Niebanalna rzecz o niebanalnej miłości

https://i0.wp.com/s.lubimyczytac.pl/upload/books/302000/302110/473611-352x500.jpgTo jest historia z cyklu „zobaczyłam zwiastun i wiedziałam, że muszę”. Muszę przeczytać książkę, rzecz jasna, bo raczej pozostaję wierna zasadzie „najpierw pierwowzór, potem ekranizacja”. Trochę spóźniona to reakcja, bo powieść Jojo Moyes pt. „Zanim się pojawiłeś” ukazała się trzy lata temu – ale teraz można się zaczytać w wydaniu z filmową okładką, a nań urocza Emilia Clarke w czerwonej sukience (team-Daenerys, ręce w górę!) i szelmowsko uśmiechnięty Sam Claflin. Będzie miłość… ale miłość bardzo trudna.

Lou Clark, lat dwadzieścia sześć, nie posiada żadnych specjalnych zawodowych kwalifikacji, ale praca w lokalnej kawiarni bardzo jej odpowiada. Lubi klientów, ich przekomarzania, turystów przemierzających stadami ulice cichego angielskiego miasteczka w sezonie letnim, dusznawy zapach knajpy. Ale gdy właściciel kawiarni postanawia wrócić do Australii, Lou traci pracę z dnia na dzień – a to oznacza poważne kłopoty finansowe dla całej familii. Ojciec już od dawna obawia się zwolnienia, matka opiekuje się chorym dziadkiem, a siostra Treena (ta ładniejsza i mądrzejsza) głównie zajmuje się swoim trzyletnim synkiem. Lekko zdesperowana Lou ima się różnych zajęć, by koniec końców trafia na bardzo lukratywną, ale wymagającą ofertę pracy: ma towarzyszyć sparaliżowanemu młodemu bogaczowi. A Will Traynor, zabójczo przystojny rekin biznesu, jeszcze dwa lata wcześniej robił oszałamiającą karierę – tragiczny wypadek pozbawił go jednak wszystkiego, przede wszystkim chęci do życia. Choć początki bywały trudne, spotkanie Willa i Lou zmieni los bardzo wielu osób, nie tylko dwojga głównych zainteresowanych.

Panie, panowie – Lou Clark, miss nietuzinkowych strojów

Może się zdziwicie, ale dla mnie to nie jest opowieść o miłości. Czy raczej – miłościwy wątek nie pełni tu roli tego głównego. „Zanim się pojawiłeś” pokazuje przede wszystkim wielką zmianę w życiu Lou. Dzięki relacji z Willem (i na długo zanim pojawiły się jakieś wątki bardziej… uczuciowe) dziewczyna uczy się na nowo pewności siebie i stara się wyjść ze starannie zbudowanej wokół siebie bezpiecznej skorupy. Nie podlega dyskusji, że los Willa jest tragiczny, ale Lou też nie jest radosną dziewczynką, nawet, jeśli wygląda na niefrasobliwą w tych swoich ekscentrycznych kolorowych ciuchach. Przyjdzie jej się zmierzyć z nieznośną rodziną, równie nieznośnym chłopakiem, a przede wszystkim z głęboko skrywaną traumą z przeszłości.

Bardzo podoba mi się, że Jojo Moyes poszła w trochę inny rozwój wydarzeń niż najbardziej oczywisty, że wszystko przebiegło tak, jak przebiegło i skończyło się tak, jak się skończyło. Nie uświadczy się zbyt wiele kiczu, patosu, załamywania rąk, trywialności i banalizowania – a łatwo się w to zaplątać przy tego typu opowieściach. Dodam jeszcze tylko, że czytałam Moyes w leniwe, niedzielne popołudnie u rodziny i niewiele rzeczy mogło mnie od tego czytania oderwać. „No chodź już, bo przyjechała reszta familii”, informował cierpliwie Król Małżonek. „Jeszcze tylko skończę rozdział”, obiecywałam. „Mówiłaś tak trzy rozdziały temu”.

Co ja poradzę. Wciąga.

PS. Mama-Malita pożyczyła, dziękuję!
PPS. Premiera filmu światowa – dziś, w Polsce za tydzień. Zwiastun, jak to zwiastun, zdradza połowę najzacniejszych momentów, ale mniejsza o to.

9 thoughts on “Niebanalna rzecz o niebanalnej miłości

      1. Słusznie! Ja natomiast może powinienem sięgnąć po książkę, bo film ładny i cukierkowy ale zabrakło mi choć trochę krytycznego spojrzenia na przykład na wątek klasowy. No bo kto w tym filmie może sobie pozwolić na tak ekskluzywne życie z niepełnosprawnością? W całej okolicy pewnie tylko Will.

      2. Zgadzam się, w filmie trochę po łebkach pokazali różnice klasowe, bo nie chodzi tylko o bogatych i biednych. I trochę postaci drugoplanowe wypadły mdle, jak dla mnie. Niestety jeszcze nie czytałam książki.

      3. Fakt, w filmie jest to dużo bardziej schematyczne — i nie tylko to. Cóż poradzić, taka interpretacja została wybrana prze twórców ekranizacji.

  1. Bałam się, że to ckliwa historyjka, ale na szczęście mile się rozczarowałam. Poruszyła mnie ta historia bardziej niż się spodziewałam. I choć głupio się przyznać, rozłożyły mnie „bumblebee tights”! Film też zacny, choć wolałam Emilię Clarke jako „Smoczycę”. Tu momentami przeszarżowała.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s