Rzecz o rasie, rzecz o miłości

Wiadomy Portal społecznościowy swego czasu doniósł Wam, że czasem czuje się całe oceany ulgi po skończeniu książki. Niekoniecznie dlatego, ŻE się skończyła, ale JAK się skończyła. Więcej o zakończeniach opowiadać nie będę, bo ja z tej ekipy, która spoilery traktuje jako świętokradztwo rangi najwyższej. No, staram się.

O „Amerykaanie” przeczytałam u Ekrudy już długą chwilę temu i uświadomiłam sobie, że Nigeria to jeden z tych wielu krajów, o których może i odrobinę wiem, ale za to zupełnie, totalnie, kompletnie nie znam od strony literackiej. Kilka miesięcy oczekiwania w bibliotece – i oto jest. Kilka stron przejrzanych celem researchu na temat autorki – oto są. Chimamanda Ngozi Adichie, rodem z Nigerii, przeniosła się na studia do USA, gdzie szło jej świetnie i z nauką, i z pisaniem, vide jej debiutancka powieść, „Fioletowy hibiskus” i kolejne dzieła. Nie można zapomnieć też o wykładach dla TED tudzież o występie w teledysku Beyoncé (witaj, postmodernizmie).

Jej „Amerykaana” to powieść o rasie i o miłości (kolejność obojętna). Otóż Ifemelu i Obinze poznali się w liceum w Lagos i zakochali w sobie bez pamięci. Ich codzienna rzeczywistość, czasy wojskowej dyktatury, jeszcze bardziej umacnia w postanowieniu: wyjechać z kraju. I to nie byle gdzie, a do Stanów Zjednoczonych, ziemi obiecanej, wyczytanej, poznanej przez kulturę, literaturę, muzykę. Ifemelu faktycznie wyjeżdża do USA na studia i choć jej życie po drugiej stronie oceanu to początkowo raczej upadki niż wzloty, to jednak wreszcie przebojem zdobywa nową rzeczywistość. Nowi przyjaciele, związki i romanse bledną jednak wobec wielkiego problemu: jak być czarną w Ameryce. Czarną nie-Amerykanką. Z obserwacji, czasem mocno zgryźliwych, rodzi się poczytny blog. Niby życie się układa, ale… Ifemelu postanawia wracać do Lagos. I w tym punkcie powrotnym, punkcie wyjściowym, spotykamy ją po raz pierwszy. Dopiero potem Chimamanda Ngozi Adichie pokazuje, jak do tego punktu wyjścia doszło, snując jednocześnie dużo mniej pomyślną historię Obinze. Dawny ukochany Ifemelu nie dotarł do Ameryki – problemy wizowe po 11 września – usiłuje zatem utrzymać się w Londynie (on, piekielnie zdolny i praworządny, wiedzie żywot nielegalnego imigranta), a gdy i tam zawodzi, robi nieco tylko szemraną karierę w Nigerii. Dom, rodzina, dziecko. I nieustanna tęsknota za milczącą Ifem.

https://americanahblog.files.wordpress.com/2014/09/image.jpg?w=410&h=308
Nigeryjski widoczek prosto z bloga Ifemelu (patrz PS).

„Amerykaana” – czyli ta, która powróciła z Ameryki – opowiada historię dwojga niezwykłych ludzi, ale snuje też rozważania na bardziej „makro” poziomie: o konstruowaniu na nowo własnej tożsamości w nowym miejscu, o byciu czarnym nie-Amerykaninem i czarnym Amerykaninem, o dyskryminacji, poprawności politycznej i o tym, że manifestacją polityczno-społeczną mogą być nawet włosy. Zwłaszcza włosy. Wiecie, jak trudno uczesać prawdziwe afro?

