Ludzie, którzy jedzą ciemność – o dziewczynie, która zaginęła w Tokio

Jak zdarzyło mi się nieraz wspomnieć (ostatnio przy okazji dyskusji o „Małym życiu”, zerknijcie na komentarze pod wpisem!), rzadko czytam reportaże. Jeśli już, to są to opowieści w jakiś sposób ugruntowane  – jak w przypadku książki Aleksandry Gumowskiej o seksie, betelu i czarach na Trobriandach. Niemniej, istnieje jeden wyjątek w moim czytaniu reportaży: jeśli jest to reportaż o Japonii, biorę w ciemno. W tenże sposób dawno, dawno temu zaopatrzyłam się na jednej z wyprzedaży Znakowych w „Ludzi, którzy jedzą ciemność” Richarda Lloyda Parry’ego.

Właściwie, zawartość przynosi dość odmienną treść niż obiecane na okładce hasło „Tokio – miasto mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet”. Można się spodziewać mrocznych sekretów, wstrząsającej przemocy, sex drugs and rock’n’roll – i wszystkiego po troszku tam znajdziemy. Ale przede wszystkim reportaż Parry’ego to opowieść o jednej, ślicznej dziewczynie, która zaginęła 1 lipca 2000 roku.

Lucie Blackman, która wraz z przyjaciółką Louise pojechała do Tokio odkuć się finansowo, pracowała jako hostessa w klubie Casablanca. Tym jednym prostym zdaniem wkraczamy w cały świat mizu shōbai, „wodnego świata” nocnego życia w Japonii. Być hostessą oznacza być damą do towarzystwa w klubie, czymś na kształt bardziej zaangażowanej kelnerki, która dba o to, by klient dobrze się bawił, wypił to i owo, był ukontentowany konwersacją i kompanią ładnej dziewczyny. Ale, jak zauważa Parry, gdyby praca hostessy kończyła się tylko na siedzeniu w klubie, Lucie Blackman być może by jeszcze żyła. Wyjście na niezobowiązujący obiad z klientem, wymagany przez właściciela klubu, skończyło się tragicznie. I pozwólcie, że w tym miejscu zakończę wprowadzenie, bo siłą tej książki jest właśnie stopniowe odkrywanie wstrząsającej historii Lucie i innych zaangażowanych osób.

Roppongi by night

Richard Lloyd Parry, brytyjski korespondent piszący dla The Independent czy The Times, mieszkał w Tokio w 2000 roku i później, a ciągnąca się przez całe lata sprawa Lucie bardzo go zaintrygowała. Zaczął drążyć temat, a efekt widać oto na załączonym obrazku.  Jego „Ludzi…” czyta się bardziej jak powieść sensacyjną, jako że Parry prowadzi czytelnika w miarę rozwoju historii niczym przez fikcyjną konstrukcję. Zastanawia się, co mogło zdarzyć się Lucie i osadza jej losy w szerokim japońskim kontekście, by wreszcie dojść do wielkiego finału. Oczywiście, rzecz jest starannie opracowana, oparta na solidnym researchu i rozlicznych wywiadach z zaangażowanymi w sprawę osobami – w tym bliskimi samej Lucy.

Parry porusza w swoim reportażu bardzo wiele wątków: nie tylko drobiazgowo analizuje świat nocnych klubów w tokijskiej dzielnicy Roppongi, pieczołowicie odtwarza losy Lucie przed i po jej przyjeździe do Japonii, ale porusza także inne, trudne i ważne tematy. Pisze o różnych sposobach przerywania żałoby, kreśląc bardzo intymny portret rodziców Lucie (skądinąd solidnie pokłóconych), zagłębia się w przebieg japońskich procesów sądowych oraz wyjaśnia sytuację zainichi, czyli Koreańczyków mieszkających w Japonii.

Całość robi ogromne wrażenie – nie tylko dzięki znakomitemu przygotowaniu autora i jego solidnej pracy, ale także, a może przede wszystkim, naprawdę poruszającej opowieści o młodej dziewczynie, której nie dane było dożyć dwudziestych drugich urodzin. I o mrocznej tajemnicy, o nieprzemijającym cieniu, który ta opowieść położyła na życiu wielu innych.

PS. Jakbyście mieli ochotę, Richarda Lloyda Parry’ego można śledzić na Twitterze!

3 thoughts on “Ludzie, którzy jedzą ciemność – o dziewczynie, która zaginęła w Tokio

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s