Ksiądz kanonik na tropie zbrodni, czyli Grantchester

Są takie filmy, które ogląda się dla aktora i/lub aktorki. To rzecz wiadoma. Okazuje się, że są również takie książki, które czyta się dla aktora, który zagrał w ekranizacji, mimo, że się ekranizacji nie widziało. Brawo ja. Niemniej, odkąd obejrzałam „Wojnę i pokój” w wydaniu BBC, James Norton uplasował się nieco wyżej w zestawieniu „aktorzy-których-lubię-bardziej-niż-innych”. Do serialu „Grantchester” zabierałam się już od dawna (wszak już dwa sezony!), ale jak się okazało, że będzie wydane polskie tłumaczenie oryginalnej powieści, postanowiłam zaczekać. I oto jest, a imię jej „Sidney Chambers. Cień śmierci” Jamesa Runcie.

Za każdym razem, kiedy tłumaczyłam komukolwiek, w czym rzecz – ksiądz kanonik rozwiązuje zagadki w prowincjonalnym miasteczku, a do tego jeździ na rowerze – wszyscy mieli natychmiastowe skojarzenia z pewnym sandomierskim serialem, którego, przyznaję, też nie widziałam (przyznajmy roboczo, że w serialach to mam raczej tyły). Ergo bez żadnych dodatkowych prerekwizytów z lubością zasiadłam do lektury.

Sidney Chambers, młody a poczciwy duszą ksiądz, zostaje proboszczem w Grantchester nieopodal Cambridge. Najchętniej skupiłby się tylko na posłudze duszpasterskiej (oraz prowadzeniu seminariów w Corpus Christi), ale rzeczywistość wymaga od niego również aktywności detektywistycznej. A skoro pierwsza, niejako wybłagana interwencja się udała, to potem idzie z górki. Sidney delikatnie prowadzi swoje śledztwa zarówno wśród parafian, jak i różnych znajomych z londyńskiej socjety. Wszystko dzieje się u progu lat 50-tych, kiedy to w konwersacjach wciąż brzmią echa wojny, ale nocny Londyn tętni jazzem i rozmaitymi skandalami.

https://i1.wp.com/www.radiotimes.com/uploads/images/original/101295.JPG
Profanum i sacrum, czyli inspektor i kanonik na tropie.

Ksiądz kanonik Chambers to jedna z tych sympatycznych – choć czasem trochę nieogarniętych – postaci, które łatwo polubić. Wiecie, rower, pies, kufelek piwa (mimo, że teoretycznie duchowni lubią sherry i z reguły tym są częstowani), a do tego te jego rozterki na linii damsko-męskiej (pisanie o duchownym anglikańskim ma tę zaletę, że można wprowadzić wątek miłościwy bez żadnych kontrowersji). Akurat dama, z którą Sidney chętnie by się ożenił, przebojowa Amanda, niespecjalnie budziła moją sympatię, ale cóż, zobaczymy, co z tego będzie. Natychmiastową sympatię natomiast budzi przyjaciel naszego proboszczo-detektywa, inspektor Keating, z którym Sidney dzieli zamiłowanie do tryktraka i piwa.

Nie są to najbardziej wyrafinowane intrygi świata, ale ja nigdy nie byłam zanadto lotna w odgadywaniu, kto zabił, więc i tak miałam przyjemność z rozwiązywania zagadek. Cały ten klimat lat 50-tych dobrze się prezentuje, zarówno sielska prowincja, jak i „powojenny krajobraz wypełniony przemysłem, obietnicami i betonem”. A z zupełnie innej strony, cieszy mnie, gdy w książce pojawiają się różne nawiązania do rzeczy, które lubię. Nie brzmi to może jakoś bardzo inteligentnie, ale pozwólcie na przykładzie: jak wiadomo, lubuję się w Anglii czasach Tudorów, czytam powieści i opracowania popularnonaukowe – a tu Sidney wpada na trop zaginionego portretu Anny Boleyn pędzla samego mistrza Holbeina. Na podobnej zasadzie odnajdywałam też w powieści znajome fragmenty muzyczne – ot, gdy w pewnym momencie ktoś intonuje znaną mi pieśń gospel (sześć lat w chórze robi swoje!) albo gdy podczas grudniowego nabożeństwa pojawia się moja ulubiona angielska kolęda. Całość tworzy miłe, niezbyt angażujące czytadło (kategoria dopociągowa pasuje tu jak ulał!) i chętnie zajrzę jeszcze do Grantchester. Również serialowo!

PS. A powieść z Bardzo Ładną Okładką trafiła do mnie dzięki Pani Redaktor z Wydawnictwa Marginesy – ogromnie dziękuję!

4 thoughts on “Ksiądz kanonik na tropie zbrodni, czyli Grantchester

  1. Miałam proponowane, ale jakoś mnie nie ciągnie. Nie wiem, czy to dlatego, że z reguły nie czytam dużo kryminałów, czy jest jakiś inny powód. Ale może się przełamię :)

  2. Przeczytałam Twoją recenzję i poleciałam obejrzeć pierwszy odcinek :D No i podoba mi się, nie dziwię się, że dla Jamesa Nortona postanowiłaś przeczytać książkę ;) Sama chętnie bym to zrobiła.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s