Wyjąwszy kilka potknięć translatorskich (ale nie tak rażących, żeby się wwiercały w pamięć), „Amerykaana” przykuwa i hipnotyzuje od pierwszych stron i mało którym bohaterom kibicowałam tak gorliwie a namiętnie, jak Ifem i Obinze. Po pierwsze, żeby im się udało, a po drugie, żeby im się udało razem. Oprócz sympatii w ich kierunku bardzo podobało mi się też tło kulturowe: zarówno Nigeria, jak i Stany, z zupełnie nowej, rasowej i nie tylko, perspektywy. W pewnym momencie wśród amerykańskich przyjaciół Ifem toczy się dyskusja o literaturze i Shan, wyjątkowo irytująca osóbka (i pisarka, dodajmy), stwierdza, że:

„W tym kraju nie można napisać szczerej powieści o rasie. Gdybyś napisała, jak rasa wpływa na ludzi, byłoby to zbyt oczywiste. Czarni pisarze, którzy tworzą w tym kraju fikcję literacką, wszyscy trzej, nie te dziesięć tysięcy płodzących bzdurne powieści o gettach w jaskrawych okładkach, mają dwie opcje do wyboru: albo będą pisać wspaniale, albo pretensjonalnie”.

Choć Shan miała na myśli trochę inną literaturę, biorę jej podział za dobrą monetę. Chimamanda Ngozi Adichie pisze wspaniale. Kropka.

PS. Tu znajdziecie stronę autorki, a tu blog samej Ifemelu, ten drugi, prowadzony już z Lagos. Zalecam czytać po „Amerykaanie”.

12 thoughts on “Rzecz o rasie, rzecz o miłości

  1. Ogromnie podobały mi się „Fioletowy hibiskus” i „Połówka żółtego słońca”, więc za „Amerykaanę” zabrałam się z wypiekami na twarzy. I owszem, jest świetnie napisana (wszystkie czytałam po angielsku, więc nie wiem, jak polskie tłumaczenie wypadło), i porusza mnóstwo bardzo ważnych i ciekawych tematów: rasa, społeczeństwo wielokulturowe, tożsamość, feminizm, miłość, i wiele innych. Po 4 latach mieszkania w RPA, gdzie kwestia koloru skóry jest bardzo ważna i definiuje człowieka (to tam po raz pierwszy tak naprawdę zdałam sobie sprawę z tego, że jestem biała, i do tego z Europy, i że to ma ogromne znaczenie), wiele z opisanych w powieści sytuacji czy odczuć bohaterów sprawiały, że kiwałam głową ze zrozumieniem (nie to, że znam je z autopsji, ale raczej z własnych obserwacji i doświadczeń ludzi, z którymi się zetknęłam). I wszystko mi się naprawdę podobało w tej książce, aż doszłam do zakończenia i… bum. Moim zdaniem te ostatnie 2 czy 3 strony zepsuły wszystko, bo książka zrobiła się przez nie taka bardziej „mainstreamowa”, przewidywalna. A ja za takimi nie przepadam, bo mam trochę masochistyczne zapędy ;) Co nie zmienia faktu, że jest to bardzo dobra książka (choć miejscami to raczej są eseje i analizy niż beletrystyka) i mimo wszystko bardzo gorąco ją polecam! Ale jednak „Połówka…” była według mnie dużo lepsza :)

    1. Ooo, a mnie właśnie te 2-3 ostatnie „zrobiły” książkę – patrz, jak się pięknie różnimy! Choć sekunduję temu, że wiele jest w tej książce ważnych tematów. Skądinąd, muszę poczytać więcej Adichie, już się zapisuję na kolejkowanie w Jagiellonce :) A co do bycia białą kobietą z Europy – mogę sobie tylko wyobrazić, jak to wyglądało w przypadku RPA, nigdy nie byłam na dłużej w kraju, dla którego kolor skóry jest tak znaczący (mieszkałam długą chwilę w Japonii, ale tam nie kolor, a sam fakt bycia cudzoziemcem jest kluczowy), ale jakoś tak cieszę się, że to, o czym pisze Adichie, ma swoje odwzorowanie w rzeczywistości.

  2. Fajnie, że przybliżasz tę powieść, bo jest świetna, a u nas – mam wrażenie – zupełnie bez echa przeszła. Przeczytałam ją w ubiegłym roku i była to jedna z lepszych powieści 2015 u mnie :)

    1. Zgadzam się bardzo, jest świetna, a faktycznie przeszła bez echa, aż się zdziwiłam, patrząc na rok wydania. Ale będę przybliżać dalej :)

  3. Fajny tekst, gdybym nie czytała wcześniej, teraz bardzo byś mnie zachęciła :) I zgoda w kwestii przekładu – pamiętam te drobiazgi, zwłaszcza w opisie internetowych zagadnień coś tam delikatnie kulało. Czytamy Adichie dalej? :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s