Białej Riki poplątane drzewo genealogiczne

Gdy Ruth, śliczna Niemka rodem z Hamburga przeniosła się po wojnie do Szczecina w ślad za ukochanym Karolem, przyszło jej żyć z nowym imieniem: Rika. Wcześniej przyszło jej błagać Boga, żeby nie zaczęła krzyczeć przy porodzie (gdzież tu uronić niemieckie słowo wśród Polaków wracających z przymusowych robót!). Potem zaś przyszło jej żyć w nowej rzeczywistości, z dala od siostry-bliźniaczki, z którą nigdy więcej się nie spotkała… podobno. Oto Biała Rika i jej historia, czyli najnowsza powieść Magdaleny Parys.

Wbrew pozorom, w „Białej Rice” pierwszoplanową rolę grają wspomnienia nie Ruth, a dziewczynki, Dagmary-autorki, która pisze o swojej poplątanej rodzinie. Rozrysowuje coraz to nowe drzewa genealogiczne, zaczynające się od przyszywanej babci Riki i jej siostry Gerdy, przechodzące do cioci i Miłosza, drugiej cioci i Hanki, mamy, taty, nietaty, a nawet zahaczające o tot pradziadka Maximiliana. Mała-duża Dagmara kółkami, kreskami i liniami przerywanymi próbuje opanować dzieje rodziny – już to sama dla siebie, już to dla czytelnika. A rzecz zaczyna się dawno dawno temu, kiedy dziadek Karol w 1943 roku pojechał na przymusowe roboty do Hamburga, gdzie poznał dwie piękne siostry: Ruth i Gerdę. Kilkadziesiąt lat później, w 1981, mała Dagmara próbuje rozwikłać rodzinne powiązania, kursując między Szczecinem (tam mieszka przyszywana babcia Rika i przyszywany dziadek Karol) a Gdańskiem (gdzie mieszkają nieprzyszywani dziadkowie). W 2015 roku duża Dagmara, dorosła pisarka, usiłuje połączyć w całość wszystkie wątki, listy, urwane rozmowy i wspomnienia lat wojennych.

„Biała Rika” to zatem nie tylko wycieczka w przeszłość, ale także bardziej współczesne wtręty od wszystkich innych zainteresowanych Dagmarowym pisaniem książki. Hanka, Miłosz, mama i inni wtrącają swoje przemyślenia i sprostowania (inną czcionką, co łatwo wychwycić), a redaktorka wytyka błędy i sugeruje poprawki (jak w przypadku premiery filmu „King Kong”). Ba, to nie tylko historia babci Ruth-Riki, to też losy samej Dagmary, która jako dziewięciolatka czytuje „Anię z Zielonego Wzgórza” i próbuje zdobyć plakat z Farah Fawcett.

Biała Rika
Oto jedno z drzew – a jak się dobrze przyjrzycie, znajdziecie i wtrącenia współczesne.

Na ile to kreacja, na ile historia najprawdziwsza? Magdalena Parys w odautorskim posłowiu pisze, że starała się „zmyślać, ile wlezie”, choć nie zabrakło autentycznych wydarzeń w ramach inspiracji. „Lecz, Czytelniku, pamiętaj!” – przestrzega autorka. „Prawdziwe w Białej Rice są tylko emocje i broszka babci Riki”*. Ja właśnie z tymi emocjami mam problem – bo wiele spodziewałam się po tej książce, nastawiając się raczej na sagę rodzinną, skrywane wspomnienia i potoczystą opowieść. Niemniej, historia Białej Riki (do babcinego nowego miana dodano przymiotnik „Biała”, bo psina nowych sąsiadów też zwała się Rika), choć brzemienna w niedopowiedzenia i powikłania, jest dla mnie bardziej literackim eksperymentem niż powieściową próbą przepracowania rodzinnej traumy (mniejsza o to, czy fikcyjnej, czy nie). Uczucia Karola, Riki, Gerdy, emocje Dagmary – nie przekonały mnie.

Przy tylu zapowiedziach i obietnicach – oczekiwałam czegoś innego. Oczekiwałam czegoś więcej.

PS. Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak Literanova oraz Serii Proza!

* Magdalena Parys, Biała Rika, wyd. Znak Literanova, Kraków 2016, s. 298.

4 thoughts on “Białej Riki poplątane drzewo genealogiczne

  1. Przeczytałam właśnie. Podobała mi się ta powieść i jej oryginalny format, ale myślę, że gdybym nie przeczytała wcześniej Twojej recenzji, to też bym się nastawiła na sagę rodzinną i byłabym pewnie trochę rozczarowana! Historia rodziny Dagmary jest tak zagmatwana, tyle w niej niedomówień, których już nie da się zweryfikować, że może tylko taka eksperymentalna forma ni to pamiętnika, ni to pogawędki, poszatkowana i niechronologiczna, nadawała się do opowiedzenia tego wszystkiego? Ja odebrałam ją dodatkowo trochę bardziej osobiście, bo jestem ze Szczecina (choć wyjechałam stamtąd w wieku 6 lat do Łodzi, ale co roku jeździłam na wakacje), ale moja babcia, która tam wylądowała po wojnie w wyniku przesiedleń, urodziła się w Stanisławowie (teraz na Ukrainie) z ojca Polaka i matki Austriaczki. Do tej pory rzuca takimi hasłami, jak Himmel, tu dich auf (niebiosa otwórzcie się) :) A wracając do książki, to była to dla mnie naprawdę ciekawa lektura, chociaż mam jednak lekki niedosyt.

    1. W moim przypadku chyba najmocniej „zawiniło” to oczekiwanie sagi rodzinnej, na którą byłam nastawiona. Ale też nie mam żadnych sentymentalnych powiązań, bo cała moja familia jest raczej południowo-galicyjska — wszystko razem złożyło się na ten mniej nieco pozytywny odbiór. Niemniej przyznaję, że forma oryginalna!

  2. Trafiłam właśnie na Twój blog jakąś bardzo pokrętną drogą :) Kupiłam dopiero co tę książkę (właściwie ebook), bo zaintrygowała mnie właśnie ta warstwa autobiograficzna. Szkoda, że Ciebie nie przekonała! Ale jestem teraz tym bardziej ciekawa, jak ja odbiorę tę opowieść. Pozdrawiam!

    1. Najważniejsze, że trafiłaś! :)
      Trochę innej opowieści się spodziewałam, więc głównie stąd to moje nieprzekonanie — ale ciekawam innych opinii. Daj znać, czy Tobie spasowała! Pozdrowienia ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s