Dzieła zebrane #15

Ostatnio naprawdę zebrało się trochę książek do opisania – w tym roku chyba padnie rekord ilościowy, choć bez paniki, jak wiemy, nie o ilość idzie, ale o jakość. Niemniej, tygodniowe leniwe wakacje sponsorowane przez hasło „leżę i czytam” (mój ulubiony typ wakacji, nie wstydzę się przyznać) pozwoliły na nadrobienie kilku książkowych zaległości. Nadrabiam zatem i spisywanie wrażeń w formie tradycyjnych #dziełzebranych. Trzy książki oto.

„Uprawa roślin południowych metodą Miczurina” Weronika Murek

Dawno dawno temu przeczytałam recenzję Ekrudy i poczułam się oczarowana: nawet sam tytuł, ba, okładka! mają coś w sobie, to nieuchwytne coś, za czym tak bardzo chcemy podążać. Przy bliższej chwili obecnej okazji (przecenie na ebooki, żeby być szczerym do ostatka) upolowałam. Przeczytałam. I wcale nie jestem oczarowana.
Ja właściwie lubię książki nietuzinkowe i niepokojące, ale poziom cudaczności u Weroniki Murek zdecydowanie przekracza mój poziom percepcji. Otwierające opowiadanie, w którym zmarła dziewczyna wciąż uparcie nie chce wyprawić się do zaświatów, to tylko prolog do kolejnych oniryczno-dziwacznych opowieści. Ciężko mi nawet wyjaśnić, co mi się w tym wszystkim nie podobało. Może inaczej: jest takie ładne, acz dosadne powiedzenie „nie mój cyrk, nie moje małpy”. Dosadnie zatem: bardzo nie mój cyrk. Bardzo nie moje małpy.

„Opowiem ci pewną historię” Annie Barrows

A tu już raczej historycznie i twardo na ziemi. Otóż są lata 30-te XX wieku, kryzys w Stanach daje się we znaki wielu osobom, bezrobocie, prohibicja… niemniej, Layla Beck martwi się czym innym. Otóż sprzeciwiła się ojcu („nie wyjdę za niego i już”) i szanowny tata pozbawił Laylę środków do życia. Dziewczyna dzięki ojcowskim znajomościom znajduje pracę – ma napisać książkę o historii Macedonii, niewielkiego miasteczka w Wirginii. Jedzie na miejsce, wynajmuje pokój u rodziny Romeynów i zagłębia się w dzieje Macedonii… oraz  przeszłość swoich gospodarzy.
Barrows kreśli historię z perspektywy kilku bohaterów – właściwie, bohaterek, bo prócz Layli mam też dwunastoletnią Willę Romeyn i jej ciotkę Jottie – pokazując obecne i dawne rozterki, tajemnice, niespełnione miłości i wielkie awantury. Nie jest to rzecz, którą czytałam z wypiekami na twarzy, na początku byłam wręcz niechętna całej tej opowieści i lektura szła mi opornie. Z czasem jednak (zwłaszcza, gdy nabierze się sympatii do którejś z postaci, jak ja do Jottie), czyta się coraz lepiej, a pod koniec naprawdę się wciągnęłam.
[tl;dr] Jest przyzwoicie.

„Włosi” John Hooper

Pierwotnie planowaliśmy z Królem Małżonkiem podarować tę książkę znajomym z okazji ślubu, ale zaczęliśmy podczytywać i w końcu sprezentowaliśmy inną (też w podróżniczym klimacie, niech mają inspirację). Tymczasem – John Hooper od piętnastu lat mieszka we Włoszech i naprawdę zna się na rzeczy, nie mówiąc już o tym, że z klasycznej pozycji outsidera widzi więcej i inaczej. Pisze rzetelnie a dowcipnie, zaczynając od solidnego wprowadzenia historycznego (dlaczego Włochy wcale nie są zjednoczone?) i wiodąc czytelnika przez wszystkie aspekty życia współczesnej Italii: będą tu nie tylko oczywiste wątki mafijne i opowieść o la famiglia (zwłaszcza la mamma!), ale także rzut oka na rolę  Kościoła, umiłowanie do piłki nożnej, kontrowersyjnych polityków i włoską prasę. Naprawdę świetne, dogłębne i niekiedy ironiczne ujęcie tematu – dla italianolubów i po prostu ciekawych świata.
Z cyklu „randomowe ciekawostki”: pierwsza rzecz, jaką zrobiłam po przeczytaniu tej książki, to spaghetti. Miejcie to na uwadze!

PS. Za powieść Barrows dziękuję wydawnictwu Świat Książki.
PPS. A następnym razem znów Was zabiorę do Afryki!

8 thoughts on “Dzieła zebrane #15

  1. Po przeczytaniu, o czym jest powieść Annie Barrows wydaje mi się, że to całkiem przyjemna lektura na któryś z nadchodzących jesiennych wieczorów — wrzucam sobie na GR do listy, a nuż gdzieś na nią wpadnę :-). I to pomimo tego, że piszesz o brnięciu: bo ja mam słabość do takich historii — przypadkowa praca, małe miasteczko i jego tajemnice, historia miejsca przeplatająca się z osobistą historią… Jakby jeszcze były jakieś duchy, to w ogóle cudnie ;-).

    1. Powiedzmy, że są metaforyczne duchy przeszłości :) ale faktycznie, pod kątem jesiennych wieczorów to może być bardzo słuszny wybór – daj znać, czy wpadłaś i czy się spodobało :)

  2. Do Weroniki Murek (piszę nazwisko, bo tytuł za długi) zniechęciłaś mnie kompletnie, za to do książki o Włochach zachęciłaś – i to jak! Jako miłośniczka tego kraju czuję się zobowiązana do przeczytania! :)

  3. Hej! Miałam bardzo podobne wrażenia po lekturze Murek. Nie pojmuję tych zachwytów… Jedyne, co mi sie odrobinkę podobało, to polszczyzna, którą autorka nad wyraz umiejętnie się posługuje. Ale treść wcale a wcalne do mnie nie trafiła.
    Jesli częściej czytasz o Włoszech, to może zainteresuje Cię nasz nowy blog:
    http://wlochywliteraturze.blogspot.com
    Zapraszamy do wspólnego recenzowania :)

  4. Mnie też Ekruda zachęciła do pani Murek, ale myślałam, że to właśnie Tobie książka przypadnie do gustu, więc trochę się zdzwiwiłam.
    A tu mnie „Włosi” zainteresowali. CHętnie przeczytam. Może nie jestem jakimś wielkim italinolubem, ale od lat marzy mi się by zamieszkać we Włoszech. Po obecnych przerażających wydarzeniach może jednak zweryfikuję moje pragnienia :( Muszę przemyśleć, czy trzęsienie ziemi mogłoby mnie odwieść od tych zamiarów, czy jednak nie.

    1. Sama się też zdziwiłam, bo zapowiadało się na bardzo „moją“ rzecz! Ale cóż, może też moment był zły? Naprawdę trudno powiedzieć.
      A włoską książkę polecam bardzo, mam do Italii duży sentyment.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s