi”.

https://i2.wp.com/www.limbos.org/sur/alak/alak16.jpg
Kobiety Kaweskarów w tradycyjnej łodzi, rok 1907

To wizja powieściowa i jako taka ma swoje ograniczenia; ma też swoją siłę rażenia. Raspail kreśli ni to nostalgiczną, ni to pełną pobłażania historię zapomnianego, prymitywnego ludu, którego największą innowację przez pięć tysięcy lat stanowiło przejście z łodzi budowanych z kilku kawałków drewna na te wykonane z jednego, ale dużego i mniej przepuszczającego wodę. Jeden powieściowy zabieg zasługuje tu na szczególne podkreślenie: każdy prawie mężczyzna, przedstawiony w danym rozdziale, zwie się Lafko, syn Tawa, syna Lafka. Lafko, czyli „dzień”. Dobre imię, odstraszające Ayayemę. I tak wszyscy bohaterowie na przestrzeni powieści zdają się zlewać w jedną postać, żyjącą przez pięć tysięcy lat i bezpowrotnie zmierzającą ku zagładzie.

Choć głosy krytyków były podzielone – niektórzy uważali, że Raspail popełnił błąd, przedstawiając Kaweskarów jako lud wymarły, wszak ich potomkowie wciąż żyją – mnie przede wszystkim uderzyło, jak przykra jest ta książka. Raz jeszcze światli a cywilizowani Europejczycy w konfrontacji z nieznanym dotąd plemieniem prezentują postawę w stylu „ech, te brudne, brzydkie dzikusy, nawet jak się ich umyje i nawróci, to nic z tego nie będzie”. Prym wśród nich wiedzie Charles Darwin, który po kontakcie z Kaweskarami u wybrzeży Ziemi Ognistej nie szczędził ostrych słów: „najnędzniejsze i najbardziej upośledzone istoty, jakie kiedykolwiek oglądałem” (więcej soczystych epitetów: tuże). Niezrozumienie jednych przez drugich przynosi same nieszczęścia. Mniejsza o momentami dość protekcjonalny stosunek autora do swoich (powieściowych, przypominam) bohaterów. Całość tchnie smutkiem i beznadzieją, od samego zarania powieści – i dziejów Kaweskarów – zmierzając ku niechybnemu końcowi.

Bo któż pamięta ludzi z Ziemi Ognistej…

PS. Toporowi za opowieść o tej opowieści – dziękując!
PPS. Chilijski reżyser Patricio Guzmán w jednym ze swoich dokumentów, zatytułowanym , opowiada o Ziemi Ognistej i oddaje też głos Kaweskarom – posłuchajcie.

5 thoughts on “Któż pamięta Ludzi z Ziemi Ognistej?

  1. „Perłowy guzik” Guzmana jest fantastyczny! Gorąco polecam, sama oglądałam go już kilka razy. Na całe szczęście w Polsce można było go oglądać w kinach na rozmaitych przeglądach filmów dokumentalnych. Książkę dopisuję do listy, bo o terytorium obecnego Chile mogę czytać bez końca. No i planuję pojechać do Ziemi Ognistej.

      1. Mnie zauroczył Hernán Rivera Letelier i jego „Sztuka wskrzeszania”. Dla kontrastu akcja dzieje się prawie na drugim końcu Chile, na pustyni Atakama. Ma on jednak specyficzne poczucie humoru, absurdalne i pełno w jego powieści sarkazmu, więc nie wiem czy do końca będzie Ci to odpowiadało.

        A z tegorocznych premier „Ciemność” Hectora Tobara. To, co prawda jest reportaż, ale autor porządnie się przygotował i (zwłaszcza w prologu) świetnie nawiązał do historii, budowy geologicznej i specyfiki gospodarki Chile.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s