Krakowski światek kryminalny

Jak się już rzekło wielokrotnie, jedną z najzacniejszych stron posiadania bloga czytelniczego jest fakt, że różni ludzie przynoszą/polecają/pożyczają kolejne lektury. No wiecie, w stylu „to ci się spodoba, skoro czytałaś XYZ” aż po „a bo znajoma znajomego… chcesz książkę?”. Nie da się ukryć, że na hasło „chcesz książkę?” całe moje jestestwo zwykło się układać w metaforyczne „tak tak daj proszę!”. I mniej więcej tą drogą weszłam w posiadanie „Wagi” Bartłomieja Basiury. Czyli kryminał. Czyli Kraków.

Zaczyna się do sterty rozsypanej układanki i całego kalejdoskopu wątków, które tylko pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Otóż jest Dagmara, studentka prawa, która odbywa praktykę na komendzie policji. U swego ojca, dodajmy – Miłosza „Lamy” Goczałki, legendy krakowskiego Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego. Z kolei Szymon, bezrobotny absolwent dziennikarstwa, planuje pisać biografię doktora Droubera, dość frapującej (i wrednej) postaci. Do tego ambitna Edyta Kotarska, która ma mnóstwo kłopotów w pracy (zastępca dyrektora aresztu przy Montelupich to nie przelewki) i niewiernego męża (przystojny Adam, pilot, co lotnisko to kochanka) (no, prawie). Te i inne postaci połączy zbrodnia: z początku niby tylko tragiczny rezultat porachunków pseudokibiców. Trzy ciała, znalezione w jednym z krakowskich mieszkań, wiodą do kolejnych ciał, a w każdym brakuje jakiegoś organu. Jakby ktoś je kolekcjonował… policja i prokuratura drepczą w kółko, w areszcie przy Monte sprawy się komplikują, a nagle znikąd pojawia się tajemnicza firmo-instytucja, Insight, która przynosi więcej pytań niż odpowiedzi – jakby tych pierwszych było mało.

O ile pomysł i splecenie wątków naprawdę niezłe – choć początkowo ciężko było się wciągnąć, końcówkę czytałam do późnej nocy – to wykonanie słabsze, momentami mocno toporne. Mieszanie normalnej, trzecioosobowej narracji z elementami gwary więziennej czy potknięcia stylistyczne typu „zrobił kolejny łyk” trochę irytują przy czytaniu. Ujmując rzecz nieco od innej strony: swego czasu „Nowa Fantastyka” publikowała porady dla piszących w wydaniu Michaela J. Sullivana. Część z nich była świetna, część dość oczywista, ale jedna z nich mocno zapadła mi w pamięć. Parafrazując: lepiej pokazywać, niż opowiadać wprost i łopatologicznie tłumaczyć wszystko czytelnikowi. Więc jeśli w ciągu kilkunastu stron trzy razy dowiaduję się, że Dagmara „nie należała do bystrych” i „nigdy nie grzeszyła inteligencją”, to sama czuję się jakoś taka mniej bystra przez to. Jako że wolę powieści o słabszej fabule, ale wyśmienicie napisane od tych kiepsko napisanych, ale z pomysłem na akcję – trochę jestem rozczarowana.

[tl;dr] Początek toporny. Finał mocny. Forma utykająca. Nie przekreślam na amen.

PS. A za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Videograf.

One thought on “Krakowski światek kryminalny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s