Boże, chroń Królową

Jak wiecie, są książki, które mieszkają w lodówce: co nie otworzysz lodówki/internetów/blogów/Youtube’a, to wyskakuje właśnie rzeczona powieść. Czasem z przekory staram się omijać i nie zagłębiać w temat, a potem z reguły wyklinam samą siebie, że czemu mi to tyle zajęło. Tak było z „Dziewczyną z rewolwerem”, tak jest i z „Królową Tearlingu” Eriki Johansen. Nigdy więcej, obiecuję.

Otóż. Rzecz dzieje się w Tearlingu, w czasach, gdy Przeprawa to tylko odległe wspomnienie – bowiem wieki temu John Tear i jego towarzysze wyprawili się w nieznane, chcąc ocalić część populacji i ziemskiego dziedzictwa oraz stworzyć świat wolny od technologii. Jednak szumna utopia Teara uległa degeneracji, a obecnie sam Tearling to królestwo biedne i mało przyjazne mieszkańcom. Zwłaszcza po przegranej wojnie z sąsiednim Mortmesne, którym włada potężna Szkarłatna Królowa, słynąca z okrucieństwa i magicznych zdolności. I ta właśnie nieszczęsna kraina przypada w udziale Kelsei Glynn Raleigh, dziedziczce tearlińskiego tronu. Kelsea, raczej przeciętna z urody dziewiętnastolatka, przez całe życie dorastała z dala od stolicy, a milczący pakt jej przybranych rodziców ochraniał ją od skrytobójczych zamachów (ze strony wuja-regenta i Szkarłatnej Królowej). Do czasu – bo oto teraz Kelsei powraca, by przejąć władzę. Do pomocy ma surowe zasady, wpojone przez wychowawców, magiczny błękitny klejnot odziedziczony po matce i bardzo niewielu sprzymierzeńców. A swoje rządy zaczyna od szaleńczego, zdawałoby się, rozkazu, który może skończyć się tylko wojną.

Spójrzcie, jakie boskie są te dwie okładki. Cudeńko.
Spójrzcie, jakie boskie są te dwie okładki. Cudeńko.

Mogłoby się wydawać, że „Królowa Tearlingu” to gładka bajeczka o dzielnej pannicy, która przebojem zdobywa wszystko. Nic bardziej mylnego – Kelsea to świetnie skonstruowana postać, która łączy w sobie zarówno potencjał do bycia doskonałą władczynią, upór nastolatki, cudowne rozterki w stylu „trochę przytyłam, trochę się zakochałam” i naprawdę mocny kręgosłup moralny. Dzielność serca, wytrwałość i śmiałość mogą zawieść młodą królową bardzo daleko. A Kelsea to tylko jedna z całej galerii zacnych bohaterów: nie sposób nie wspomnieć solidnego dowódcy jej Straży, Lazarusa zwanego Buławą, tajemniczego Ducha, równie sprawnie władającego magią, co intelektem czy równie tajemniczej Szkarłatnej Królowej.

To, co jeszcze mi się bardzo podobało, to takie mini-wypisy z innych ksiąg, zawarte przed każdym rozdziałem – choćby fragmenty traktatów, kronik, wspomnień, cytaty z „Wczesnej historia Tearlingu” czy zagadki. Lubiłam u Sapkowskiego („Monstrum, czyli wiedźmina opisanie” – do dziś pamiętam!), lubiłam u Franka Herberta (wspomnienia Irulany, choćby), lubię i tu. Taki zabieg bardzo dobrze buduje całe uniwersum bez jakiegoś większego nakładu sił.

Trudno się dziwić, że delektowałam się lekturą i starałam się nie połknąć całości na raz, zwłaszcza, że ostatnio naprawdę niewiele mam czasu na czytanie. Co więcej, „Królowa” klimatem momentami przypominało mi uhołubioną „Wybraną” – tam też i sensowna bohaterka w roli głównej, i magii dużo, i przeciwności losu. Tom drugi czeka już u mnie na półce i naprawdę niecierpliwie wyglądam momentu, kiedy znów wybiorę się do Tearlingu. Naprawdę, bardzo niecierpliwie.

[tl;dr] Młoda królowa Tearlingu nie ma łatwo, ale radzi sobie wybornie. Trzymam za nią kciuki!

PS. Nie mogę nie wspomnieć, że rzecz ma tak przepiękną okładkę i ogólnie jest wydana tak bardzo zacnie, że chce się toto czytać w rękawiczkach, żeby nie pokalać odciskami palców.
PPS. Zwłaszcza, gdy to książka pożyczona – dzięki, Myszkovsko.

One thought on “Boże, chroń Królową

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s