W górach przeklętych, czyli poczet wampirów

O wampirach można rozprawiać godzinami – bywają całe kursy akademickie im poświęcone – i wcale tematu nie wyczerpać. Pozwólcie więc, że ograniczę się do stwierdzenia na wstępie, że mało która postać zrobiła taką popkulturową karierę w ostatnich latach, jak wampir. Tak, wiem, truizm. Równie banalnie dodam, że nie sposób wymienić jednym tchem tych wszystkich powieści, filmów, seriali, w których pojawiają się mniej lub bardziej wyrafinowani krwiopijcy. Ale każda legenda, każda wampiryczna cecha, każdy rys postaci gdzieś bierze swój początek. Swój przeklęty, mroczny początek.

W książce „W górach przeklętych. Wampiry Alp, Rudaw, Sudetów, Karpat i Bałkanów” Bartłomiej Grzegorz Sala stawia sobie za cel stworzenie pocztu najważniejszych wampirów gór Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej. Opisuje dokładnie dwadzieścia osiem postaci, zarówno te mało znane, jak i rozsławione na świat cały (nie mogło wszakże zabraknąć Elżbiety Batory oraz hrabiego Drakuli, stworzonego przez Brama Stokera). Sięgając po dawne kroniki i opracowania, ale także po nieco bardziej współczesne nam dzieła kultury (vide choćby lord Ruthen, opisany w noweli Polidoriego), pokazuje swoistą wampirzą ewolucję – od wstającego z grobu chłopa, który gnany niekontrolowanym pragnieniem morduje okoliczne wioski, po wysublimowanego arystokratę, snującego plany zdobycia świata (albo chociaż Londynu). Zmora z Siedlęcina, Arnaut Pavle, wampir z Bystrego, Azzo von Klatka, Carmilla czy graf Orlok – postaci z kart historii, powieści i filmu tworzą dumny, krwiopijczy korowód.

Koncept, muszę przyznać, niezły, niemniej jego realizacja kuleje. Może i bardziej zasadne byłoby skupienie się tylko na postaciach znanych z folkloru czy kronik historycznych, niekoniecznie dorzucanie do tego postaci znanych wyłącznie z literatury, ale domyślam się, że kryterium geograficzne było tutaj najbardziej istotne. Rzecz jest bardzo ciekawie wydana – wydawnictwo BOSZ proponuje naprawdę oryginalne graficzne publikacje, a niepokojące ilustracje Justyny Sokołowskiej tworzą wyjątkowy klimat. Ale za poważne uchybienie uważam brak mapy – w tak pięknie wydanej książce mapa tytułowych okolic musiała by być wielkiej urody, a tu nawet takiej schematycznej brak. Przez to czytelnik może się czuć zagubiony, a przy tak intensywnych opisach geograficzno-historycznych mapa jest po prostu koniecznością. Ba, proponowałabym nawet mini-mapkę przy każdym rozdziale, albo przy bardziej obszernych historiach – choćby wtedy, gdy autor opisuje szereg miejsc historycznie związanych z Władem III Palownikiem.

https://coczytamalita.files.wordpress.com/2016/05/w-gc3b3rach-przeklc499tych2.jpg?w=650&h=552
Ładne obrazki, czyli tak się kąpie krwawa Elżbieta.

Wspomniane intensywne opisy geograficzno-historyczne są ważne, wręcz konieczne, by wprowadzić w czasoprzestrzeń: ale momentami zdecydowanie dominowały nad samymi wampirzymi opowieściami. Choćby przy opisie wampira z Tomic (opowieść z 1830 roku, zanotowana przez Oscara Kolberga wiele lat później) autor zaczyna historyczne wprowadzenie od śmierci Zygmunta Augusta (1572 Anno Domini, przypominam), by przejść przez trzy rozbiory i zahaczyć o rabację galicyjską. Dla mnie to dużo za dużo, jakby autorowi zabrakło pomysłu na właściwą treść i opakowywał upiory w zbyteczne warstwy historycznego wodolejstwa. Rozplanowanie książki też pozostawia nieco do życzenia: niektóre rozdziały wydawały się być zbiorem podrozdzialików raczej luźno ze sobą związanych – o sytuacji danego regiony w dziejach, o wampirze, o miejscach z nim związanych – i brakowało mi w nich płynności.

Te wszystkie powyższe niedociągnięcia jeszcze bym i przebolała, niemniej ostateczny wydźwięk książki przyprawił mnie o bardzo gwałtowny skok irytacji. Patetyczne zakończenie łka nad trywializacją postaci nosferatu w naszych czasach i odarciu go z kulturowych znaczeń. Autor wini produkcje takie jak „Blade”, „Zmierzch” czy „Czysta krew”, gdyż pokazują, że

oderwanie wampira od jego kulturowej spuścizny i symboliki prowadzić może tylko do raczej tandetnych, pozbawionych gotyckiej atmosfery (która zresztą również nie jest wartością samą w sobie) opowieści dla nastolatków*.

Daleka jestem od uznania „Zmierzchu” za dzieło wybitne, ale potępianie z zasady współczesnych produkcji za spłycanie Dawnych I Przecież Lepszych Wątków Kultury uważam za przesadnie buńczuczne. Tak, czytałam i oglądałam „Zmierzch”. Tak, czytałam i oglądałam „Czystą krew” (zresztą to są naprawdę dwa różne dzieła i wymienianie ich na jednym poziomie tandety uważam za niesprawiedliwe). Czytałam też Stokera i opracowanie Erberto Petoi („Wampiry i wilkołaki. Źródła, historia, legendy od antyku do współczesności”), z którego Bartłomiej Sala czerpie garściami. Od czegoś trzeba zacząć, a czasem nastolatkom zaczytanym w opowieściach pozbawionych gotyckiej atmosfery łatwiej wyruszyć w wampirzą podróż od „Czystej krwi”, a dopiero potem odkrywać kulturową spuściznę nosferatu. I nie tylko nastolatkom.

[tl;dr] Przeklęty wampirzy korowód – ładne obrazki, autorska końcowa interpretacja – już nie tak ładna.

PS. Za poczet ów bardzo dziękuję wydawnictwu BOSZ!

* „W górach przeklętych. Wampiry Alp, Rudaw, Sudetów, Karpat i Bałkanów” Bartłomiej Grzegorz Sala, BOSZ 2016, s. 231.

3 thoughts on “W górach przeklętych, czyli poczet wampirów

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s