Mości panowie, kupą na Śląsk, czyli trylogia husycka vol. 2

Boży bojownicyŻadne korki w Krakowie mi niestraszne, ba, nawet nie odczułam czasowego zamknięcia kluczowego dla mnie odcinka linii tramwajowej. Wszystko to dzięki rowerowym wycieczkom, bo całe to zamieszanie remontowo-korkowo-samochodowe elegancko omijam. No, chyba, że pada. Niemniej, abstrahując od pogody, jazda rowerem posiada jeszcze jeden atut: można spokojnie słuchać audiobooków. Innymi słowy, mknę wzdłuż Błoń, a tak naprawdę właśnie przechadzam się ulicami Pragi i pukam do drzwi apteki, w której zbierają się mistrzowie magii. Czasem tylko, jak spotykam kogoś znajomego, muszę szybko wyskoczyć z tego innego świata, co z reguły dość zabawnie wychodzi: wyplątuję się ze słuchawek, tłumacząc „czekaj, czekaj, bo ja jestem na polu bitwy”. A bitew imię – legion!

Tym oto wstępem przechodzę do „Bożych bojowników” czyli to drugiego tomu trylogii husyckiej Andrzeja Sapkowskiego w epickim (tak, tak) wydaniu słuchowiskowym. Za sprawą znanego już nam trio – impulsywny a uparty Reynevan, cyniczny demeryt Szarlej oraz  skrywający potężną tajemnicę Samson Miodek – wpadamy w sam środek wojen husyckich, targających Śląskiem. Sam Reynevan co i rusz wpada w tarapaty, choć trzeba przyznać, że nie zawsze z własnej winy. Ale cóż, kiedy jasno a z przekonaniem opowiada się za sprawą Kielicha i pragnie dla sprawy działać… wojna jest wojna i nie ma na to rady. Ergo Śląsk Anno Domini 1427 znów staje się areną, na której ścierają się religie, herezje, armie, oddziały zorganizowane, osoby zupełnie prywatne, Inkwizycja oraz magiczna konfraternia. Reynevan, rzecz jasna, a z nim Szarlej i Samson podążają na sam środek ten areny. A jak gdyby było mało tych wyzwań, Reynevan będzie musiał odnaleźć odpowiedź na szalenie ważne pytanie: czy poświęcić sprawę dla miłości, czy miłość dla sprawy?

Reżyser słuchowiska, Janusz Kukuła, określa trylogię husycką jako połączenie Sienkiewicza z Tolkienem – i fakt, to mariaż imponującej historycznej narracji i umiejętnie poprowadzonych wątków fantastycznych. Może i tych czarów wśród „Bożych bojowników” znajdzie się nieco mniej niż w „Narrenturmie”, przynajmniej mniej czarownic, a więcej ceremonii wysokiej magii. Jednak drugi tom to dla mnie przede wszystkim kampania wojenna, okrutna, krwawa i prześcigająca się w okrucieństwach każdej ze stron (ot, spalmy te wioski, będzie wygodniej walczyć w nocy przy świetle ognia). Te dwie partie „małżeńskie” doskonale ze sobą u Sapkowskiego współgrają.

Raz jeszcze dodam, że produkcja słuchowiska jest znakomita. Wybornie zagrana, klimatycznie wyprodukowana (muzyka, efekty, wszystko). Plus wyjątkowo zabawnie ogląda się wszystkie ujęcia „z planu” – o ile filmowe making of często daje zabawną konfrontację elementów bardzo współczesnych z bardzo niewspółczesnymi (greenbox i elfy), to w tym przypadku uderzyło mnie, jak o ogromną wyobraźnią muszą dysponować aktorzy. Bo nawet elf w greenboxie posiada jakiś tam strój, a tutaj dysponujemy li i jedynie mocą swojego głosu. Podziwiam i głosy, i całokształt – i zgrywam na odtwarzacz tom trzeci.

[tl;dr]Boży bojownicy maszerują na Śląsk i będą z tego same nieszczęścia. Ale jak opisane! Jak zagrane!

PS. Znów, Tata-Malita pożyczył wszystkie Bojownikowe płyty.

2 thoughts on “Mości panowie, kupą na Śląsk, czyli trylogia husycka vol. 2

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s