Epidemia w kosmosie, czyli porywająca Grawitacja

Nic tak nie skraca czasu podróży, jak porządna powieść sensacyjna albo kryminał – wciągasz się w zagadkę, pędzisz przez kolejne rozdziały… i nagle trzeba wysiadać (pół biedy, jak się skończyło książkę, ale gdy zostaje 30 stron…)! W każdym razie, moje pierwsze spotkanie z Tess Gerritsen wypadło nad wyraz pomyślnie – a wszystko za sprawą powieści „Gravity”.

Tess Gerritsen, amerykańska pisarka i lekarka, słynie z thrillerów okołomedycznych, a mnóstwo jej powieści zostało wydanych po polsku, łącznie z rzeczoną „Grawitacją”. Co nie zmienia faktu, że czytanie  książek w oryginale owocuje z reguły poznaniem dużej ilości randomowych słówek – jak czytywałam Philippę Gregory, byłam na bieżąco z określeniami typu „joust”, czyli „turniejować” czy „her womb was barren”. Tym razem słówka techniczne, jak „to jettison” („wyrzucić  za burtę”) tudzież cała masa akronimów – nie na darmo NASA ochrzczono jako „National Acronym Slinging Agency”, w końcu ilość skrótów generowanych na potrzeby agencji jest nieprawdopodobna. Całe szczęście, że autorka wyposażyła nas w słowniczek na końcu książki, bo trochę by było ciężko (a tak to wiemy, że EVA to Extravernicular Activity, czyli spacer w przestrzeni kosmicznej, albo że ME oznacza Main Engines).

"Grawitacja" lewituje na tle zieleni.
„Grawitacja” lewituje na tle zieleni.

Ale o co chodzi? Ha, chodzi o kosmos! A dokładniej, o Międzynarodową Stację Kosmiczną, na którą właśnie przybyła zdolna lekarka, Emma Watson. Na Ziemi pozostawiła kota i prawie-byłego-męża, Jacka, również lekarza i niedoszłego astronautę. To miała być zwykła misja badawcza, ale ku zgrozie wszystkich zainteresowanych w stacji wybucha tajemnicza epidemia, siejąca spustoszenie wśród całej załogi. Dlaczego niewinne organizmy jednokomórkowe pobrane z dna morza zaczynają się zachowywać tak dziwacznie? Jak powstrzymać potworną chorobę, jak znaleźć na nią antidotum? Jak ocalić tych, którzy opierają się chorobie? Emma wspina się na wyżyny swoich możliwości, by rozgryźć przyczyny epidemii, a Jack i NASA próbują sprowadzić ją na Ziemię (Emmę, nie epidemię). Do sprawy miesza się wojsko, a zegar tyka…

Och, jakie świetne to było. Temat kosmosu znam bardziej z filmów niż książek (choć bywają wycieczki w stylu Mary Roach czy bardziej fantastycznie-naukowo, jak w przypadku Petera Wattsa), nie da się ukryć, że łatwiej i często bardziej spektakularnie jest obserwować lądowanie czy start jakiegoś wehikułu na ekranie — skomplikowanie takiego procesu i, cóż, raczej nieczęsty kontakt z nim na planie rzeczywistym sprawia, że trudno sobie go tak po prostu wyobrazić. Gerritsen opisuje kosmiczną rzeczywistość bardzo sugestywnie, ergo taki laik jak ja mógł się poczuć jak w kokpicie pilota. Plastyczność i barwność opisu to jedno, ale główne zalety „Grawitacji” stanowią jej znakomite tempo oraz nieustanne napięcie, sprawiające, że gorączkowo przerzuca się kolejne strony. Plus, uwielbiam te momenty w książce/filmie, kiedy to trwa jakaś ważna rozmowa ważnych postaci i nagle z ważnego laboratorium albo kluczowego punktu obserwacyjnego płynie nabrzmiały niepokojem komunikat „Guys… you’ve got to see this”.

Tymczasem – guys, you’ve got to read this. Oderwać się nie idzie!

PS. Ania aka Wąż Jadwiga zapewniła tę powieść Tess… i od razu następną!
PPS. Tess Gerritsen pozwała twórców filmu „Grawitacja” z 2013 roku za „złamanie postanowień umowy dotyczącej zakupu prawa do jej książki”. Sąd oddalił pozew, ale to nie koniec historii – więcej na stronie autorki.

4 thoughts on “Epidemia w kosmosie, czyli porywająca Grawitacja

  1. Cieszę się, że Ci się spodobało. :) Jeżeli chodzi o mnie, to to jest jedna z jej ulubionych książek, bo ja strasznie lubię kosmos i statki kosmiczne i stacje kosmiczne i obcych (pasażerów :D) też. I bardzo lubię główną bohaterkę. Oraz to napięcie, szczególnie pod koniec.

    W razie czego, służę oczywiście pozostałymi książkami Gerritsen, szczególnie te z cyklu Rizzoli & Isles wszystkie oprócz najnowszej mogę zapewnić. Te około-medyczne też mogę zapewnić, aczkolwiek nie można czytać za dużo o epidemiach naraz, bo potem człowiek wszędzie widzi epidemie i w ogóle.

  2. O widzisz, a ja jak lubię Tess tak przez tą książkę nie mogłam przebrnąć i oddałam ją komuś. W dokładnie tym samym wydaniu. Może to właśnie te skróty mnie zmęczyły? A może po prostu nie lubię kosmosu. Już nie pamiętam, dawno to było.
    Ale skoro to pierwsza Twoja książka Gerritsen to podejrzewam, że inne spodobają się jeszcze bardziej. Nie polecam tylko tych pierwszych, gdzie za mocno leciała w romansowanie – są po prostu słabo napisane.

    1. O widzisz, jak to się różnie składa! Ja naprawdę byłam bardzo zadowolona, zwłaszcza, że rzecz była gorąco polecona. Następne w kolejce mam “Bone garden”, mam nadzieje, że będzie równie dobre :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s