A światłość wiekuista… czyli trylogia husycka vol. 3

https://i0.wp.com/fonopolis.pl/userdata/gfx/fa0887ea6867da15a0b95c49c79affd4.jpgJuż się dwa razy spowiadałam z audiobookowego odświeżania trylogii husyckiej Andrzeja Sapkowskiego (ergo był „Narrenturm” i byli „Boży bojownicy”), spowiadam się i po raz trzeci. Bo skończyłam. Z analogowej lektury trzeciej części lata temu pamiętałam właściwie tylko dwa momenty, które mnie zmierziły (i pewnie dlatego tak mi zapadły w pamięć), więc właściwie poza nimi spotkanie z ostatnią częścią trylogii było jak odkrywanie terra incognito. Dobre i to.

Moje ulubione ostatnio trio – Reynevan, Szarlej i Samson – nie znajduje wytchnienia, a każda próba wyrwania się z błędnego koła wojennych kampanii i osobistych wycieczek kończy się mniej lub bardziej spektakularną porażką. Reynevan zostaje pozbawiony ostatnich złudzeń okołopolitycznych (wiadomo, co wygrywa w starciu między ideą a ordynarnymi rozgrywkami politycznymi), a wojny husyckie wkraczają w krytyczną i ostatnią – my to wiemy, oni jeszcze nie – fazę. Odnalezienie ukochanej, zemsta na bezlitosnym i potwornym wrogu oraz ostatnia próba wdrożenia życiowych ideałów w wyjątkowo nieidealną rzeczywistość, zanim ogarnie nas światłość wiekuista – oto, proszę państwa, „Lux Perpetua”.

Muszę przyznać, że fabularnie jestem nieco obrażona na rozwój akcji, ale spoilerować nie śmiem (ja wiem, że w XXI wieku trudno uniknąć spoilerów, ale come on, ja ich nie cierpię i unikam ich rozprzestrzeniania). Ujmijmy to dyplomatycznie, że losy pewnych postaci, które lubiłam wyjątkowo, nie potoczyły się tak, jak sobie tego życzyłam. Ale to tak, jakby zarzucać George’owi R.R. Martinowi, że metodycznie wybija wszystkich po kolei…

Co nie zmienia faktu, że forma wykonania słuchowiska pozostaje wybitna – aż do bólu, bo co innego czytać o łamiących się kościach i wyciu męczonych ludzi, co innego mieć to w wersji efektów specjalnie dźwiękowych. Skądinąd, „Lux Perpetua” podtrzymuje krwawość tomu poprzedniego, ba, chyba nawet ją przebija – bezlitosność dowódców obydwu stron jest naprawdę przerażająca. Niemniej, po raz trzeci (ale już ostatni, obiecuję) zachwycam się rozmachem tej produkcji, jako że reżyseria Janusza Kukuły i muzyka Adama Skorupy tworzą klimat doskonały. Dodam tylko malutką łyżkę dziegciu, mianowicie interpretacja Pomurnika alias Birkarta Grellenorta w wydaniu Tomasza Marzeckiego jest wyjątkowo ekspresywna i momentami wydawała mi się w tej ekspresji przesadzona. Ale poza tym – klękajcie narody. Nawet w błotko gościńca między Frankensteinem a Ziębicami.

Tyle husytów, na razie. A audiobookowo zapodałam sobie – dla zmiany klimatu – „Pożegnanie  Afryką” Karen Blixen. Klasykę winno się nadrabiać!

PS. Tradycyjnie – wyrywki z planu, czyli jak nagrywano „Lux Perpetua” („bo musimy mieć, jak on odlatuje!” oraz dłuższy fragment w temacie („pochylone kopie i wrzask, żeby przestraszyć wroga”)

2 thoughts on “A światłość wiekuista… czyli trylogia husycka vol. 3

  1. Ja się ostatnio napaliłam na Sapkowskiego, bo nic poza Wiedźminem nie jest mi znane. Ale jak okazało się, że trylogia kosztuje 188 zł to mocno ostudziło mój zapał. Ja sobie jeszcze trochę poczekam, może zacznę lepiej zarabiać ;) Ja wiem, że tzw. superprodukcje, jak sama nazwa wskazuje: są super i na pewno warte swojej ceny (wiem, bo kilka innych kupiłam i już nawet słuchałam), ale kurczę… :( Chociaż wiesz, odgłosy łamiących się kości i ludzkie wycie mocno do mnie przemawia i może zrewiduję moje finanse na ten miesiąc ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s