AAAA męża w Nowej Zelandii poszukuję

Macie czasem tak, że stoicie przed półką pełną książek i szukacie tej jednej, która NA PEWNO kiedyś tam stała, a teraz uparcie jej nie ma i nie ma? Otóż ostatnio z Mamą-Malitą przez dobre kilka minut lustrowałyśmy biblioteczkę w poszukiwaniu jednej z powieści Cobena, bezskutecznie, rzecz jasna. W międzyczasie moje spojrzenie padło na grubą książkę, wyjęłam, patrzę: „W krainie białych obłoków” Sarah Lark. Saga rodzinna, że Nowa Zelandia, że połowa XIX wieku. Przywłaszczyłam sobie natomiast. A poszukiwany Coben stał na tej samej półce, niemniej jakoś go przeoczyłyśmy. Klasyka.

Ale Nowa Zelandia. Malitowe dotychczasowe kulturalne spotkania z tym krajem ograniczały się głównie do podziwiania bajecznych plenerów, przez które przechadzała się Drużyna Pierścienia. Krajobrazy faktycznie wielkiej urody – i przyjdzie się o tym przekonać także naszym dwóm bohaterkom, które ruszają w podróż życia na antypody.

Dla guwernantki Helen Davenport, lat 27, wyjazd do Nowej Zelandii może być ostatnią szansą na stworzenie szczęśliwego stadła małżeńskiego. Etykietka starej panny i lęk o własną przyszłość uwierają coraz mocniej, dlatego Helen decyduje się na brawurowy krok i odpowiada na anons matrymonialny z gazetki parafialnej. Ma wypłynąć jak najszybciej, by na miejscu stać się żoną lokalnego farmera na równinie Canterbury. Na statku spotyka młodziutką Gwyneirę Silkham, rudowłosą piękność o konkretnym charakterku (to, że dziewczyna woli jeździć konno i szkolić owczarki zamiast układać bukiety było nieustannym frasunkiem jej matki). Gwyn czeka na końcu świata podobny los – wychodzi za syna „owczego barona”, o którym nie wie prawie nic (notabene, takie wycieczki matrymonialne – tylko bardziej „na łowy” niż do konkretnego małżonka zdarzały się także w kierunki Indii, wiem, bo czytałam świetną „Ptaszynę” Lindy Holeman). Rodząca się przyjaźń pozwoli obydwu paniom przetrwać trudy rejsu… i trudy na miejscu, bo Nowa Zelandia przynosi wiele niespodzianek: od odmiennego klimatu, przez kontakty z tambylcami (Maorysi są raczej przychylni cudzoziemcom, ale do czasu), aż po rozterki małżeńskie, miłosne i matczyne. Nowe życie bywa dalekie od idylli.

Mount Sunday – tu stało Edoras.

Po raz kolejny – czytając powieść historyczną – nie mogę uciec od gorzkich rozmyślań nad losem kobiet, którym właściwie tylko małżeństwo mogło zapewnić w miarę godziwy byt i poważanie w towarzystwie. Kto bowiem poważa starą pannę, guwernantkę użerającą się z cudzymi dziećmi? Ileż własnych marzeń, pragnień i potrzeb musiało zostać zamiecionych pod dywan na przestrzeni dziejów. I dotyczy to nie tylko dam z wyższej klasy, jak Gwyneira, ale setek biednych dziewcząt, nie mających grama wpływu na swój los. Tak jak sieroty, oddane pod opiekę Helen na czas rejsu, wysłane do Nowej Zelandii jako służące. Niektórym się powiodło, inne… cóż, okoliczności zmusiły je do wątpliwie moralnych rozwiązań.

O takich książkach zwykło się mówić, że są barwne – może to wyświechtany frazes, ale do opowieści o krainie białych obłoków pasuje idealnie. Sarah Lark snuje historię dwóch kobiet, ale i dwóch rodzin; a gdzie dwie powieściowe familie, tam zawsze konflikty i niesnaski. Nowozelandzka sceneria z dyskretnie przemyconymi wiadomościami o Maorysach tworzy wspaniałe tło – tym bardziej było dla mnie wspaniałe, że prawie zupełnie nieznane. Za to historia Gwyn i Helen była momentami trochę przewidywalna, acz nie mam żalu. Znacie, znamy, posłuchajcie – takie sagi rodzinne mogę często. Bo oderwać się nie szło!

[tl;dr] Na podbój Nowej Zelandii w poszukiwaniu męża, czyli saga rodzinna z biglem. Dobre!

PS. A to w ogóle jest pierwszy tom sagi! Miło.
PPS. Mamie-Malicie dziękując za pożyczenie.

6 thoughts on “AAAA męża w Nowej Zelandii poszukuję

    1. Pewnie, że będzie!
      Ja się dopiero w połowie książki zorientowałam, że to Niemka napisała, ale nie zgrzytało wcale. Może jednak spróbuj się przemóc?
      PS. Och rany rany, bajeczne zdjęcia! Chcę tam jechać. ASAP.

      1. Zapytam się jeszcze czy w tej książce mężczyźni grają już w rugby? Gdzieś w tle, jako sportową rozrywkę?
        P.S. Podróż na koniec świata i to jeszcze taki ładny koniec. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s