Ten On, Ten Śpik

Jak tylko internety zwiastowały światu wieść o „Onym”, zaczęłam odliczać dni do marca – poruszający debiut Zośki Papużanki (rudej i z kolczykami), czyli „Szopkę”, zaliczam do najgenialniejszych książek, jakie czytałam w życiu. Sznyclowe kapłaństwo do dziś tkwi mi głęboko w pamięci. Poprzeczka postawiona była wysoko, ale są tacy pisarze, którzy przeskakują poprzeczki lekko i bez trudów najwyższych. Oj, są.

Panie, panowie, oto Śpik. Mniejsza o to, jak ma na imię – przezwisko przylgnęło do niego od pierwszego dnia szkoły i odtąd nikt o nim nie pomyśli inaczej, łącznie z mamą Śpika. Ze Śpikiem od początku było coś nie tak. Może to dlatego, że mama Śpika, zamiast iść na patologię, odczekała, aż Śpik wyjdzie na świat sam. A może dlatego, że przewróciła się z siatką ziemniaków na brzuch ze Śpikiem. A może nie. Śpikowe dzieciństwo przypada na czasy, kiedy na pomniku stoi Lenin, na nogach królują relaksy, a ojcowie martenowskie stawiają piece. „Kto to jest Lenin?”, pyta Śpik. „Ten pan na pomniku”, wyjaśnia po serii natarczywych dopytywań mama Śpika. Wiadomo.

Na kartach „Onego” pojawiają się różne postaci, od całej klasy Śpika, przez pana sprzedającego sskarpety po Głównego Dyspozytora Ruchu, ale na dobrą sprawę prym wiodą dwie z nich: sam Śpik i mama Śpika. On jest jak Głupi Jaś z baśni dawnych – dziecięcy jurodiwy, niewiadomocoznimrobić. Mało mówi, mało czym się potrafi zasłużyć (chyba, że posłusznym a bezrefleksyjnym wykonywaniem poleceń obwiesio-kolesiów z klasy), tylko na tramwajach i rozkładach czwórki ósemki dziewiątki zna się doskonale. Ona potrafi już być tylko jego matką, nikim innym, urodziła wstyd i za ten wstyd się musi wstydzić przed innymi matkami. Ale ten dobrowolny przymus bycia matką Śpika jest jej powodem do dumy.

Zośka Papużanka, jak sama mówi, stawia na sposób, jako że nawet najnudniejszą z opowieści można pokazać zajmująco (i odwrotnie, wyborną historię zniszczyć słabą narracją). I mam wrażenie, że każda próba przedstawienia, o czym jest „On”, wpada w strumyczek komunałów, który z kolei wpada do rzeczki banalności (tak, my w Krakowie wszystko zdrobniamy, pieniążki na bilecik, kawusia i chlebuś). Na kartach „Onego” skrywa się takie niewypowiedziane, niedookreślone, które wwierca się i wkręca głęboko. Znów, jak w „Szopce”, przeczołguje emocjonalnie do Nowej Huty i z powrotem. A przeczołguje także dlatego, że Papużanka pisze doskonale. Narody, klękajcie w to krakowskie błotko teraz i natychmiast. Proza, która wylewa się strumieniami z Onych kart, płynie prosto do serca i czasem bardzo boli (dość rzec, że jedna scena przyprawiła mnie o szloch rozdzierający). Jeden przykład ilustrujący nie odda sprawiedliwości, bo o tę potoczystość pisania chodzi. O całość. I tę całość musicie po prostu przeczytać.

„O czym jest ta książka?”, pyta łagodnie Król Małżonek, widząc mnie zwiniętą w kłębek emocji na kanapie. „O Śpiku”, odpowiadam po chwili namysłu. „A kim jest Śpik?”. „Nikim, tak właściwie”, mówię.

Ale teraz myślę, że jednak kimś.

[tl;dr] Papużankowa proza – oklaski. Na stojąco.

PS. Wydawnictwu Znak Literanova, łącznie z Serią Proza, bardzo dziękuję za książkę – a Autorce za autograf!
PPS. Na szybkości – dziś dziś (10 marca) w Krakowie, w księgarni Pod Globusem, o 18:00, spotkanie autorskie – bądźcie!

3 thoughts on “Ten On, Ten Śpik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s