Miłosna wydmuszka

https://i0.wp.com/s.lubimyczytac.pl/upload/books/95000/95604/352x500.jpgBył spokojny, majowy wieczór, który nie współgrał ze stanem moich skołatanych nerwów. Lekarstwem na takie rozedrganie ogólne, jak wiemy, bywają odpowiednie książki – zasiadłam zatem na naszej wielkiej kanapie (ulubione miejsce w rogu zaczyna się powoli wycierać) i wzięłam do ręki wyczekaną w bibliotece „Miłość na marginesie”  Yoko Ogawy. Z początku powieść ukoiła, uspokoiła, ukołysała. Ale potem przyszło rozczarowanie.

Wskakujemy w sam środek opowieści, snutej przez narratorkę-bez-imienia. Z jej pomocą rekonstruujemy bieg wydarzeń: po niecałych trzech latach małżeństwa porzuca ją mąż, a następnego pewnego dnia coś dzieje się z jej słuchem. Nie chodzi o to, że traci zupełnie zdolność słyszenia dźwięków, wręcz przeciwnie – owego dnia, o poranku, zaraz po przebudzeniu, słyszy dźwięk niezwykły. Coś jak flet… choć nikt w pobliżu nie gra na flecie. Odtąd dźwięki zaczynają ją oszukiwać, każdy najdrobniejszy szmer może zabrzmieć jak huk tysiąca wodospadów. Ale ta dziwaczna dolegliwość, długo zresztą leczona klinicznie, przynosi niespodziankę od życia: stenografa Y, który spisuje historię bohaterki na potrzeby periodyku medycznego.

Pierwsze spotkanie z Y prowadzi do kolejnych – czy to wizyt w szpitalu, czy w domu. Ona zachwyca się jego dłońmi, długimi palcami, przez które przepływają setki spisywanych opowieści. On mówi niewiele i cicho, dostosowując swój głos do chorych uszu onej. Razem powracają do wspomnień sprzed lat, własnych i cudzych, poruszając się po zwodniczym labiryncie pamięci. Ona opowiada, on pokrywa całe strony stenograficznym zapisem: coś na kształt terapii, subtelnej, ale skutecznej. Uczucie, jakie między nimi się rodzi, kiełkuje delikatnie i nieśmiało, by zyskać zaskakujący – czy naprawdę? – finał.

To bardzo zmysłowa opowieść, bardzo cielesna – ale w znaczeniu dosłownym: słuch, wzrok, uszy, dłonie, palce pełnią w narracji bardzo ważną rolę. Także w „Miłości na marginesie” widać to specyficzne Ogawowe konstruowanie miejsc-niemiejsc: w większości bezimienne postaci (jak główna bohaterka, jej mąż, znany tylko z inicjału Y), enigmatyczne określenia różnych lokalizacji (patrz choćby Klinika Otolaryngoliczna F). Tym razem z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że rzecz dzieje się w Japonii, ale właściwie umiejscowienie akcji nie jest takie ważne.

Ważne jest to, że do pewnego momentu byłam owszem, oczarowana, ale potem zaczęło coś zgrzytać. Swego czasu zachwycałam się (i dalej się zachwycam, to ważne, podkreślam) „Muzeum ciszy” Ogawy i właśnie z tych zachwytów wyczekiwałam kolejnych lektur pióra Autorki. Piotr, blogujący jako Zacofany w lekturze, określił „Muzeum” jako „kruche i nietrwałe cacko z wydmuszki”. Ja miałam i mam inne wrażenie, jeśli chodzi o tę pierwszą powieść, ale za to „Miłość na marginesie” okazała się dla mnie właśnie taką wydmuszką. Misterną, pieczołowicie skonstruowaną i nie przeczę, ładnie napisaną, niemniej w miarę czytania rozczarowanie rosło, a zakończenie pozostawiło w poczuciu oszukania.

[tl;dr] Miało być pięknie, a przyszła pustka. Pustka-oszustwo, nie pustka-błogość.

5 thoughts on “Miłosna wydmuszka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s