Pożegnanie z Afryką

Pozostając w temacie okołopodróżniczym – w końcu wakacje jeszcze się nie skończyły, choć widać kres moich wojaży – co powiecie na wyprawę do Afryki? Ale taką… klasyczną?

„Pożegnanie z Afryką” Karen Blixen to jeden z tych klasyków, który gdzieś tam zawsze odkładałam na później. Postanowiłam wreszcie nadrobić, między innymi dlatego, że czeka mnie bardzo zacna książka w tym klimacie, a dobrze jednak znać punkt wyjścia. W międzyczasie zorientowałam się, że jedna z moich ulubionych bibliotek ma naprawdę obfity zbiór audiobooków, ergo słuchana wersja dzieła Blixen wylądowała w moim odtwarzaczu błyskawicznie. W rezultacie, gdy przechadzałam się ulicami Warszawy i szutrowymi drogami Mazur, tak naprawdę spacerowałam po farmie z widokiem na góry Ngong.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/f/f2/Ngong'_Hills,_Nairobi,_Kenya.jpg
Góry Ngong

Baronowa Blixen – znana także pod pseudonimem Isak Dinesen – w swojej najsłynniejszej książce uchwyciła ostatnie chwile Brytyjskiego Imperium w kenijskiej, kolonialnej odsłonie. Jej farma Ngong mieściła się w Brytyjskiej Afryce Wschodniej, protektoracie, który pokrywa się właściwie z dzisiejszą Kenią. Plantacje kawy, hodowla bydła, wypatrywanie pory deszczowej i plagi szarańczy – te sprawy przez siedemnaście lat stanowiły codzienność Karen Blixen, jej pracowników i przyjaciół. Kikujuscy squaterzy, muzułmańscy Somalijczycy, dumni Masajowie, rozmaici pracownicy farmy, a do tego cała panorama ówczesnych lokalnych osobistości zapełniają karty opowieści Blixen. Baronowa znana była wśród kolonistów z przyjaznego i pełnego szacunku stosunku do tubylców; wielu ze swoich pracowników uważała za przyjaciół i wiernie opisała zwyczaje lokalne zwyczaje, jak choćby kikujuską ngomę, coś na kształt tanecznego rytuału w rytm bębnów.

https://media-cdn.tripadvisor.com/media/photo-s/01/ca/28/79/provided-by-museums-of.jpg
Farma Karen Blixen – dziś muzeum poświęcone autorce i książce.

„Pożegnanie z Afryką” to coś na kształt pamiętniko-wspomnień (pięknie opisuje to angielskie słowo memoir), i przemyca nie tylko atmosferę lat minionych, ale też poetycki namysł nad życiem i sporą dawkę autorefleksji. Dużo tu wtrętów mocno metaforycznych: jak choćby wtedy, gdy przy ostatecznym wyjeździe, już po sprzedaży farmy, Karen wraz z przyjaciółką dokonuje czegoś na kształt niemej inwentaryzacji, „wpisując” wszystkie woły, konie i inne zwierzęta do księgi zażaleń, którą później przedstawia się Losowi. Im bliżej tytułowego pożegnania, tym więcej nostalgii – rzecz absolutnie zrozumiała, jako że „Pożegnanie” ukazało się w 1937 roku, trzy lata po powrocie Blixen do Europy.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/6/6b/OutOfAfrica.jpg
Pierwsza edycja angielskiego wydania – ogromnie podoba mi się ta okładka!

Muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś więcej. Owszem, można odczuć wspomnianą atmosferę, kulturoznawczo to interesująca rzecz, ale… czegoś mi brakło. W przypadku audiobooków ogromną rolą pełni jednak głos czytująca – i mam wrażenie, że „Pożegnanie” podobałoby mi się bardziej, gdyby nie lektorka Karolina Nolbrzak. Już mniejsza o znudzony ton, ale jej niepoprawne akcentowanie doprowadzało mnie do pasji. Otóż w języku polskim niektóre formy czasowników – konkretnie, forma przeszła liczby mnogiej – posiadają wyjątkowo akcent na trzecią sylabę od końca. Czyli „wybraliśmy się”, a nie „wybraliśmy się”. Wybaczcie czepialstwo, ale jestem na tym punkcie dość mocno wyczulona.

Czy moja raczej mało entuzjastyczna opinia na temat „Pożegnania” to efekt wyłącznie irytowania głosem czytającym – tego nie jestem pewna, niemniej dużo wody upłynie, zanim sięgnę po papierową wersję. Prędzej już zdecyduję się, w ramach zgłębienia ogólnego tematu, na ekranizację z Meryl Streep i Robertem Redfordem. Film ma ten zasadniczy plus, że wszystkie cudowne widoki opisane w książce po prostu widać – choć już po zwiastunie wiadomo, że reżyser postawił na bardziej miłościwą historię niż opowieść o Afryce.

8 thoughts on “Pożegnanie z Afryką

  1. Uwielbiam film, do książki jeszcze nie dotarłam, ale być może dotrę w lutym ” na miejsce zbrodni” czyli do Kenii. Ciekawe czy będzie tak pięknie jak w filmie

  2. Faktycznie wersja papierowa nie umywa się do filmu – pięknie przeniesiono tę surową, literacką wersję i sprawiono, że zyskała duszę. <3 Jeśli masz ochotę na te klimaty, na Karen i Denysa jeszcze, to koniecznie sięgnij po "Okrążyć słońce" – MIODZIO! A do tego poznasz jeszcze Beryl Markham. :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s