#Tolkienowski TAG książkowy

Raz na jakiś czas lubię zasiąść do kreatywnego zadania okołoksiążkowego i zebrać kilka książek w zestawie tagu książkowego (pamiętacie ten czarowniczy?). Czasem wymaga to stania przed półkami (nie, żebym się uskarżała, bynajmniej), czasem po prostu od razu wiadomo, która książka, postać, wątek pasuje do danej kategorii. Tym razem Lolanta nominowała mnie do Tolkienowskiego tagu książkowego – no no, pomysł jest zacny!

Ergo:

Drużyna pierścienia, czyli ulubiona książkowa paczka przyjaciół

Ostatnio jestem na bieżąco z trylogią husycką Andrzeja Sapkowskiego (w słuchawkach ostatni tom, tj. „Lux perpetua”) i pewnie dlatego od razu pomyślałam o trio Reynevan-Szarlej-Samson. Przyjaźń między nimi, dość nieoczekiwana i właściwie trochę niezrozumiała, trwa niezmiennie przez wszystkie trzy tomy. I choć wspólne działania całej trójki opierają się głownie na ratowaniu Reynevana lub wszystkich trzech z kłopotów, w które ich Reynevan wpakował, to czasem zdarza się moment wytchnienia, gdy mogą beztrosko i bez pogoni na karku zasiąść w karczmie i zaspokoić sybaryckie potrzeby. Czego im życzę jak najczęściej.

Pierścień, czyli ulubiona książka o władzy

I tu wybór był łatwy – „Diuna” Franka Herberta, monumentalne dzieło otwierające przed czytelnikiem równie monumentalny świat. Tu o władzę walczą wszyscy, a symbol jej posiadania stanowi pozornie jałowa planeta, Arrakis, gdzie wydobywa się przyprawę. A jak wiemy, the spice must flow. W tym korowodzie graczy wszyscy: Bene Gesserit, wysokie rody, Imperator i jego świta, wszyscy grają o władzę. Nawet arrakijskie plemiona, Fremeni, pragną władzy: władzy nad własną ojczyzną. Oprócz tych politycznych rozgrywek „Diuna” fenomenalnie przedstawia rozterki przed podjęciem drogi ku własnemu przeznaczeniu (czyli co zrobić, kiedy wedle wszelkich przepowiedni jesteś obiecanym mesjaszem). Aż sobie chyba przekartkuję na dobranoc, takiej ochoty nabrałam!
PS. Choć czytałam też „Mesjasza” i „Dzieci”, części kolejne, ba, nawet widziałam ich ekranizacje — wypieram. Liczy się tylko „Diuna” i na niej poprzestaję.

https://i2.wp.com/img09.deviantart.net/8b3e/i/2011/223/5/f/arrakis_by_ramasg-d4695xv.jpg

Nazgul, czyli książka, która wzbudziła we mnie strach

Jak wiecie, raczej rzadko czytam typowe horrory, wolę oglądać grozę na ekranie niż poznawać ją na kartach książki (idealny tryb oglądania horrorów: za dnia, najlepiej, gdy światło się odbija w telewizorze, mało co widać, mało co słychać – Król Małżonek zawsze wypytuje „po co ty to oglądasz, jak nie oglądasz?”. Oj tam oj tam.). Więc nie będzie tu o strachu typowo horrorowym, ale o innym. Znów, będąc na bieżąco z trylogią husycką: przeraża mnie fanatyzm religijno-myślowy, przedstawiony po obu stronach konfliktu. Zajadłość w prześladowaniach i rzeziach, ciemnota w przekonaniach, kompletny brak zrozumienia dla inaczej myślących – o tak, tego się boję. Na planie rzeczywistym również.

Bilbo Baggins, czyli książka, która nieoczekiwanie wkradła się do mojego serca

Zupełnie niespodziewanie! Eshkol Nevo i jego „Samotne miłości”, czyli ostatnia mykwa na Syberii – cudowna, słodko-gorzka opowieść o współczesnym Izraelu. Co tu więcej opowiadać, idźcie czytać Nevo (można uprzednio Malitową recenzję).

