Takie tam, ze Śląska, czyli trylogia husycka vol. 1

https://i2.wp.com/static.audioteka.com/pl/images/products/andrzej-sapkowski/narrenturm-duze.jpgDziś lubię sobie myśleć, że cała moja bardziej dojrzała przygoda z czytaniem zaczęła się od „Ostatniego życzenia” Andrzeja Sapkowskiego (do dziś podziwiam decyzję Mamy-Mality, która przejrzała tom i zezwoliła na lekturę, choć miałam dopiero jakieś 12 lat). Tysiące stronic później – po sadze o wiedźminie, trylogii husyckiej, esejach, wywiadach, nawet po tej wpadce, jaką była „Żmija” – AS pozostaje dla mnie geniuszem prowadzenia historii, intertekstualnych nawiązań, smakowitego stylu i erudycji wbijającej w siedzenie. Więcej, mistrzu, nie krępuj się. Niemniej, Sapkowską historię o husytach postanowiłam poznać raz jeszcze, tym razem w wersji słuchanej – ot, tęskniło mi się za audiobookami, a „Narrenturm” leżał na półce czas bardzo długi.

Tym razem to nie byle nagranie, w którym kojący głos jednego lektora prowadzi słuchacza przez kolejne rozdziały. „Narrenturm” to mocarnie wielkie słuchowisko, z ponad setką głosów i dźwięków. Całość reżyseruje Janusz Kukuła, występuje plejada polskich aktorów i mistrzowie sztuki radiowej, gra w tle ogrom efektów dźwiękowych i muzyka skomponowana przez Adama Skorupę. Wszystko to składa się na nieprawdopodobny efekt, pozwalający na zanurzenie się w mroki średniowiecza. Rozmach iście jak na polu bitwy (zerknijcie tutaj na coś na kształt making-of, moment nagrywania walki zaiste bezcenny, załapały się też moje ukochane czarownice).

Więcej, punkt wyjścia do tego niezwykłego audio-dzieła jest równie niezwykły: Sapkowski, przekopując się przez całe biblioteki, popełnił powieść wielce bogatą, z pietyzmem odtwarzając realia piętnastowiecznego Śląska, Czech, Polski. Przewodnikiem po tym świecie jest młody Reinmar z Bielawy, zwany Reynevanem, młodzian wykształcony (w medycynie i w magii, to ważne) i zakochany po uszy. Jego namiętność do atrakcyjnej, acz zamężnej Burgundki Adeli sprowadzi na niego szereg nieszczęść i turbacji, będą ucieczki, oskarżenia o czary, nowi wrogowie i nowi przyjaciele. Wszystko zaś w niespokojnej wielce scenerii roku Pańskiego 1425, kiedy to w Czechach umacnia się husycka herezja, a niezmordowane oddziały taborytów i Sierotek podejmują coraz to nowe wyprawy. Na Śląsku zaś katolicka strona konfliktu podejmuje wyprawę krzyżową na heretyckich husytów, gromadzi ludzi (łącznie z rębajłami pokroju raubritterów) i fundusze (te, jak wiemy, lubią ginąć niespodziewanie po drodze). A w sam środek tych politycznych rozgrywek tudzież walk o władzę i o wiarę (choć często to jedna i mocno krwawa walka) wpada Reynevan, nieznośnie uparty i buńczuczny (doskonale, skądinąd, odgrywany przez Lesława Żurka). Zemsta i miłość, dwie pasje targające duszą Reinmara, nie przyniosą raczej spokojnego biegu akcji. Zwłaszcza, gdy na horyzoncie majaczy złowroga Wieża Błaznów – Narrenturm, tymczasowe więzienie Świętej Inkwizycji…

Vozový šik
Husyckie wojska i wozy bojowe, raz.

Obfitość postaci historycznych i odtworzenie realiów – to jedno. Ale „Narrenturm” posiada też drugie, fantastyczne oblicze: oto demony i zmiennokształtni, wieszczki, czarownice i sabaty (moja dusza naukowca od czarownic aż skakała z radości przy opisie sabatu równonocy jesiennej, po prostu cudo!). Magia na XV-wiecznym Śląsku działa, aż miło – zarówno dzięki odpowiednio wyedukowanym na księgach adeptom, jak i raczej… naturalnie ku tego sposobionym istotom. Tych drugich jednak zostało już bardzo niewiele – a niektóre z fantastycznych stworzeń widzą w husytach także i swój ratunek.

Jako się rzekło, „Narrenturm” już przyjęłam w wersji papierowej (Bardzo Dawno Temu), ale z przyjemnością wróciłam do tej historii. I chyba nawet lepiej mi się słuchało, niż czytało – zdecydowanie łatwiej zapamiętać i rozróżnić mnogość bohaterów, gdy do każdego przypiszemy konkretny głos. Przy okazji odkryłam (tryb Kolumba: mode on), że sprzątanie z audiobookiem w uszach świetnie wychodzi – zwłaszcza, jak trzeba odgruzować dom po remoncie. Na samą kuchnię poszło pięć rozdziałów i już zawsze mycie szafek będzie mi się kojarzyło ze sceną egzorcyzmów…

Ergo: w audiobookowym„Narrenturmie” w parze idzie ze sobą doskonały materiał (czyli proza Sapkowskiego) i doskonała forma (megaprodukcja, zaiste mega). Innymi słowy, znakomita powieść historyczna w godnej swojej znakomitości oprawie.

[tl;dr] Epicko fantastyczna produkcja: Sapkowski, husyci, magia i średniowieczny Śląsk. Oklaski na stojąco!

PS. Tata-Malita pożyczył wszystkie płyty.
PPS. A tu możecie posłuchać początku „Narrenturmu”. Łącznie z miłosnymi uniesieniami Adeli von Stercza.

5 thoughts on “Takie tam, ze Śląska, czyli trylogia husycka vol. 1

  1. Ja nie husycko tylko urodzinowo. Książkowych wspaniałości i nie kilo tylko tony wolnego czasu na czytanie!!! I pisz dalej pięknie, bo pasjami uwielbiam Cię czytać, Malito!

  2. Przyłączam się do oklasków! I do zdania, że umila sprzątanie ;)
    Reynevan, Szarlej i Samson Miodek to moja ukochana ekipa. Choć ten pierwszy często mnie denerwuje (i długo nie umiałam zapisać jego imienia) ;) Świetna historia i wspaniały audiobook.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s