Gdy odchodzą czarownice, czyli pożegnanie ze Światem Dysku

Właściwie to planowałam tylko wspomnieć słów parę w cyklu #DziełaZebrane, ale wyszło inaczej. Czasem po prostu siada się do pisania, a słowa same spływają spod palców. Z reguły dzieje się tak przy książkach wyjątkowych – a „Pasterska korona”, ostatnia powieść Świata Dysku sir Terry’ego Pratchetta jest książką wyjątkową. Ze wszech miar. Bardzo się cieszę, że mogliśmy ją przeczytać, choć, jak dowiadujemy się z posłowia – „nadal nie była ukończona całkiem tak, jak by sobie tego życzył [autor]”.

„Pasterska korona” jest dla mnie o tyle osobista, że po pierwsze traktuje o czarownicach, a po drugie, to pożegnanie też z moją ulubioną Dyskową postacią – babcią Weatherwax. Nie powiem, otwarcie książki mocno mnie przygnębiło, niemniej: taka kolej rzeczy. Jak powiedziała Niania Ogg, „my, czarownice, niedługo nosimy żałobę. Wystarczą nam szczęśliwe wspomnienia. To one są cenne”. A gdy zabraknie babci, która była przywódczynią-wiedźm-które-co-prawda-przywódczyń-nie-mają-ale-gdyby-miały-to-byłaby-nią-babcia… cóż, różne rzeczy mogą się zdarzyć. Granica między Krainą Baśni a spokojną Kredą i sielskim Lancre staje się niebezpiecznie cienka, ustalenie nowych porządków czarowniczych zajmuje trochę czasu i wysiłku, a Tiffany Obolała, dziedzicząca po babci chatkę i przywództwo-którego-właściwie-nie-ma, będzie musiała nie tylko zdwoić czarownicze wysiłki, ale też podjąć nowe wyzwania i dojść do ładu z samą sobą – bo określenie, kim się jest naprawdę, to bardzo trudne zadanie.

Nie bez przyczyny czarownice to moje ulubione postaci w Świecie Dysku. Nie chodzi tylko o sam fakt, że wiedźmy wszelkiego kalibru mają u mnie sympatię zapewnioną na dzień dobry, ale chodzi o specyficzną czarownicy dyskową konstrukcję. Otóż u Pratchetta mag składa się z laski, spiczastego kapelusza, szat oraz nadziei, by nigdy nie musieć robić czegoś naprawdę magicznego. Czarownica natomiast składa się z miotły, spiczastego kapelusza oraz – jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało – misji pomagania ludziom („Czarownictwo to męska robota. Dlatego trzeba do niej kobiet” wzdycha pewnego razu Tiffany). Bycie wiedźmą to męczące, niewdzięcznie i najczęściej mało magiczne powołanie. Bardzo trafne ujęcie tematu. Bardzo… życiowe.

Takich trzech, jak nas dwie, to nie ma ani jednej.

Zresztą wszystko w tej książce jest takie, jak być powinno. Od spotkania ze starymi przyjaciółmi, jak odwieczna  Niania Ogg (zakonserwowana przez życie i inne używki tak, że Śmierć nierychło zapuka do jej rezydencji), aż do poznania nowych znajomych, jak Geoffrey, który udowadnia, że jak się chce, to można, a wręcz trzeba. Nawet jeśli pół świata uważa inaczej. Skore do nieustannej bitki hordy Nac Mac Feeglów przynoszą odpowiednią ilość groteski, a wątek królowej elfów – poznającej ludzki świat – mógłby rozwinąć się w ckliwy banał, ale został poprowadzony tak, jak powinien zostać poprowadzony.

I teraz rzecz najważniejsza. O ile na początku mojej przygody widziałam Świat Dysku bardziej jako błyskotliwe popkulturowe hocki-klocki, znakomicie napisane, ale jednak głównie humorystyczne, to z czasem zaczęłam dostrzegać coraz więcej mądrości. Humor oczywiście pozostaje, bez niego to zupełnie nie to samo — ale „Pasterska korona” jest wybornym przykładem książki po prostu mądrej, taką zwykłą-niezwykłą życiową mądrością. Że trzeba pozostać sobą, bo wtedy jest się najbardziej autentycznym… i skutecznym. Że choć w głowie kłębią się Pierwsze i Drugie (a czasem nawet Trzecie) Myśli, podpowiadając zupełnie sprzeczne auto-opinie, to trzeba zagryźć zęby i robić tak, żeby było przyzwoicie. Że trzeba mieć jakiś cel w życiu i coś do roboty, nawet, gdy będzie to zwykła szopa. Bo jeśli jedyna aktywność, jaką podejmuje się w ciągu dnia, to podniesienie nóg, kiedy żona zamiata podłogę, to jest z nami raczej słabo. Nawet nie wiecie, cholera, jak to mi dało to myślenia — może nie ta szopa konkretnie, ale całokształt.

Sir Terry, dziękuję. Znów i zawsze.

PS. Ślę stosowne podziękowania za ebook (podziękowania wiezione miotłą, rzecz jasna) wydawnictwu Prószyński i S-ka!
PPS. Było jeszcze co najmniej z pięć różnych cytatów, które chciałam upchnąć do powyższego tekstu, ale po namyśle zrezygnowałam – sami znajdźcie swoje ulubione. Mądre, dowcipne, słodko-gorzkie, każde.

8 thoughts on “Gdy odchodzą czarownice, czyli pożegnanie ze Światem Dysku

  1. Ano właśnie, mnie to, jak wysoko w hierarchii wartości Dysku stoi zwykła przyzwoitość, uderzyło przy cyklu o Straży, ale i u czarownic to widać: że wszystko inne swoją drogą, wiedza, mądrość, odwaga, i tak dalej — ale ta przyzwoitość, w takim najbardziej podstawowym rozumieniu, to właściwie centralna wartość w tym uniwersum. I to jest faktycznie coś, co warto przemyśleć :-).

  2. Nocna Straż FTW!!! Poza tym, jak dla mnie to cykl o Straży jest najpoważniejszym w całej serii, z całym swoim przemyślnie skonstruowanym sarkazmem wymierzonym w politykę, religię, rasizm, historię, technologię (Gooseberry™), etc.
    Ale to może tylko moje zamiłowanie do przemocy i militariów… XD

    1. Każdy ma swoje zamiłowanie :3 Straż, przyznaję, jakoś najmniej do mnie trafiała z dyskowych wątków – co nie oznacza, że wcale – ale zawsze byłam fanką Samuela Vimesa!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s