Sam Gamgee, czyli bohater, który mógłby zostać moim przyjacielem

Hermiona Granger, jak nic. Czuję z nią pokrewieństwo dusz. Wiecie, Hermiona wiecznie siedzi w bibliotece, na wszystkie lekcje i egzaminy przychodzi przygotowana, a dzień bez przeczytania jakiejś opasłej księgi uważa za stracony. Lekko przemądrzała, ale odważna i lojalna – któż nie chciałby mieć takiej przyjaciółki? Choć zakładam, że byłybyśmy w innych domach (Malita, jak wiecie, Ravenclaw through and through), to pewnie i tak siedziałybyśmy razem w ławce i chodziły na wszystkie możliwe dodatkowe przedmioty, jakie tylko można. Wyjąwszy wróżbiarstwo.

https://i0.wp.com/imagesmtv-a.akamaihd.net/uri/mgid:file:http:shared:mtv.com/news/wp-content/uploads/2015/06/Hermione-Now-If-You-dont-Mind-GIF-1433745682.gif
Czyż ona nie jest cudowna?

Eowina i Faramir, czyli ulubiona książkowa para

Tak właściwie, to bardzo lubię parę Eowina-Faramir – obydwoje tak doświadczeni przez los, znajdują razem ukojenie, zawsze wydawało mi się to bardzo sprawiedliwe, a jednocześnie piękne… ale żeby tagowi stało się zadość, to jednak lećmy inną klasyką literatury angielskiej (nie Jane Austen, ale blisko!). Mianowicie: pan Thornton i panna Hale z „Północ Południe” Elizabeth Gaskell. Ich początkowa wzajemna niechęć prowadzi do dojrzałego i pełnego zrozumienia uczucia – bardzo bardzo lubię podczytywać sobie zakończenie tej powieści raz na czas jakiś.

Gandalf, czyli ulubiony pisarz-czarodziej

Zakładam, że genderowy przykład kategorii to tylko sugestia, bo ja tu chciałam zaproponować czarującą pisarkę. Otóż moi drodzy, nikt inny, tylko J. K. Rowling, która pisze doskonale, niezależnie od tego, czy zabiera czytelników do Hogwartu,  czy snuje opowieść o Pagford, małym angielskim miasteczku czy proponuje podążyć tropem mrocznych przygód pewnego detektywa i jego asystentki.

Sauron, czyli znienawidzona książkowa postać

„Nienawiść” jest słowem mocnym i ciężko będzie mi znaleźć postać, co do której żywiłabym tak drastyczne uczucia. Ale jest za to sporo takich, których mniej melodramatycznie, ale po prostu nie cierpię. Ostatnio na przykład nie cierpię Liny i Eleny, dwóch bohaterek opowieści snutych przez tajemniczą Elenę Ferrante. Mamy tu klasyczny przypadek relacji typu ­love-hate, bo nie cierpię obu pań, a książki pochłaniam jak szalona.

Gollum, czyli bohater książki, któremu współczuję

Dużo łatwiej znaleźć mi takich bohaterów, którym współczuję, niż tych, których nie znoszę. Tu niechże będzie za to Poncjusz Piłat z opowieści jerozolimskich w „Mistrzu i Małgorzacie” Bułhakowa (które, skądinąd, przeczytałam same w sobie na parę lat przed samą powieścią”, targany wyrzutami sumienia z powodu śmierci Jeszui Ha-Nocri. Przy okazji – polecam najnowszą rosyjską ekranizację, mini-serial z 2005 roku. Efekty specjalne są fatalne, ale muzyka i klimat bardzo na tak.

Hobbiton, czyli moja książkowa ojczyzna

Mam ich dziesiątki, zależnie od nastroju – czasem chce się bojowo ruszyć na hordy orków, a czasem wyszywać makatki z siostrami Bennet. Ale żeby tak ogólna ojczyzna… hmm,  pomyślmy… musiałyby tam przede wszystkim książki, ładne widoczki i dużo dobrego jedzenia. I trochę magii w codziennym życiu. I dużo świetnych ludzi dookoła.
…Hogwart jak nic.

Zaiste, #tag długi, ale zacny! I miły przyczynek do tego, żeby się wieczorową porą wybrać do Śródziemia i w inne okolice. Aha, a potem na Arrakis. Się podróżuje!

3 thoughts on “#Tolkienowski TAG książkowy

  1. Ale się ładnie rozwinęłaś! Aż przyjemnie się czyta.
    Taak, Hogwart i Hermiona, z tym się zgadzam :)
    Ciekawa jestem, czy do Eleny Ferrante i jej bohaterek będę miała podobny stosunek jak Ty…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s